Do cholery ! Co to ma być ? !

Większość matek, zna jak to jest, kiedy ktoś się wtrąca w wychowanie dziecka, lub  je utrudnia. U mnie również, jest taki jeden element. Mimo że nie jest to dziecko tej osoby, musi, usiłuje postawić na swoim i wszędzie wtrąca swoje pięć groszy.  Miałam o tym nie pisać … Miałam to zostawić dla siebie… Ale pękłam  ! Kurka.. Bo ileż można ! Wczoraj złapałam porządnego nerwa… Mieliśmy gości. W śród nich, właśnie ta osoba. Stwierdziłam … Aaaaa… Dobra, odpuszczę. Nie będę taka  jędza , nie będę się czepiać. W imię poprawienia relacji, dam więcej luzu. Przecież chce się nacieszyć dzieckiem, to niech się nacieszy. A ja, może trochę odpocznę… Na początku, byłam nawet zadowolona. Wszystko było w porządku. Mała dobrze się bawiła, a gość nie zrobił żadnego głupiego ruchu. Pomyślałam nawet, że może ja trochę przesadzam, nie dając wolnej ręki i nie mając zaufania. Zaczęłam nawet mieć nadzieję… Nadzieję, że relacje się poprawią, że będzie jak być powinno. Ale jak to mówią … NADZIEJA JEST MATKĄ GŁUPICH !  Święte słowa ! Jestem głupia, że uwierzyłam … Cały dzień nie wchodziłam w drogę , dałam swobodę. Pozwoliłam jej zajmować się dzieckiem, jak chciała. I co mnie spotkało ? Moja nadzieja legła w gruzach … Bo jak można się tak zachować?  No jak można ? … zakaz-wstepu Wystawiając na stół czipsy powiedziałam, że córce nie wolno dawać. Ona ma swoje chrupki, paluszki , biszkopty i to jej wystarczy. Na co usłyszałam : „Ale ona chce , daj że jej. Daj jej jednego”. Odparłam szybkie i wyraźne „Nie” . Myślałam, że wszystko jasne, że się zrozumieliśmy. Kiedy poszłam do toalety…. Mam małe mieszkanie, chcąc czy nie, słychać wszystko co się mówi w pokoju…. Więc i to usłyszałam … ” Daj jej jednego, niech sobie dziewczyna zje ”  -  oczywiście, były to słowa tej samej osoby. No k…wa ! Ciśnienie mi skoczyło… Na szczęście, inny z gości sprowadził owy element do porządku.  Do cholery ! Co to ma być ?! Jak można, tak knuć za plecami… Czy ja niewyraźnie mówię ? Czy ja mam pięć lat, żeby nie brać poważnie, tego co mówię ? Nawet dziecko, powinno się traktować poważnie !  Bez przesady… Nie będzie mi się roczniak objadać jakimiś czipsami ! Jestem matką … To ja decyduję, co moja córka jeść będzie ! Wrrr… Jak można tak traktować ludzi ? Jak można tak podważać zdanie rodzica ? W imię czego ? Żeby coś udowodnić ? Tylko co ? Miałam nadzieję… Dałam szansę.  Nie miało to sensu… Bo po co ? Chyba tylko po to by upewnić się, że osoba ta ma mnie głęboko w d…e . Że nie liczy się ze mną i moim zdaniem. Coraz częściej, zastanawiam się czy ma to wszystko sens… Po co mam się starać , po co mam próbować poprawić relacje ? Skoro osoba ta mnie nie szanuje… Przykro mi to stwierdzić … Niestety coraz częściej to odczuwam.

Matka ! Weź Ty się wreszcie ogarnij !

Przed ciążą dbanie o dom, nie było dla mnie niczym trudnym. Zdarzało mi się mieć czasem bałagan. W ciąży natomiast, mieszkanie lśniło jak nigdy w życiu. Ze wszystkim sobie radziłam. Zawsze posprzątane, wyprane , wyprasowane, obiad ugotowany, zakupy zrobione. Wszystko ogarniałam i miałam jeszcze dużo czasu dla siebie. Mogłam sobie jeździć na jogę dla kobiet w ciąży, i spotkania z przyjaciółka. Czasu miałam pod dostatkiem. Ogarniam się już od roku i ogarnąć się nie mogę. Czuję się z tym faktem coraz gorzej. Zawsze wydawało mi się że, wszystko da się pogodzić i że, ze wszystkim sobie poradzę. Kiedy zaczęłam swoją karierę w macierzyństwie, nadal tak uważałam. Przez pierwsze trzy tygodnie, wspólnego życia z noworodkiem było ekstra. Chata czysta, obiad gorący, oboje z mężem wystrojeni. Chodziłam nawet niewiarygodnie wyspana. Wszystko to wraz z moim entuzjazmem, skończyło się. Małą dopadły kolki. Mąż w pracy, a na mojej głowie cały dom i płaczące dziecko. Nie było mowy o sprzątaniu, praniu a tym bardziej gotowaniu. Całymi dniami dziecko w ramionach i ciągłe szukanie sposobu na ulgę. Po takim dniu byłam tak wykończona że nie w głowie było mi sprzątanie. Wszystkie obowiązki domowe, miałam głęboko w d…. . Kolki minęły, i nadzieja że się od-sprzątam powróciła. Guzik…. Im córka starsza tym więcej uwagi potrzebowała. Żadne leżenie w łóżeczku nie wchodziło w grę. Leżaczki , bujaczki i inne wynalazki również odpadały. Krótko mówiąc, od trzeciego tygodnia jej życia, brakuje mi czasu na zajmowanie się domem. Prawie w całości poświęcam go na zaspokojenie jej potrzeb. Myślałam że będzie łatwiej wszystko pogodzić… Czasem myślę sobie, że jestem jakaś upośledzona, skoro nie potrafię ogarnąć domu, poprasować ubrań, znaleźć czasu dla siebie. Nie potrafię zrozumieć, jak robią to inne mamy. Lśniąca chata, i szczęśliwe dziecko ? To chyba dla mnie, nie do osiągnięcia. W ciągu dnia, mam co robić przy małej. Poza ugotowaniem jakiegoś sensownego obiadu, trudno o czas na cokolwiek innego. Wstyd się przyznać, ale gdy już zrobię pranie to czasem kisi się w pralce dzień lub dwa… W kuchni wiecznie zbierają się brudne gary… Masakra… Jakoś nie wyobrażałam sobie że będzie ze mnie aż tak nieperfekcyjna pani domu. pani-domu Nie wiem z czego to wynika … Być może brak mi organizacji. Być może z tego że, od początku muszę radzić sobie sama. Nie mam do pomocy żadnej babci, mąż wiecznie pracujący. Wszystko na mojej głowie. Mimo tego że wiedziałam jak będzie, byłam pewna że sobie poradzę. Czasem dostawałam porady typu: Wsadź mała do łóżeczka , zasyp zabawkami niech się pobawi sama a Ty będziesz miała czas na ogarnięcie chaty. Porada fajna. Chciała bym by tak było. Moja córka nie pobawi się sama. Zdarza jej się to raz na jakiś czas, zdecydowanie za mało by można było mówić o czasie na sprzątanie. Ledwo wystarcza go na obranie warzyw do obiadu. Oczywiście mogła bym wsadzić małą do łóżeczka na godzinę i zabrać się za porządki. Niestety wiąże się z tym straszny lament… Nie znoszę jej płaczu, zwłaszcza gdy próbuję coś zrobić. W takich momentach krew mnie zalewa, nie jestem w stanie kontynuować tego co zaczęłam. Robię się zbyt nerwowa i odbija się to na relacjach z wszystkimi. Ostatnio nawet nakrzyczałam na swoją mamę, zadzwoniła w nieodpowiednim momencie. Codziennie próbuję przywrócić mieszkanie do stanu używalności i utrzymać go w nim jak najdłużej.. Rzadko kiedy wychodzi …Mam szczęśliwe dziecko i bałagan w domu, albo zapłakane dziecko, mniejszy bałagan w domu i górę nerwów.  Nie wiem czy tylko ja jestem taką ciapą życiową ? Mam nadzieję że się w końcu ogarnę, i wypracuję jakiś system. Pogodzić to wszystko to moje marzenie. Jak Wy to robicie ? Macie jakieś skuteczne sposoby ?