Mleko z procentami .

Czy karmiąca piersią kobieta, może pić ? Czy alkohol w czasie laktacji zaszkodzi dziecku ? Czy wpłynie negatywnie na pokarm ?  Odpowiedź na te pytania brzmi: Tak, może. Nie, nie zaszkodzi.  Możliwe, że zostanę zlinczowana za to co głoszę. Ale zanim to zrobisz … Przeczytaj do końca. Bardzo często się zdarza , że kobiety nie chcą karmić piersią. Uważają , że wiąże się ono tylko z wyrzeczeniami. Nie wolno jeść tego.. Nie wolno tamtego… Ścisła dieta, zero przyjemności… Nic tylko udręka… W rzeczywistości to nie prawda. Owszem. Istnieje pojęcie „dieta karmiącej mamy”. Nie oznacza ono jednak, rezygnowania z ulubionych potraw. Należy jeść wszystko. Byle zdrowo !  W Polsce jednak , utarło się błędne przekonanie. Nie mam pojęcia, skąd ono się wzięło… Jesteśmy chyba jedynym krajem , w którym kobiety radykalnie ograniczają swój jadłospis. Nierzadko spotykamy mamy, które wręcz się głodzą. Cały tydzień jedząc duszonego fileta z kaszą i marchewką. Byle nie zaszkodzić maluszkowi, a malec jak kolki miewał tak miewa nadal… Tak wygląda sprawa z jedzeniem. Natomiast, jeśli chodzi  picie napojów wyskokowych… Karmienie piersią , nie oznacza całkowitej abstynencji. Kobieta karmiąca, tak jak każda inna, może pić wino, piwo , czy drinka… Może. Nie szkodząc przy tym dziecku. Jednak by mu nie szkodzić, trzeba trzymać się kilku zasad.

  • Przede wszystkim rozsądek ! Karmimy = Nie pijemy dużo. Słaby drink, czy jedno piwko, nie więcej. Należy pamiętać, że pokarm kobiecy tworzy się z krwi. Jeżeli w naszych żyłach będzie płynąć alkohol , w naszym pokarmie również on się znajdzie.
  • Jeśli chcemy się napić, powinnyśmy robić to w czasie najdłuższej przerwy między karmieniami. Np. Dziecko zazwyczaj pije z piersi o godzinie 12-stej , później jada obiadek i kolejny raz ssie około 5 – ciu godzin później. W takim przypadku, możemy wypić piwko, czy lampkę wina  w południe , tuż po karmieniu. Bądź , kiedy dziecko jada już na tyle dużo pokarmów stałych w ciągu dnia , i korzysta z piersi dopiero w nocy . Możemy przez dzień spokojnie napić się drinka. Pamiętając oczywiście o zachowaniu odpowiedniego odstępu czasowego do najbliższego karmienia.
  • Korzystać z takich używek, łatwiej… W zasadzie bezpieczniej mogą kobiety z dłuższym stażem w karmieniu piersią. Im pociecha starsza, tym rzadziej korzysta z matczynego pokarmu, co automatycznie wydłuża czas pomiędzy karmieniami. Nie oznacza to, że matka miesięcznego Antka nie może napić się winka na chrzcinach. Może jak najbardziej. Z racji iż miesięczne dziecko , potrzebuje często ssać cycucha, wystarczy zrobić zapasy. Przed wypiciem lampki, należy odciągnąć pokarm, na jedno lub dwa karmienia, w zależności od tego jak często nasz malec jada. Kiedy zajdzie potrzeba, a matka nie jest pewna czy może przystawić dziecię do piersi. Odciągnięte mleko , będzie jak znalazł by zaspokoić głód.
  • Piwa niskoalkoholowe tj. zawierające ok 0,5 % można pić śmiało. Nie trzeba robić przerw między karmieniami. Nie trzeba odciągać pokarmu. W tego typu napojach, alkoholu jest naprawdę niewiele. Nie ma ona wpływu, na matkę, jej pokarm a tym bardziej na dziecko.  Jego ilość jest porównywalna z ilością jaka zawarta jest w kefirze. Tak ! Kefir przechodzi proces fermentacji, a jego efektem jest powstanie alkoholu.

Nie przestrzeganie wyżej wymienionych zasad,  podawanie piersi dziecku po spożyciu alkoholu to czysta głupota. Tak jak pisałam. Jeżeli w naszej krwi będą procenty, to w trakcie karmienia dziecko otrzyma je z pokarm. Każda, nawet niewielka ilość alkoholu jaką otrzyma niemowlę, może wpłynąć na jego zdrowie oraz rozwój. Karmienie piersią nie wymaga całkowitej abstynencji. Wymaga jednak rozsądku.  Jeśli masz ochotę na browarka, pij. Pij odpowiedzialnie !

Wszystko tak idealnie … Tylko czemu nie u mnie ?

Dziś, w ramach przedobiedniego spaceru, odwiedziłyśmy z córcią naszych przyszłych sąsiadów. Młodzi i mili ludzie. Również, mają małe dziecko. Nigdy u nich nie byłam. Do dzisiaj. Mimo że przyszłam tam we własnym „interesie” , mimo że ciepło mnie przyjęto, żałowałam że tam trafiłam. Zastanawiacie się dlaczego ? Dlatego że poczułam się jak totalna sierota… Przeszłam przez próg i pomyślałam: Łał ! Ale ładnie ! Normalna reakcja, kiedy wchodzi się do w miarę nowego domu. Czyste ściany, nie zniszczona drewniana podłoga itd… Dom pachniał nowością. Myślę że mój zachwyt był uzasadniony. Natomiast kiedy weszłam dalej i usiadłam we wskazanym mi miejscu. Rozejrzałam się…. Wiecie co zobaczyłam ? Idealny porządek.  Po prostu idealny ! Wszystko ładnie , równo poukładane,  zabawki dziecięce również. Nic nie walało się po podłodze. Wszystko na swoim miejscu…. Oraz chłopca, grzecznie bawiącego się na dywanie.. Byłam. Nadal jestem pełna podziwu…. Jak ona to robi ? Jak ogarnia opiekę nad dzieckiem, i obowiązki domowe?… Dziecko czyste, uśmiechnięte. Ona zadbana, umalowana, a dom wygląda jak aranżacje wnętrz w Ikei… Jak ona to robi ? Kurde… Czego mi brakuje ? Czemu ja tak nie potrafię. Czemu wiecznie potykam się o dziecięce zabawki… Dlaczego panuje u mnie ciągły nieporządek ? Przecież się staram , sprzątam codziennie … Jest o wiele lepiej niż było. Niestety wiele mi jeszcze brakuje…  Chciała bym, by moje mieszkanie lśniło tak jak dom tej kobiety… Nie chcę się wiecznie wstydzić, i mówić ” Sorry za bałagan ” . Do takiego zadbanego domu chce się przychodzić. Poznałam dzisiaj, prawdziwą, perfekcyjną panią domu.  Postanowiłam wziąć sobie ją za wzór. Już nikt mi nie powie, że przy małym dziecku, nie da się mieć wymuskanego domu. Bo się da ! Skoro ona potrafi… To ja też dam rade.

Matka ! Weź Ty się wreszcie ogarnij !

Przed ciążą dbanie o dom, nie było dla mnie niczym trudnym. Zdarzało mi się mieć czasem bałagan. W ciąży natomiast, mieszkanie lśniło jak nigdy w życiu. Ze wszystkim sobie radziłam. Zawsze posprzątane, wyprane , wyprasowane, obiad ugotowany, zakupy zrobione. Wszystko ogarniałam i miałam jeszcze dużo czasu dla siebie. Mogłam sobie jeździć na jogę dla kobiet w ciąży, i spotkania z przyjaciółka. Czasu miałam pod dostatkiem. Ogarniam się już od roku i ogarnąć się nie mogę. Czuję się z tym faktem coraz gorzej. Zawsze wydawało mi się że, wszystko da się pogodzić i że, ze wszystkim sobie poradzę. Kiedy zaczęłam swoją karierę w macierzyństwie, nadal tak uważałam. Przez pierwsze trzy tygodnie, wspólnego życia z noworodkiem było ekstra. Chata czysta, obiad gorący, oboje z mężem wystrojeni. Chodziłam nawet niewiarygodnie wyspana. Wszystko to wraz z moim entuzjazmem, skończyło się. Małą dopadły kolki. Mąż w pracy, a na mojej głowie cały dom i płaczące dziecko. Nie było mowy o sprzątaniu, praniu a tym bardziej gotowaniu. Całymi dniami dziecko w ramionach i ciągłe szukanie sposobu na ulgę. Po takim dniu byłam tak wykończona że nie w głowie było mi sprzątanie. Wszystkie obowiązki domowe, miałam głęboko w d…. . Kolki minęły, i nadzieja że się od-sprzątam powróciła. Guzik…. Im córka starsza tym więcej uwagi potrzebowała. Żadne leżenie w łóżeczku nie wchodziło w grę. Leżaczki , bujaczki i inne wynalazki również odpadały. Krótko mówiąc, od trzeciego tygodnia jej życia, brakuje mi czasu na zajmowanie się domem. Prawie w całości poświęcam go na zaspokojenie jej potrzeb. Myślałam że będzie łatwiej wszystko pogodzić… Czasem myślę sobie, że jestem jakaś upośledzona, skoro nie potrafię ogarnąć domu, poprasować ubrań, znaleźć czasu dla siebie. Nie potrafię zrozumieć, jak robią to inne mamy. Lśniąca chata, i szczęśliwe dziecko ? To chyba dla mnie, nie do osiągnięcia. W ciągu dnia, mam co robić przy małej. Poza ugotowaniem jakiegoś sensownego obiadu, trudno o czas na cokolwiek innego. Wstyd się przyznać, ale gdy już zrobię pranie to czasem kisi się w pralce dzień lub dwa… W kuchni wiecznie zbierają się brudne gary… Masakra… Jakoś nie wyobrażałam sobie że będzie ze mnie aż tak nieperfekcyjna pani domu. pani-domu Nie wiem z czego to wynika … Być może brak mi organizacji. Być może z tego że, od początku muszę radzić sobie sama. Nie mam do pomocy żadnej babci, mąż wiecznie pracujący. Wszystko na mojej głowie. Mimo tego że wiedziałam jak będzie, byłam pewna że sobie poradzę. Czasem dostawałam porady typu: Wsadź mała do łóżeczka , zasyp zabawkami niech się pobawi sama a Ty będziesz miała czas na ogarnięcie chaty. Porada fajna. Chciała bym by tak było. Moja córka nie pobawi się sama. Zdarza jej się to raz na jakiś czas, zdecydowanie za mało by można było mówić o czasie na sprzątanie. Ledwo wystarcza go na obranie warzyw do obiadu. Oczywiście mogła bym wsadzić małą do łóżeczka na godzinę i zabrać się za porządki. Niestety wiąże się z tym straszny lament… Nie znoszę jej płaczu, zwłaszcza gdy próbuję coś zrobić. W takich momentach krew mnie zalewa, nie jestem w stanie kontynuować tego co zaczęłam. Robię się zbyt nerwowa i odbija się to na relacjach z wszystkimi. Ostatnio nawet nakrzyczałam na swoją mamę, zadzwoniła w nieodpowiednim momencie. Codziennie próbuję przywrócić mieszkanie do stanu używalności i utrzymać go w nim jak najdłużej.. Rzadko kiedy wychodzi …Mam szczęśliwe dziecko i bałagan w domu, albo zapłakane dziecko, mniejszy bałagan w domu i górę nerwów.  Nie wiem czy tylko ja jestem taką ciapą życiową ? Mam nadzieję że się w końcu ogarnę, i wypracuję jakiś system. Pogodzić to wszystko to moje marzenie. Jak Wy to robicie ? Macie jakieś skuteczne sposoby ?

Czarodziejska różdżka

Nasze starania się przedłużały. Jak brzucha nie było tak nie było, a staraliśmy się i staraliśmy na wszelkie sposoby. Nie zaskoczyło od razu , ani po 3 miesiącach. Pomyślałam.. Hola hola co jest ? przecież zdrowa jestem , mam stabilną pracę, prowadzę zdrowy tryb życia , dlaczego ? Inne kobiety nie chcą, a wystarczy że jakiś czarodziej pomacha trochę różdżką i TADAM ! Brzuch rośnie w oka mgnieniu ;) Ja chciałam i nic z tego nie  wychodziło, ale napędzana moim nieustępliwym instynktem, nie poddawałam się.  Robiłam co trzeba, by uzyskać swój wymarzony cel. Zmieniłam nastawienie na : będzie co będzie , będzie kiedy będzie, i bawiłam się dalej. Mój czarodziej machał różdżka a ja chłonęłam czary , jak gąbka wodę :) Bo grunt to dobra zabawa !