Dziwnie się czuję

Chwilę temu przyjechaliśmy na basen. Mała bardzo lubi pluskać się w wodzie. Nie boi się, wiecznie jej mało. Wystarczy że usłyszy „jedziemy na basen”.  Gotowa jest wyjść z domu, natychmiast porzucając każde zajęcie. Ponieważ bardzo to lubi i na sama myśl przebiera nogami, postanowiliśmy jeździć z nią regularnie. Coniedzielny basen stał się naszą tradycją. Odkąd  jeżdżę z córka, jeszcze bardziej go polubiłam. Patrzenie, jaka jest szczęśliwa , sprawia mi ogromną radość. A te piski, okrzyki towarzyszące chlapaniu rączkami, wręcz uwielbiam. Niestety, z powodów zdrowotnych, dziś, nie mogę z nią popływać. Czuję się, z tego powodu bardzo dziwnie. Od pierwszych dni życia jestem z nią, prawie bez przerwy. Towarzyszyłam w poznawaniu nowych doświadczeń. Mniej i bardziej przyjemnych. Czerpiąc z tego dużo dobrego. Dziś siedzę w kawiarni. Przez szybkę patrzę, jak  moje dziecię bawi się z tatą. I wiecie co czuję ? Ciężko mi to określić. Cieszę się, że mała ma radochę. Jestem też okropnie zazdrosna… Jestem zazdrosna o swoje dziecko. Tak bardzo żałuję, że nie mogę być przy niej, wspólnie z nią się cieszyć. Mam wrażenie, że ucieka mi coś ważnego.

Poczułam się trochę niepotrzebna, ale bardzo dumna !

Dziewczyny! Duma mnie rozpiera. Tak bardzo , że postanowiłam się moją radością z wami podzielić. Moje dziecko, zawsze było sprytne. Zawsze chciała wszystko sama. Pisałam o tym kiedyś ” Prawdziwy skarb, czyli samosia – gosposia „. W związku z tym, nie przeszkadzałam i nie przeszkadzam córce w dążeniu do samodzielności, a towarzyszę jej, służąc  pomocą. Chciała sam  posmarować buzię kremem, smarowała. Chciała umyć sobie ząbki, myła jedną szczoteczką, ja pomagałam druga. Dotyczy to wszystkiego, również jedzenia.  zupka-samodzielnie Gdy siadałyśmy do stołu, córka dostawała talerz pod nos. Do ręki, wręczałam łyżeczkę. Mała się nią bawiła. Czasem próbowała jeść, tzn. trafić sobie nią do buzi. Nie ingerowałam w nic. Wychlapała pół talerza zupy, to wychlapała. Porozrzucała wszystkie warzywa , to porozrzucała.  Natomiast ja, w  tym czasie drugą łyżka, ją karmiłam. Córci szło coraz lepiej. Nie tak dawno, zaczęła sprawnie celować łyżeczką do buzi.( Nigdy nie pomagałam jej w trafianiu do celu. ) Ciągle jednak byłam jej potrzebna.  Lecz dziś, byłam bardzo zaskoczona.  W trakcie obiadu, poczułam się nieco dziwnie. Śmiało mogę powiedzieć, że poczułam się zupełnie zbędna. Dlaczego ? Dlatego, że córka wcale nie chciała mojej pomocy. Jak zwykle, podałam jej talerz. Wręczyłam łyżeczkę i usiadłam obok by ją nakarmić. Nie pozwoliła mi na to…Pięknie nabierała sobie zupkę i z dużą precyzja lokowała ja w buzi. Każdorazowo, kiedy próbowałam ją nakarmić, zaciskała usta. Kręciła głową. Następnie nabierała zupę i jadła. Myślałam… A dobra … Odpuszczę. Ręka jej się zmęczy, to ją „dokarmię „. Tak bardzo chciałam  pomóc jej w obiedzie . I co ? I nie pomogłam… Bo, gdy ręka opadła z sił i już nie była wstanie dźwigać łyżeczki… Dziecię me, rękami, wyjadało z zupki jak leci wszystkie warzywka i mięsko. Moje próby „dokarmienia” kończyły się złością i odpychaniem łyżki. W ten oto sposób, mała samodzielnie zjadła całą porcję. W dodatku, nie robiąc przy tym wielkiego bałaganu. Moja kruszyna, skończyła dziś szesnaście miesięcy i już za pomocą łyżeczki je samodzielnie obiad :) Niesamowicie się cieszę :)  Nie spodziewałam się takiego osiągnięcia, w takim wieku. Jestem dumna ! Tak bardzo dumna !

Autodestrukcja…

Życie przynosi różne niespodzianki. Czasem bywają przyjemne, innym razem nie dają najmniejszego powodu do radości. Zdarza się również że dowiadujemy się o czymś przykrym, a chwilę później wszystko znów nabiera kolorów. Gorzej jeżeli bieg zdarzeń przybiera inna kolejność i  naszą radość w kilka chwil niszczy jakaś zła wiadomość. Pewnie nie jednej z Was się coś takiego przytrafiło. Mnie również. Dlatego postanowiłam o tym napisać.  Były to dla mnie, dwie dużo w moim życiu zmieniające niespodzianki. Pierwsza , wyczekiwana z niecierpliwością. Jaka ? Ciąża. Staraliśmy się z mężem dość długo, bo około pół roku. Miewałam chwilę zwątpienia, czasem wręcz nie wierzyłam że będę kiedyś mamą. Kiedy, w końcu, test ciążowy pokazał dwie kreski, skakałam z radości. Ale nie długo …. Kilka dni później odebrałam wyniki badań. Skarżyłam się na częste, i uciążliwe bóle w klatce piersiowej, nasilające się przy wysiłku. Poszłam z tym problemem do lekarza. Pani doktor zleciła wykonanie EKG i TSH … I co ? EKG wyszło dobrze. Natomiast TSH ? Eh … Dostając wynik do ręki, dowiedziałam się że mam niedoczynność tarczycy … test-i-wynik Ręce mi opadły … Pomyślałam : ” Dlaczego ja ? Dlaczego teraz ? ” Wiedziałam, że niedostateczna ilość hormonów w tak ważnym momencie życia, może zagrażać ciąży… Udałam się czym prędzej, na konsultację z endokrynologiem.  Pani doktor wypisała mi hormony i kazała czekać na koleją wizytę. Przy okazji dowiedziałam się co nie co o tej przypadłości, resztę doczytałam w domu… Kiedy zwiększyłam swoją wiedzę, zaczęłam mieć ogromne wyrzuty sumienia. Cieszyłam się że będę mamą, ale strach że dziecko, nie otrzyma ode mnie odpowiedniej dawki hormonu, bardzo tłumił mą radość. Czułam się winna…”Ty głupia babo”… Myślałam.” Dlaczego, nie zrobiłaś sobie dokładnych badań przed zajściem w ciążę?  Dlaczego ? Czemu byłaś taka nieodpowiedzialna ? ”  Z jednej strony się obwiniałam, z drugiej próbowałam bronić : ” Skąd mogłam wiedzieć ? Nie przeszło mi to przez głowę, że może mnie to dotyczyć „. No bo z kąt ? Nic mi się przecież nie działo… Czułam się ogólnie dobrze. Czasem tylko dopadała mnie ogromna senność , miewałam bóle w klatce piersiowej, ciągle odczuwałam chłód,  marzły mi stopy i dłonie. Nic szczególnego. A jednak! Choruję na Hashimoto ( Mój organizm wdrożył plan Autodestrukcji, produkując przeciwciała przeciwko własnej tarczycy ) Pogodziłam się z faktem. Nie miałam wyjścia, czasu cofnąć się nie dało. Łykałam hormony, robiłam badania, chodziłam na wizyty… I modliłam się, by dziecko było zdrowe. Na każde badanie USG, czekałam z niecierpliwością. Jak każda ciężarna, chciałam zobaczyć swoje dziecko. Tak bardzo jak wyczekiwałam badania, tak bardzo bałam się, że usłyszę coś czego żadna matka nie chciała by usłyszeć. Na szczęście, lekarz wykonujący USG nie znalazł nic niepokojącego, w żadnym badaniu. Jednak całą ciążę, towarzyszył mi stres związany z chorobą. Pomimo dobrych informacji, byłam zła że nie wiedząc o swoim schorzeniu, naraziłam córkę między innymi na przedwczesny poród czy nieprawidłowy rozwój mózgu. Córka urodziła się zdrowa. Ja hormony łykam nadal, zapewne łykać będę całe życie… Ale to nie istotne… Piszę na ten temat, bo wiem jak ważny jest prawidłowy poziom hormonów tarczycy w ciąży. Apeluję, do wszystkich kobiet myślących o założeniu rodziny, zbadajcie się w kierunku zaburzeń pracy tarczycy. Unikniecie tym sposobem, niepotrzebnego stresu oraz ograniczycie ilość zagrożeń dla rozwijającego się dziecka. Tutaj znajdziecie więcej informacji na temat mojej choroby Niedoczynność tarczycy – Hashimoto

Aaaa… Wizytę u endokrynologa, odbyłam prywatnie ok 9 tygodnia ciąży. Wolny termin na NFZ był na 27 listopada… Urodziłam w grudniu. Gdybym nie wzięła spraw w swoje ręce, dostała bym hormony dopiero z końcem listopada… Nie chcę myśleć nawet co było by z córka.

Czytam i czytać będę !

Jeżeli chodzi o książki, nigdy nie przepadałam za ich czytaniem. Mój brak chęci wynikał, z urazu z dzieciństwa. Może to dziwne, ale tak… zraziłam się do czytania w 3 klasie podstawówki. Kiedy to starsza nauczycielka języka polskiego, wyśmiała mnie przy całej klasie, mówiąc : Jesteś matoł , czytać nie potrafisz… a dzieci śmiały się ze mnie.  Bardzo mnie tym zraniła i jednocześnie zraziła do czytania. Każda kolejna próba czytania na głos, wiązała się z ogromnym stresem. Na szczęście to wszystko mam już dawno za sobą. Wydoroślałam i moje podejście do książek zmieniło się . Teraz robię to codziennie i z przyjemnością. ks Mając świadomość, jak czytanie może wpływać na człowieka, codziennie czytam córce. Postanowiłam, robić to od kiedy mała skończyła 2 tygodnie. Nasza przygoda z książką zaczynała się od jednego , dwóch wierszyków dziennie. Dziś przerabiamy, całą naszą biblioteczkę (ok 40 – stu sztuk ) , nawet i 2 razy dziennie. Na chwile obecna, córka ma 13 miesięcy i niesamowity zapał do książek. Nie ma dnia by nie goniła mnie z jakąś książeczka. Niejednokrotnie ciągnie mnie za rękę w stronę półki z bajeczkami. Gdy już do nich dotrzemy wyciąga rączki w górę mówiąc: ” da” , „da” . No i mama siada z dzieckiem i po raz enty wałkuje to samo. Czasem miewam dość gdy patrzę na tą stertę makulatury, bo ile można czytać w kółko jedno i to samo. Jednak widząc, jak bardzo cieszy to moja córeczkę i jak duże  efekty przynosi, po prostu zasiadam do lektury. Uważam że każda chwila spędzona z dzieckiem na wspólnym czytaniu bardzo dobrze wpływa na jej pamięć koncentracje. Im dłużej czytamy, tym dłużej córeczka jest w stanie słuchać mnie z uwagą. Od około 3 miesięcy, mała  samodzielnie zaczęła wręczać mi kolejną książeczkę, gdy aktualnie czytana zmierzała ku końcowi.  Ze stosu kartonowych bajeczek ,często wybiera ten sam repertuar , dając do zrozumienia które z nich podobają jej się najbardziej. Córka wprawdzie jeszcze dużo nie mówi, ma  na to czas, natomiast zaskakująco dużo rozumie. Pewnego dnia sprawiła iż byłam w szoku, ale jednocześnie bardzo dumna. W trakcie czytania poprosiłam ją mówiąc : Córuniu , wiesz gdzie jest książeczka o Józi ? proszę przynieś mi ją , mama Ci przeczyta . Ku mojemu zdziwieniu, mała zaczęła przewracać kupę książek rozrzuconych po podłodze i po chwili wręczyła mi tą o którą prosiłam.  To było niesamowite , pomyślałam … niemożliwe żeby niespełna roczne  dziecko wiedziało jaką treść ma dana książeczka. Z niedowierzaniem poprosiłam ją o kolejna i zaraz miałam ją w rękach …  Testowałam ją dalej , a moja duma rosła i rosła. Okazało się, że bez większego wysiłku odnalazła wszystkie z najczęściej czytanych książeczek ( ok. 15 – stu sztuk ). Upewniłam się, że moje starania nie idą na marne. Do dalszego rozczytywania się, bardzo zachęca mnie mój bratanek. Chłopiec ma cztery lata a już ładnie czyta.  Śmiem twierdzić ze lepiej niż niejeden siedmiolatek. Rodzice czytali mu dużo. W wieku dwóch lat potrafił nazwać wszystkie literki, jakie wypisane na brzuszku miał jego ulubiony miś. Jest bardzo ciekawym świata dzieckiem , o wszystko czego nie rozumie dopytuje. Czyta reklamy na billboard’ach, napisy na pudełkach od zabawek praktycznie wszystko co złożone z literek. Z własnych obserwacji wiem , ze warto czytać dzieciom. Te 20 minut dziennie nie  stanowi dla nas dużego wysiłku, z kolei dziecku da wiele, miedzy innymi poczucie iż jest dla nas kimś ważnym. Zalet czytania jest bardzo wiele , chcesz się dowiedzieć co może wnieść w życie Twojego maleństwa ? Zapraszam do odwiedzenia działu Dziecko i książka.

Papierowa żabka.

Zupełnym przypadkiem okazało się,  że papierowa żabka stała się hitem, wśród zabawek. Zastanawiasz się pewnie, o co chodzi z tą żabką ? Jak papierowa zabawka może zachwycać ? Otóż może , i w dodatku świetnie sprawuje się jako zabawka dla rocznego dziecka. Krótko opiszę, naszą historię z tą sympatyczną zabawką. Zaczęło się od nowej zajawki mojego męża – origami. Przeglądając filmiki instruktażowe na youtube , natrafił na żabkę, nie była to zwykła papierowa żabka. Ku naszemu zdziwieniu to papierowe cudo , potrafiło skakać. Z ciekawości mąż złożył , by sprawdzić czy rzeczywiście. Gdy była już gotowa, wszyscy mieliśmy świetną zabawę. Wystarczyło lekko nacisnąć i żaba robiła piękny skok w przód. Córka widząc skaczące coś, miała kupę radości.  Puściła się za nią w pogoń,  sama próbując  wprawić ją w ruch. Tak prosta i tania zabawka, a daje tyle radości całej rodzinie. zabka

Magiczny czas – matczyne refleksje

Córka nie śpieszyła się na świat. Jakaś wyższa siła zadecydowała kiedy się urodzi, i kiedy będziemy świętować, to ważne wydarzenie. Właśnie dziś, minął pierwszy wspólny rok. Ja zamiast się cieszyć, mam mętlik w głowie. Ciągle wracam myślami do porodu, do chwili kiedy przytuliłam ją do serca, po raz pierwszy i w kółko zadaję sobie pytanie: Kiedy to zleciało ? Czy przez ten czas, poświęciłam jej wystarczająco dużo uwagi ? Czy okazywałam tyle miłości i troski ile potrzebowała ? Na wszystkie te pytania mam jedna odpowiedź : nie wiem… Natomiast jestem pewna jednego. Ten rok był dla mnie bardzo ważny, chyba najważniejszy w całym moim życiu. Pełen zmartwień, radości, wzruszeń…Gdy wrócę do tych wspomnień , żałuję że mam to wszystko już za sobą. W sercu mym tkwi ogromna nadzieja, że rolę w którą dane było mi się wcielić, wykonałam najlepiej jak to możliwe. Że jako matka, byłam dla niej odpowiednim wsparciem w poznawaniu otaczającego ją świata. W ciągu roku córka dała mi tak wiele; pierwszy uśmiech, pierwsza gorączka, pierwsza wysypka, pierwsza przewrotka. Gdy jedząc biszkopta podzieliła się ze mną, gdy pierwszy raz sama mnie przytuliła. Długo by tu wymieniać .. Wspólnie przeżyty rok, był dla mnie czasem magicznym, czasem który na zawsze pozostanie w mojej pamięci.