Rozumiem dlaczego nie karmisz piersią.

Karmienie naturalne jest coraz bardziej propagowane przez położne i pediatrów. W internecie, co krok napotykamy na wszelkiego rodzaju spoty promujące tą metodę.  Mimo tego, kobiety nie chcą karmić piersią. Natomiast te, które się na to zdecydowały, często dość wcześnie rezygnują z podawania własnego pokarmu. Dlaczego ? Skoro to takie piękne. Skoro możemy dać dziecku to , co natura przygotowała. To co odpowiednie i dostosowane do malucha w każdym wieku. Dlaczego ?  cycek

Jako matka karmiąca, znam odpowiedź na to pytanie. Na własnej skórze doświadczam, czym jest i z czym wiąże się karmienie piersią. Ma ono dużo zalet. Jest dla mnie czymś wyjątkowym. Czymś z czego trudno było by mi zrezygnować. Daje mi wiele radości i niesamowitą bliskość. Poczucie że robię coś ważnego, że z mlekiem przelewam na dziecko dodatkową  ilość miłości i czułości. Inną , niepowtarzalną. Pomimo mojego zachwytu i fascynacji , jestem w stanie zrozumieć kobiety które z niego zrezygnowały.. Jest to trudna sztuka. Nierzadko wiążąca się z problemami , stanowiącymi dla wielu matek powody do zaprzestania karmienia.  Począwszy od braku wsparcia i odpowiedniej pomocy, skończywszy na własnej wygodzie.  Mianowicie :

Nieumiejętność prawidłowego przystawienia maluszka do piersi. Co za tym idzie ?

  • Poranione brodawki,
  • ból w trakcie karmienia,
  • złe, niedostateczne opróżnianie piersi,
  • niespokojne, niepojedzone dziecko,
  • słaba stymulacja piersi,
  • niedostateczna ilość pokarmu.
  • ból piersi spowodowany zastojami

 Brak pokarmu po porodzie – dziecko wiecznie głodne. W piersiach, tuż po porodzie,    znajduje się odpowiednia ilość mleka tzw. siary. Wydawać się może, że jest go zbyt mało, ponieważ pociecha domaga się ciągłego przystawiania. W  rzeczywistości, dziecko się najada. Wzmożona częstotliwość karmienia wynika z  bardzo malutkiego żołądka, szybkiego przyswajania matczynego mleka oraz dużej  potrzeby ssania.

Niewystarczająca ilość pokarmu w okolicy 3-go miesiąca życia pociechy – Jest to tak zwany kryzys laktacyjny. W czasie całego karmienia piersią, może ich  wystąpić kilka. Najczęstszą przyczyną ich występowania jest nagły wzrost zapotrzebowania dziecka. Dziecko rośnie to i potrzeby rosną. Piersi w okresie tym, sprawiają wrażenie nie nadążać z produkcją mleka. Dziecko domaga się jej zdecydowanie częściej. Po upływie 2-3 dni wszystko wraca do normy. Jest to czas, jaki potrzebuje matczyny organizm na dostosowanie podaży do popytu.

Nawały pokarmu

  • nabrzmiałe, wrażliwe piersi,
  • samoczynnie wyciekający pokarm,
  • zbyt silny strumień zasysanego mleka
  • zdenerwowane dziecko
  • krztusząca się pociecha.

Nawał, występuje często po okresie intensywnego ssania, np w trzeciej dobie po porodzie. Możemy się go spodziewać, przy skokach rozwojowych, w czasie choroby dziecka itd. W okresach w których, pociecha odczuwa większą potrzebę ssania. Pomocne są tu pozycje do karmienia , w których wypływ mleka będzie automatycznie zwolniony. Np: Pozycja na plecach, gdzie dziecko swobodnie ssie pierś leżąc na brzuchu mamy. Zaleca się także, ściąganie takiej ilości pokarmu, by pierś stała się mniej napięta a matka poczuła ulgę.

Poranione, pogryzione brodawki – O ile dziecko posiadające ząbki, nie daję nam odczuć różnicy w karmieniu, o tyle ząbkująca pociecha, potrafi dać się we znaki. Swędzące dziąsła, stają się powodem do przygryzania maminego sutka. Rzecz jasna, nie jest to przyjemnie i dla wielu kobiet stanowi dużą przeszkodę w dalszym karmieniu.

Pleśniawka – Grzybica, w jamie ustnej maluszka, może przenieść się na kobiece brodawki. W takim przypadku, naturalne karmienie traci swój urok. Każda próba przystawienia dziecka, wiąże się z uciążliwym bólem. Choroba ta, daje się we znaki matce jak i dziecku, które mimo głodu, nie zawsze będzie chciało ssać pierś.

Krótkie wędzidełko – Niemowlęta które rodzą się z tzw. krótkim wędzidełkiem miewają problem z prawidłowym ssaniem.  Mogą więc źle łapać pierś powodując niedogodności tak jak w punkcie pierwszym.

Częste karmienia w dzień, oraz duża ilość pobudek w nocy – Maluszki karmione piersią, zachowują się nie co inaczej niż te które są na mleku modyfikowanym. Częstotliwość karmień jest większa, ponieważ kobiecy pokarm jest lekkostrawny i wchłania się dość szybko. Nie zalega w żołądku, tak jak ma to miejsce w przypadku mleka modyfikowanego, w związku z tym, dziecko szybciej odczuwa głód. Zwiększona ilość pobudek oprócz potrzeby zaspokojenia głodu, wynika z potrzeby ssania i potrzeby bliskości.

Nieprawidłowe chwytanie piersi przez niemowlę –  W przypadku, zbyt wczesnego podania dziecku smoczka, może się zdarzyć że maluch nie zdąży nauczyć się prawidłowego ssania piersi. Co stanie się przyczyną bólu, i podrażnienia sutków.

Wymienione powyżej niedogodności, to tylko część powodów przez które młode matki decydują o zaprzestaniu karmienia. Wiele kobiet, które naprawdę tego chcą, zbyt szybko się poddaje. Mimo szczerych chęci, przechodzą na mleko modyfikowane.  Myślę, że jest to efekt niedostatecznego wsparcia ze strony partnerów i rodziny. Kierowania się tym co mówią inni ” Pokarm masz niewartościowy” , ” masz zbyt mało mleka, nie najada Ci się ” . itd. Do rezygnacji doprowadza też niewiedza. Niedostateczna ilość informacji na temat karmienia naturalnego, a także brak pomocy i wiedzy jak sobie poradzić z pojawiającymi się przeszkodami. Równie często zniechęcająco działa brak akceptacji społeczeństwa. Społeczeństwa które nierzadko, karmienie piersią odbiera jako coś obleśnego i nieodpowiedniego.

Jak wyżej pisałam, jestem matką karmiącą. Moja przygoda z karmieniem naturalnym trwa 18-sty miesiąc. Z doświadczenia wiem, że przytoczone przeze mnie przeszkody, są jak najbardziej do pokonania. Uważam, że kobiety które zrezygnowały z tego cudownego sposobu odżywiania, sugerując się tymi niedogodnościami, tak naprawdę nie musiały tego robić. Wszystko jest do przejścia i z każdym z podanych problemów można sobie poradzić. Trzeba tylko wiedzieć gdzie sięgnąć po pomoc . Nie twierdzę, że matki karmiące mlekiem modyfikowanym robią  źle. Nie zamierzam też nikogo oceniać. Decyzja jak długo karmimy oraz w jaki sposób, jest decyzją indywidualną.  Nic mi do tego. Karmienie piersią, mimo że jest piękne i niesie ze sobą sporo dobrego, wymaga od kobiety chęci, dużo samozaparcia i wytrwałości.   Jako kobieta z dłuższym stażem w karmieniu, mogę jedynie zachęcić do robienia tego w sposób naturalny. Motywować do niezniechęcania się do dążenia mleczną drogą, z powodu przejściowych zawirowań.

Dla chętnych dwa wiersze mojego autorstwa. „Cyca mam, dziecku dam „ ,                          ” Piersią, Drogie Panie „

Zapraszam do komentowania.

Misja – Macierzyństwo.

Dziś nadszedł czas na refleksje. Wstałam z łóżka, z tysiącem pytań do siebie samej. Czy jestem dobrą mamą ? Co, w ogóle oznacza dobra mama ? Czy to ta, która pozwala na wszystko ? Czy może ta, która wychowuje według ściśle określonych zasad ? Co jeszcze przyjdzie mi przeżywać ? Czy sprostam nowym wyzwaniom, jakie postawi przede mną moje dziecko ? Czy będę z siebie, jako matki, dumna ? Co przyniesie mi dalsze macierzyństwo i jak sobie z tym poradzę ? Takich pytań mam pełno w głowie…. A odpowiedź na nie wszystkie jest krótka… Nie wiem …

Po tych chwilach zadumy dochodzę do wniosku. Do macierzyństwa nie da się przygotować ! W żaden ale to żaden sposób. Nie da się tego zaplanować. Czytanie książek, poradników, nic tu nie daje. Macierzyństwo jest rzeczą trudną. Nieprzewidywalną. Jakimi będziemy matkami. Jaka będzie nasza postawa wobec dziecka. Jakie będą nasze reakcje w zaskakujących sytuacjach oraz  jaki przykład damy nowemu pokoleniu, jest ogromną zagadką.  Duża wiedza teoretyczna, w praktyce, często ma się nijak do naszej matczynej postawy. Świadomie lub nie. Niejednokrotnie powielamy wpojone nam wzorce. Pozytywne, ale także i te złe , niechciane. Jedno jest pewne. Każde dziecko jest inne… Każda matka jest inna.. Wszystkie z nas, muszą wypracować sobie swój sposób, własne metody wychowawcze. To co wpoimy dziecku, jakie przekażemy wartości zaowocuje w przyszłości. Tylko jak ? Całą naszą pracę, cały wysiłek włożony w wychowanie pociechy zweryfikuje czas.  On jest najlepszym sędzią . To on nam pokaże, jak wywiązałyśmy się z misji. Z misji – Macierzyństwo.

Chętnych zapraszam do przeczytania, mojego, własnego wiersza o macierzyństwie. EGZAMIN

czas-zegar

Dziecko nie jest krową !

Kiedyś pisałam post, w którym mowa była o szanowaniu dziecięcej prywatności. Dla chętnych link -> TUTAJ . Natomiast dziś, pragnę wyrazić swoje zdanie w podobnym temacie. Mianowicie w temacie kolczyków i przekłuwania dzieciom uszu. Ilu rodziców tyle opinii. Moja, dla niektórych, może wydawać się trochę dziwna. Zapewne ktoś z Was, stwierdzi że przesadzam i robię z tego „wielkie halo „. Więc przeczytajcie i oceńcie sami.

Zauważyłam że, kolczyki u niemowląt stały się dość popularne, można by stwierdzić że stało się to modne. Dziecko nie zdąży jeszcze wypowiedzieć pierwszego „ma-ma” , a już owa mama leci z córką do kosmetyczki. W celu upiększenia jej delikatnych uszek małymi złotymi kulkami.  Jestem temu przeciwna. Oj bardzo przeciwna !  Moja rodzina, już o tym wie. Jako pierwsza, dowiedziała się teściowa, która zaczęła przewijać ten temat, zaraz po tym jak mała skończyła miesiąc. Nie było jej w smak. Trudno… Nie będę kolczykować dziecka, tylko dlatego że, to „ładnie wygląda” . Tym bardziej dlatego, że podoba się to babci. Nie muszę podążać za modą ! Moda jest od tego by ją do siebie dostosowywać , wybierać z niej to co nam pasuje. Nie po to by ślepo za nią iść !

Dużo rodziców, robi kolczyki pociechom bez zastanowienia. Nie pomyślą o dziecku, o tym co ono będzie czuć… Itd.  Najważniejsze , by ładnie wyglądało, lub by nikt więcej nie wziął ich córki za chłopca. Zasłaniając swoją decyzje tym że to nie boli, że teraz robi sie to pistoletem. Trwa to tak szybko, że maluch się nawet nie zorientuje. Bzdura ! Nawet malutkie dziecko, nie jest głupie… Doskonale wie że coś mu się robi.. Przekłuwanie uszu pistoletem, mimo że trwa szybko, jest gorsze od igły. Kto się orientował w tym temacie, ten wie. Pistolet w trackie zabiegu (w zasadzie to kolczyk) rozrywa ciało. Powstaje tzw. rana szarpana, która bardzo często źle się goi. Próbując w ten sposób upiększyć dziecko, narażamy je na :

  • Powstanie stanu zapalnego. Ropiejące, bolące małżowiny.
  • Niewygodę. Drogie mamy. Same wiecie jak „przyjemnie ” śpi się w tzw. wkrętkach. Należy pamiętać, że maluch przez długi czas będzie odczuwał spory dyskomfort.

Jestem ciekawa, ile osób bierze to pod uwagę przy podejmowaniu decyzji.  Mówi się. Im wcześniej tym lepiej. Ciekawe, dlaczego ? Pewnie dlatego, że niemowlę nie powie nam NIE ! Mamo NIE chcę ! Robienie dzieciom kolczyki w tak młodym wieku, uważam za czysty egoizm, oraz traktowanie dziecka przedmiotowo.. Dziecko to nie zabawka. To nie lalka z którą możemy robić co nam się żywnie podoba. Podsumowując , kolczykowanie małych dzieci to :

  • Traktowanie ich jak bydło. Tak ! Krowa również nie protestuje, gdy przyczepiają jej numerek na ucho.
  • Nieposzanowanie ich małego, bezbronnego ciała.
  • Odbieranie możliwości samodzielnego zadecydowania.

Oprócz tego co napisałam, napiszę coś jeszcze. Gdybym poszła z córką i zrobiła jej, w wieku 17-stu miesięcy, kolczyk w brwi lub pępku, została bym zlinczowana i osądzona o znęcanie się nad dzieckiem. A prawda jest taka. Kolczyk to kolczyk. Niezależnie czy zrobiony jest w brwi czy uchu, jest to nic innego, jak ingerencja w dziecięce ciało. Być może, wielu ludzi nie zobaczy w tym nic wspólnego, bo przebijanie uszu niemowlętom stało się niemal czymś normalnym. Dla mnie jednak, jest to zupełnie to samo.  kolczyk-w-pepku

Zapraszam do komentowania.

Co dzień inne odkrycia. To takie pasjonujące !

Dzieci, to mali odkrywcy. Interesuje je dosłownie wszystko. Chcą, poznać świat najlepiej jak tylko się da. Sprawdzają zastosowanie wszystkiego co je otacza. Poznają możliwości własnego ciała. Z dnia na dzień stając się sprytniejsze i zwinniejsze, co pozwala im na ciekawsze odkrycia. Kiedy już chodzą, mija zaledwie kilka chwil i nasze pociechy zaczynają się wspinać, by sięgnąć tam gdzie do tej pory nie miały dostępu. Czy to regał  z książkami, schody czy też łóżko… To wszystko jest takie pasjonujące ! One nie boją się nowości , one wręcz jej pragną. Nie zastanawiając się co by było gdyby… Codziennie szukają nowych doznań.  Przez tą odważną, nieprzemyślaną ciekawość świata macierzyństwo bywa niezmiernie trudne. Jako matki, żony i gospodynie musimy zadbać o potrzeby każdego domownika. Ugotować, poprać, posprzątać ….. Jednocześnie, pozwalając najmłodszemu domownikowi  na swobodne poznawanie świata…Bezpieczne poznawanie świata.  Bywa to nie lada  wyzwaniem. Czasem wystarczy się obrócić a pociecha już stoi na krawędzi łóżka, ciesząc się z własnych dokonań. Bądź, maleństwo próbuje wcisnąć coś do kontaktu… Przyznam….. Czasem można dostać palpitacji serca… Mimo to jestem zwolenniczką, wtórowania dziecku. Mądrego wtórowania. Uważam, że należy pozwalać potomkowi na sprawdzanie swoich możliwości. Córce pozwalam wchodzić gdzie chce. Chce wychodzić po schodach, wychodzi ( najpierw na czworaka, teraz już trzymając się poręczy). Usiłuje wygrzebać się do domku na placu zabaw, stoję za nią , a ona śmiało próbuje. Umyśli sobie chodzenie po krawężniku, to idzie. Przecież to cudowne doświadczenie, i pomaga ćwiczyć równowagę. W każdej nowej czynności, jestem przy niej. Wspieram, i tłumaczę. Natomiast gdy zajdzie potrzeba minimalizuje siłę upadku. Kiedy jednak wiem, że upadek wielkiej krzywdy jej nie zrobi… Pozwalam na niego… Tzw. upadek kontrolowany… Dziecko próbuje swoich możliwości, ale czasem musi stłuc pupę, by poznało jakie czekają na nie zagrożenia.  Rozumiem, że matki boją się o swoje pociechy, również się boję. Jestem również w stanie pojąć, dlaczego nie pozwalają na niektóre czynności. To my rodzice, jesteśmy odpowiedzialni za swoje dzieci… Myślę, że strach rodzica przed odpowiedzialnością, nie powinien być dla dziecka ograniczeniem. Zwłaszcza na etapie poznawania  świata i własnych możliwości. Zabranianie dziecku nowych czynności oraz wpajanie, że coś jest niebezpieczne, jest głupie. „Tego nie wolno bo się przewrócisz , Tamtego nie wolno bo spadniesz”. Jak dla mnie to zabijanie w dziecku ciekawości a także chęci poznawania. Małe dzieci, poznają świat zmysłami… To normalne że wszystkiego chcą dotknąć, wszystko chcą zobaczyć. Ciekawość dziecka nie ogranicza się tylko do tych „niebezpiecznych” czynności. Dzieci uwielbiają poznawać zapachy, smaki… Wielu rodziców o tym zapomina. To idealni towarzysze, podczas codziennego gotowania. Jeśli im to umożliwimy, chętnie zamieszają zupę. Czy wrzucą do niej kilka składników. Kochają  taż eksperymentować, próbować nowych smaków, konsystencji…. Matki maja w zwyczaju, nie dawać dziecku tego, czego same nie lubią. ” To jest niedobre. Nie będzie Ci smakować”. A ja zapytam… Skąd to dziecię ma wiedzieć czy rzeczywiście takie to niesmaczne ? Jeśli samo nie spróbuje, nie dowie się… Próbowanie nowych produktów, potraw, to fajna zabawa. Zabawa która przynosi dużo dobrego. Dziecko zna większą gamę smaków, dzięki temu łatwiej wyrobić mu własny gust kulinarny. Gust który nie jest bardzo okrojony. Maluch nie ma uprzedzeń, nie boi się smakować… Im wcześniej pozna nowości tym lepiej. Ma większą szansę że nie zostanie tzw niejadkiem. Tutaj opowiem co nie co o mojej córeczce. Mała, kiedyś miała straszne opory przed jedzeniem, pisałam o tym kiedyś TUTAJ  Kiedy jednak zaczęła jeść jak należy, pozwalałam jej na odkrywanie smaków. Kiedyś poszliśmy z rodzinką do sushi baru. Byłam pewna, że córcia nie tknie sushi więc zamówiliśmy jej nieduży zestawik z kurczakiem. Natomiast dla nas półmiski pełne tych smakołyków.  Kiedy kelnerka przyniosła piękne kolorowe zawijań-ce mała tylko krzyczała „am , am ” Wręcz wyrywając się z dziecięcego krzesełka, na swoją porcję nawet nie patrząc. No i dostała kawałek (bez surowych ryb, i paluszków krabowych) Wcinała aż jej się uszy trzęsły… Ledwo zjadła jeden kawałek, już sięgała po drugi… To nie wszystko. Do naszego zestawu, były sałatki z glonów z ogórkiem.. Dostała z niej ogórka. Nie wystarczył jej. Gwizdnęła tacie z miseczki garść glonów. Miałam oczy jak pięć złotych… Moja kruszynka zjadła sałatkę męża, i moją. Takich zaskakujących sytuacji jest wiele. To pokazuje mi, że mam rację. Dzieci lubią próbować, dzieci lubią poznawać. Ostatnio … Również byłam zaskoczona. Gdy kroiłam cebulę mała ciągnęła mnie za spodnie krzycząc „am” więc dałam jej… I wiecie co ? Myślałam że nie zje, że będzie pluć. Owszem, wypluła po czym władowała do buzi z powrotem. Od tamtej pory, moje dziecię je surową  cebulę. Na zdrowie !  Dziś natomiast, eksperyment roku. Na drugie śniadanko podałam jej jogurt… Jadła z apetytem,po chwili zaczęła kombinować.. Dorwała kabanosa i zaczęła moczyć go w jogurcie. Po czym i jedno i drugie trafiało do buzi. Mnie też dała spróbować. Obawiałam się. Teraz śmiało mogę powiedzieć: Kabanos z jogurtem gruszkowym smakuje świetnie !  Wniosek ? To my rodzice, jesteśmy największym ograniczeniem dla własnych dzieci. Z obawy o ich dobro, niejednokrotnie pozbawiamy je wielu pozytywnych doznań.

Szanujmy dziecięcą prywatność !

Jako rodzice, chcemy chronić własne dzieci. Pragniemy by nikt ich nie ranił, nie obrażał. Dbamy by były doceniane, szanowane itd. Nic w tym dziwnego. Zachowanie typowe dla rodziców. Lecz przykre jest, i zupełnie dla mnie niezrozumiałe, że istnieją matki i ojcowie, którzy nie widzą że sami narażają własne pociechy. Jak ?  Wystawiając ich zdjęcia na portalach społecznościowych. Być może niektórzy, niektóre z Was zastanawiają się o co mi dokładnie chodzi ? Uważam, że spora część rodziców,  z mojego otoczenie, i zupełnie mi nie znanych, totalnie przegina. Galerie przepełnione przeróżnymi zdjęciami, niejednokrotnie niekorzystnymi… Opisy do zdjęć często bardzo szczegółowe. Niby to nic takiego, ale… No właśnie, ja widzę tutaj wielkie ale… Czy kiedykolwiek któryś z tych rodziców zastanawiał się, nad tym co robi ? Ludzie coraz więcej informacji o sobie i swojej rodzinie umieszczają na facebooku i innych portalach. Wystarczy niewielka, nieprzemyślana ilość informacji, np zdjęcie dziecka i wpis ” dziś pierwszy dzień w przedszkolu takim i takim ” i już stwarzamy potencjalne zagrożenie dla naszej pociechy. Owszem, każdy ma prawo robić co chce, i publikować co chce. Ale to że mamy do tego prawo , nie oznacza że możemy decydować za dziecko, jakie zdjęcia, i jakie informacje o nim, będą krążyć w internecie… Ostatnio zrobiło się modne tworzenie niemowlętom, ich prywatnego konta na fb. Co z tym się wiąże ? Sterta różnych fotek, tona opisów i informacji o dziecku.  Niemowlę nie powie „mamo nie wrzucaj w sieć moich zdjęć, nie pisz co jadłem dziś na obiad, nie informuj wszystkich kto mnie dziś odwiedził ” . Lecz gdy podrośnie, może mieć nam to za złe. Pamiętajmy że co wrzucimy do sieci to już tam krążyć będzie… I w przyszłości może być dla dziecka problemem… To że chcemy się pochwalić, nowo narodzonym dzieckiem, że chcemy pokazać światu jak ładnie stawia pierwsze kroki. Rozumiem. Sama czuje taką chęć. Jednak chęć ta nie uprawnia nas, by wrzucać do sieci tony osobistych zdjęć, i z życia dziecka robić dostępną dla wielu kronikę… Rażące jest, że dziecko jeszcze dobrze nie „pierdnie” a już cała rzesza fejsbookowiczów o tym wie… Szanujmy dziecięcą prywatność. Czy dziecko nie ma prawa do prywatności ? Czy ma je tylko dorosły ? Ma prawo ! Ma takie same prawa jak wszyscy!   Szanujmy to … Nie udostępniajmy całemu światu życia prywatnego. Przecież są inne formy podzielenia się szczęściem. Dlaczego od razu portale społecznościowe ? Czy naprawdę zależy Wam na tym by zupełnie nieznana baba oglądała zdjęcia waszego dziecka? Lub jakiś pedofil ślinił się na widok Waszego słodkiego dzidziusia ?  Po co stwarzać zagrożenia ? Sama, często mam ogromną chęć pochwalenia się swoją córeczką. Mam przecież pełno powodów do dumy. Jednak nie robię z jej życia show dla ciekawskich. Mam telefon, i kiedy najdzie mnie taka ochota, wysyłam mms’y do cioci , babci , wujka … do najbliższych. Do tych którzy są bezpośrednio z małą związani. Czasem wyślę zdjęcie do przyjaciółki czy dwóch dzieciatych koleżanek…. To wszystko. W zupełności wystarcza. Przysięgłam sobie, że nie wstawię żadnego jej zdjęcia na żaden portal… Nie wstawię… Mimo że jest jeszcze taka malutka, szanuję jej prywatność… szanuję jej dzieciństwo. Zdjęcia które jej robię, są dla niej. Jest to pamiątka rodzinna. I tak pozostać powinno. Gdy podrośnie, sama zadecyduje czy, gdzie, i co będzie publikować. A do tego czasu będę chronić jej prywatność.  album-dziecka

Czytam i czytać będę !

Jeżeli chodzi o książki, nigdy nie przepadałam za ich czytaniem. Mój brak chęci wynikał, z urazu z dzieciństwa. Może to dziwne, ale tak… zraziłam się do czytania w 3 klasie podstawówki. Kiedy to starsza nauczycielka języka polskiego, wyśmiała mnie przy całej klasie, mówiąc : Jesteś matoł , czytać nie potrafisz… a dzieci śmiały się ze mnie.  Bardzo mnie tym zraniła i jednocześnie zraziła do czytania. Każda kolejna próba czytania na głos, wiązała się z ogromnym stresem. Na szczęście to wszystko mam już dawno za sobą. Wydoroślałam i moje podejście do książek zmieniło się . Teraz robię to codziennie i z przyjemnością. ks Mając świadomość, jak czytanie może wpływać na człowieka, codziennie czytam córce. Postanowiłam, robić to od kiedy mała skończyła 2 tygodnie. Nasza przygoda z książką zaczynała się od jednego , dwóch wierszyków dziennie. Dziś przerabiamy, całą naszą biblioteczkę (ok 40 – stu sztuk ) , nawet i 2 razy dziennie. Na chwile obecna, córka ma 13 miesięcy i niesamowity zapał do książek. Nie ma dnia by nie goniła mnie z jakąś książeczka. Niejednokrotnie ciągnie mnie za rękę w stronę półki z bajeczkami. Gdy już do nich dotrzemy wyciąga rączki w górę mówiąc: ” da” , „da” . No i mama siada z dzieckiem i po raz enty wałkuje to samo. Czasem miewam dość gdy patrzę na tą stertę makulatury, bo ile można czytać w kółko jedno i to samo. Jednak widząc, jak bardzo cieszy to moja córeczkę i jak duże  efekty przynosi, po prostu zasiadam do lektury. Uważam że każda chwila spędzona z dzieckiem na wspólnym czytaniu bardzo dobrze wpływa na jej pamięć koncentracje. Im dłużej czytamy, tym dłużej córeczka jest w stanie słuchać mnie z uwagą. Od około 3 miesięcy, mała  samodzielnie zaczęła wręczać mi kolejną książeczkę, gdy aktualnie czytana zmierzała ku końcowi.  Ze stosu kartonowych bajeczek ,często wybiera ten sam repertuar , dając do zrozumienia które z nich podobają jej się najbardziej. Córka wprawdzie jeszcze dużo nie mówi, ma  na to czas, natomiast zaskakująco dużo rozumie. Pewnego dnia sprawiła iż byłam w szoku, ale jednocześnie bardzo dumna. W trakcie czytania poprosiłam ją mówiąc : Córuniu , wiesz gdzie jest książeczka o Józi ? proszę przynieś mi ją , mama Ci przeczyta . Ku mojemu zdziwieniu, mała zaczęła przewracać kupę książek rozrzuconych po podłodze i po chwili wręczyła mi tą o którą prosiłam.  To było niesamowite , pomyślałam … niemożliwe żeby niespełna roczne  dziecko wiedziało jaką treść ma dana książeczka. Z niedowierzaniem poprosiłam ją o kolejna i zaraz miałam ją w rękach …  Testowałam ją dalej , a moja duma rosła i rosła. Okazało się, że bez większego wysiłku odnalazła wszystkie z najczęściej czytanych książeczek ( ok. 15 – stu sztuk ). Upewniłam się, że moje starania nie idą na marne. Do dalszego rozczytywania się, bardzo zachęca mnie mój bratanek. Chłopiec ma cztery lata a już ładnie czyta.  Śmiem twierdzić ze lepiej niż niejeden siedmiolatek. Rodzice czytali mu dużo. W wieku dwóch lat potrafił nazwać wszystkie literki, jakie wypisane na brzuszku miał jego ulubiony miś. Jest bardzo ciekawym świata dzieckiem , o wszystko czego nie rozumie dopytuje. Czyta reklamy na billboard’ach, napisy na pudełkach od zabawek praktycznie wszystko co złożone z literek. Z własnych obserwacji wiem , ze warto czytać dzieciom. Te 20 minut dziennie nie  stanowi dla nas dużego wysiłku, z kolei dziecku da wiele, miedzy innymi poczucie iż jest dla nas kimś ważnym. Zalet czytania jest bardzo wiele , chcesz się dowiedzieć co może wnieść w życie Twojego maleństwa ? Zapraszam do odwiedzenia działu Dziecko i książka.