Matka ! Weź Ty się wreszcie ogarnij !

Przed ciążą dbanie o dom, nie było dla mnie niczym trudnym. Zdarzało mi się mieć czasem bałagan. W ciąży natomiast, mieszkanie lśniło jak nigdy w życiu. Ze wszystkim sobie radziłam. Zawsze posprzątane, wyprane , wyprasowane, obiad ugotowany, zakupy zrobione. Wszystko ogarniałam i miałam jeszcze dużo czasu dla siebie. Mogłam sobie jeździć na jogę dla kobiet w ciąży, i spotkania z przyjaciółka. Czasu miałam pod dostatkiem. Ogarniam się już od roku i ogarnąć się nie mogę. Czuję się z tym faktem coraz gorzej. Zawsze wydawało mi się że, wszystko da się pogodzić i że, ze wszystkim sobie poradzę. Kiedy zaczęłam swoją karierę w macierzyństwie, nadal tak uważałam. Przez pierwsze trzy tygodnie, wspólnego życia z noworodkiem było ekstra. Chata czysta, obiad gorący, oboje z mężem wystrojeni. Chodziłam nawet niewiarygodnie wyspana. Wszystko to wraz z moim entuzjazmem, skończyło się. Małą dopadły kolki. Mąż w pracy, a na mojej głowie cały dom i płaczące dziecko. Nie było mowy o sprzątaniu, praniu a tym bardziej gotowaniu. Całymi dniami dziecko w ramionach i ciągłe szukanie sposobu na ulgę. Po takim dniu byłam tak wykończona że nie w głowie było mi sprzątanie. Wszystkie obowiązki domowe, miałam głęboko w d…. . Kolki minęły, i nadzieja że się od-sprzątam powróciła. Guzik…. Im córka starsza tym więcej uwagi potrzebowała. Żadne leżenie w łóżeczku nie wchodziło w grę. Leżaczki , bujaczki i inne wynalazki również odpadały. Krótko mówiąc, od trzeciego tygodnia jej życia, brakuje mi czasu na zajmowanie się domem. Prawie w całości poświęcam go na zaspokojenie jej potrzeb. Myślałam że będzie łatwiej wszystko pogodzić… Czasem myślę sobie, że jestem jakaś upośledzona, skoro nie potrafię ogarnąć domu, poprasować ubrań, znaleźć czasu dla siebie. Nie potrafię zrozumieć, jak robią to inne mamy. Lśniąca chata, i szczęśliwe dziecko ? To chyba dla mnie, nie do osiągnięcia. W ciągu dnia, mam co robić przy małej. Poza ugotowaniem jakiegoś sensownego obiadu, trudno o czas na cokolwiek innego. Wstyd się przyznać, ale gdy już zrobię pranie to czasem kisi się w pralce dzień lub dwa… W kuchni wiecznie zbierają się brudne gary… Masakra… Jakoś nie wyobrażałam sobie że będzie ze mnie aż tak nieperfekcyjna pani domu. pani-domu Nie wiem z czego to wynika … Być może brak mi organizacji. Być może z tego że, od początku muszę radzić sobie sama. Nie mam do pomocy żadnej babci, mąż wiecznie pracujący. Wszystko na mojej głowie. Mimo tego że wiedziałam jak będzie, byłam pewna że sobie poradzę. Czasem dostawałam porady typu: Wsadź mała do łóżeczka , zasyp zabawkami niech się pobawi sama a Ty będziesz miała czas na ogarnięcie chaty. Porada fajna. Chciała bym by tak było. Moja córka nie pobawi się sama. Zdarza jej się to raz na jakiś czas, zdecydowanie za mało by można było mówić o czasie na sprzątanie. Ledwo wystarcza go na obranie warzyw do obiadu. Oczywiście mogła bym wsadzić małą do łóżeczka na godzinę i zabrać się za porządki. Niestety wiąże się z tym straszny lament… Nie znoszę jej płaczu, zwłaszcza gdy próbuję coś zrobić. W takich momentach krew mnie zalewa, nie jestem w stanie kontynuować tego co zaczęłam. Robię się zbyt nerwowa i odbija się to na relacjach z wszystkimi. Ostatnio nawet nakrzyczałam na swoją mamę, zadzwoniła w nieodpowiednim momencie. Codziennie próbuję przywrócić mieszkanie do stanu używalności i utrzymać go w nim jak najdłużej.. Rzadko kiedy wychodzi …Mam szczęśliwe dziecko i bałagan w domu, albo zapłakane dziecko, mniejszy bałagan w domu i górę nerwów.  Nie wiem czy tylko ja jestem taką ciapą życiową ? Mam nadzieję że się w końcu ogarnę, i wypracuję jakiś system. Pogodzić to wszystko to moje marzenie. Jak Wy to robicie ? Macie jakieś skuteczne sposoby ?

Sikam sobie

Miesiąc temu, kupiliśmy nocnik. Zakupu dokonaliśmy, z myślą powolnego przyzwyczajania córki do tego wynalazku. Nie było jednak powolne. Gdy tylko dowieźliśmy go do w domu , po prostu zaczęliśmy ją na nim sadzać. Nasz pośpiech wynikał z ciekawości. Jak będzie się zachowywać, gdy ja posadzimy ? Czy zrobi siku ? Czy w ogóle, zaczai o co w tym chodzi ? itd. Na początku mała wcale nie chciała na nim siadać. Czasem nawet się denerwowała. Zdecydowanie bardziej interesowała ją zabawa nowym przedmiotem. Całkiem nieźle się bawiła, wciskała do niego wszystko co miała, łącznie z własną głową. Z czasem zainteresowanie nocnikiem jako zabawką, zeszło do minimum. Po ok 2 tygodniach prób posadzenia dziecka, udało się ją przekonać. Pewnie wiele z Was pomyśli sobie: „Oszalała, roczne dziecko już na nocnik ? ”  lub „jeszcze sama nie chodzi, a już mordują ją nocnikiem”. Każda ma prawo do swojego zdania.                                           sikam-sobie Osobiście uważam że, na naukę samodzielności nigdy nie jest za wcześnie. Rozpoczęliśmy uczenie córki dość szybko, ale nie czuję by było to coś niewłaściwego. Wręcz przeciwnie od kilku dni dostrzegam drobne efekty. Często zaczyna się interesować nocnikiem, np próbując na niego wchodzić. Po posadzeniu okazuje się że chciała siku. Gdy zapytam ją w ciągu dnia: Chce ci się siku ?, Zrobimy siku do nocniczka ? Kiwa główką, i gdy już ją posadzę robi siku. Nie są to może duże osiągnięcia, i daleko do samodzielności.  Lecz dla mnie mamy, jest to duży skok w przód i dowód na to że 13-miesięczne dziecko, jest wstanie podołać wcześniejszej nauce wołania za potrzebą. Po cichu liczę na to , że w wakacje będziemy latać bez pieluszki. Zachęcam Was drogie mamy do próbowania. Myślę, że warto dać dziecku szansę wcześniej. Krzywdy w ten sposób im nie zrobimy.