O tym , jak młoda olała maminego cyca ;)

                    Jestem ! Udało się ;) Mam wreszcie chwilkę… W poprzednim poście , jakieś dwa tygodnie temu ( Boże , jak ten czas szybko leci … ), obiecałam że coś Wam opowiem. Korzystając z chwili „luzu” postanowiłam dotrzymać słowa…  Więc , posłuchajcie :

                    Planowałam karmić piersią. Stwierdziłam , że rok będzie optymalny… Założenie moje zrealizowałam, choć nie do końca… Miął rok…. Odstawienie poszło w niepamięć. Czasem, tylko przebąkiwałam do męża ” Pasuje ją zacząć odstawiać .Już na tyle dużo je, że spokojnie można spróbować „. Tak , tak ;) Takie moje gadanie … Jedyne co zrobiłam, a w zasadzie samo się zrobiło, to pozostawienie karmień nocnych. Natomiast w dzień, córa rozkoszowała się zawartością lodówki ;) I tak pozostało… Minęło jeszcze pół roku, nic się nie zmieniło. Jak mówiłam o zakończeniu karmienia, tak mówiłam nadal… I oprócz mojego paplania, nie podejmowałam żadnych działań . Prawdę mówiąc , było mi dobrze tak jak jest. Córcia spała z nami , kiedy się przebudziła dostała cyca i robiła swoje. Ja natomiast mogłam spać dalej :)

             Wreszcie przyszedł czas na zmiany… Choć sama chciałam podjąć tą decyzję, nie ja o nich zadecydowałam. Był to dla mnie szok… Nie bardzo wiedziałam co się dzieje… Kruszyna skończyła 19 miesięcy i z dnia na dzień, jej zachowanie w stosunku do maminego cyca, zmieniło się nie do poznania. Zawsze gdy kładłyśmy się spać, mała piła mleczko. Kiedy brzuszek był już pełny, przytulała się do mnie i zasypiała…. Nastąpił ten moment, i nasz rytuał poszedł w odstawkę. Zdurniałam całkowicie :) Gdy próbowałam córce podać pierś , wbijała w nią zęby … Pokąsana , tłumaczyłam jej że mnie to boli .. i żeby tak nie robiła.. Po krótkiej rozmowie , podjęłam jeszcze kilka prób.. Każdorazowo kończyło się to odciśniętymi zębami… Wrrr… Jak sobie przypomnę , ciarki mnie przechodzą.. Byłam rozbita, niezbyt wiedziałam co się stało. Gdyż do tej pory mała ssała z chęcią. Pomyślałam : Przeczekam.. być może coś zjadłam , co zmieniło smak pokarmu… Nie wpadłam nawet na to, że może już nie chcieć. Sytuacja , powtórzyła się jeszcze przez kolejne dwa wieczory. Zdezorientowana tym wszystkim, doszłam do wniosku, że nie będę jej wciskać cyca na siłę. Zaczęłam podawać kruszynie przed snem wodę, ciągle wypatrując sygnału… Sygnału się nie doczekałam..

                Nasze bez-cycowe usypianie, wydłużyło się. Córcia grzecznie leżała ze mną , piła wodę, słuchała bajeczek lub kołysanek i powolutku zapadała w sen… Cieszyłam się , że zostało chociaż karmienie w środku nocy.. Nie trwało to jednak długo.. Po kolejnych dwóch nocach, historia powtórzyła się . Gdy, zaspana, ledwo kontaktująca, po raz kolejny poczułam zęby na piersi, doznałam olśnienia. Podałam małej kubeczek z wodą, napiła się i w mig zasnęła… Następnej nocy , nie obudziła się wcale… I tak przez kilka kolejnych .

               Nie wiedziałam , czy się śmiać , czy płakać…Zastanawiałam się, czy coś jej nie dolega… Nie do końca dopuszczałam do siebie myśl że, się sama odstawiła… Czytałam sporo opinii doradców laktacyjnych o samo-odstawieniu, lecz wszędzie podawano informacje, że następuje to zazwyczaj u starszych dzieci.  Piersi mi pękały, a mała miała gdzieś… Myślałam, że może jeszcze zechce.. Naczytałam się różnych historii. Np: Matka nie karmiła dziecka dwa tygodnie , zwyczajnie nie chciało, po dwóch tygodniach syn się upomniał i wrócili do karmienia. Lecz takie zdarzenie nie miało u nas miejsca. Zasięgnęłam więc opinii jednego z doradców laktacyjnych, opisałam cała sytuację. Wspomniałam też , że próbowałam podać córce w kubeczku, ściągnięte mleczko. Lecz, gdy mała poczuła jego smak  , wylewała na podłogę. Po rozmowie z fachowcem, nie pozostało mi nic innego jak pić szałwie , nie dopuścić do zastojów, a przede wszystkim uszanować decyzję dziecka ;)

              Karmiłyśmy się dziewiętnaście miesięcy. Piękne dziewiętnaście miesięcy. <3

Rozumiem dlaczego nie karmisz piersią.

Karmienie naturalne jest coraz bardziej propagowane przez położne i pediatrów. W internecie, co krok napotykamy na wszelkiego rodzaju spoty promujące tą metodę.  Mimo tego, kobiety nie chcą karmić piersią. Natomiast te, które się na to zdecydowały, często dość wcześnie rezygnują z podawania własnego pokarmu. Dlaczego ? Skoro to takie piękne. Skoro możemy dać dziecku to , co natura przygotowała. To co odpowiednie i dostosowane do malucha w każdym wieku. Dlaczego ?  cycek

Jako matka karmiąca, znam odpowiedź na to pytanie. Na własnej skórze doświadczam, czym jest i z czym wiąże się karmienie piersią. Ma ono dużo zalet. Jest dla mnie czymś wyjątkowym. Czymś z czego trudno było by mi zrezygnować. Daje mi wiele radości i niesamowitą bliskość. Poczucie że robię coś ważnego, że z mlekiem przelewam na dziecko dodatkową  ilość miłości i czułości. Inną , niepowtarzalną. Pomimo mojego zachwytu i fascynacji , jestem w stanie zrozumieć kobiety które z niego zrezygnowały.. Jest to trudna sztuka. Nierzadko wiążąca się z problemami , stanowiącymi dla wielu matek powody do zaprzestania karmienia.  Począwszy od braku wsparcia i odpowiedniej pomocy, skończywszy na własnej wygodzie.  Mianowicie :

Nieumiejętność prawidłowego przystawienia maluszka do piersi. Co za tym idzie ?

  • Poranione brodawki,
  • ból w trakcie karmienia,
  • złe, niedostateczne opróżnianie piersi,
  • niespokojne, niepojedzone dziecko,
  • słaba stymulacja piersi,
  • niedostateczna ilość pokarmu.
  • ból piersi spowodowany zastojami

 Brak pokarmu po porodzie – dziecko wiecznie głodne. W piersiach, tuż po porodzie,    znajduje się odpowiednia ilość mleka tzw. siary. Wydawać się może, że jest go zbyt mało, ponieważ pociecha domaga się ciągłego przystawiania. W  rzeczywistości, dziecko się najada. Wzmożona częstotliwość karmienia wynika z  bardzo malutkiego żołądka, szybkiego przyswajania matczynego mleka oraz dużej  potrzeby ssania.

Niewystarczająca ilość pokarmu w okolicy 3-go miesiąca życia pociechy – Jest to tak zwany kryzys laktacyjny. W czasie całego karmienia piersią, może ich  wystąpić kilka. Najczęstszą przyczyną ich występowania jest nagły wzrost zapotrzebowania dziecka. Dziecko rośnie to i potrzeby rosną. Piersi w okresie tym, sprawiają wrażenie nie nadążać z produkcją mleka. Dziecko domaga się jej zdecydowanie częściej. Po upływie 2-3 dni wszystko wraca do normy. Jest to czas, jaki potrzebuje matczyny organizm na dostosowanie podaży do popytu.

Nawały pokarmu

  • nabrzmiałe, wrażliwe piersi,
  • samoczynnie wyciekający pokarm,
  • zbyt silny strumień zasysanego mleka
  • zdenerwowane dziecko
  • krztusząca się pociecha.

Nawał, występuje często po okresie intensywnego ssania, np w trzeciej dobie po porodzie. Możemy się go spodziewać, przy skokach rozwojowych, w czasie choroby dziecka itd. W okresach w których, pociecha odczuwa większą potrzebę ssania. Pomocne są tu pozycje do karmienia , w których wypływ mleka będzie automatycznie zwolniony. Np: Pozycja na plecach, gdzie dziecko swobodnie ssie pierś leżąc na brzuchu mamy. Zaleca się także, ściąganie takiej ilości pokarmu, by pierś stała się mniej napięta a matka poczuła ulgę.

Poranione, pogryzione brodawki – O ile dziecko posiadające ząbki, nie daję nam odczuć różnicy w karmieniu, o tyle ząbkująca pociecha, potrafi dać się we znaki. Swędzące dziąsła, stają się powodem do przygryzania maminego sutka. Rzecz jasna, nie jest to przyjemnie i dla wielu kobiet stanowi dużą przeszkodę w dalszym karmieniu.

Pleśniawka – Grzybica, w jamie ustnej maluszka, może przenieść się na kobiece brodawki. W takim przypadku, naturalne karmienie traci swój urok. Każda próba przystawienia dziecka, wiąże się z uciążliwym bólem. Choroba ta, daje się we znaki matce jak i dziecku, które mimo głodu, nie zawsze będzie chciało ssać pierś.

Krótkie wędzidełko – Niemowlęta które rodzą się z tzw. krótkim wędzidełkiem miewają problem z prawidłowym ssaniem.  Mogą więc źle łapać pierś powodując niedogodności tak jak w punkcie pierwszym.

Częste karmienia w dzień, oraz duża ilość pobudek w nocy – Maluszki karmione piersią, zachowują się nie co inaczej niż te które są na mleku modyfikowanym. Częstotliwość karmień jest większa, ponieważ kobiecy pokarm jest lekkostrawny i wchłania się dość szybko. Nie zalega w żołądku, tak jak ma to miejsce w przypadku mleka modyfikowanego, w związku z tym, dziecko szybciej odczuwa głód. Zwiększona ilość pobudek oprócz potrzeby zaspokojenia głodu, wynika z potrzeby ssania i potrzeby bliskości.

Nieprawidłowe chwytanie piersi przez niemowlę –  W przypadku, zbyt wczesnego podania dziecku smoczka, może się zdarzyć że maluch nie zdąży nauczyć się prawidłowego ssania piersi. Co stanie się przyczyną bólu, i podrażnienia sutków.

Wymienione powyżej niedogodności, to tylko część powodów przez które młode matki decydują o zaprzestaniu karmienia. Wiele kobiet, które naprawdę tego chcą, zbyt szybko się poddaje. Mimo szczerych chęci, przechodzą na mleko modyfikowane.  Myślę, że jest to efekt niedostatecznego wsparcia ze strony partnerów i rodziny. Kierowania się tym co mówią inni ” Pokarm masz niewartościowy” , ” masz zbyt mało mleka, nie najada Ci się ” . itd. Do rezygnacji doprowadza też niewiedza. Niedostateczna ilość informacji na temat karmienia naturalnego, a także brak pomocy i wiedzy jak sobie poradzić z pojawiającymi się przeszkodami. Równie często zniechęcająco działa brak akceptacji społeczeństwa. Społeczeństwa które nierzadko, karmienie piersią odbiera jako coś obleśnego i nieodpowiedniego.

Jak wyżej pisałam, jestem matką karmiącą. Moja przygoda z karmieniem naturalnym trwa 18-sty miesiąc. Z doświadczenia wiem, że przytoczone przeze mnie przeszkody, są jak najbardziej do pokonania. Uważam, że kobiety które zrezygnowały z tego cudownego sposobu odżywiania, sugerując się tymi niedogodnościami, tak naprawdę nie musiały tego robić. Wszystko jest do przejścia i z każdym z podanych problemów można sobie poradzić. Trzeba tylko wiedzieć gdzie sięgnąć po pomoc . Nie twierdzę, że matki karmiące mlekiem modyfikowanym robią  źle. Nie zamierzam też nikogo oceniać. Decyzja jak długo karmimy oraz w jaki sposób, jest decyzją indywidualną.  Nic mi do tego. Karmienie piersią, mimo że jest piękne i niesie ze sobą sporo dobrego, wymaga od kobiety chęci, dużo samozaparcia i wytrwałości.   Jako kobieta z dłuższym stażem w karmieniu, mogę jedynie zachęcić do robienia tego w sposób naturalny. Motywować do niezniechęcania się do dążenia mleczną drogą, z powodu przejściowych zawirowań.

Dla chętnych dwa wiersze mojego autorstwa. „Cyca mam, dziecku dam „ ,                          ” Piersią, Drogie Panie „

Zapraszam do komentowania.

Mleko z procentami .

Czy karmiąca piersią kobieta, może pić ? Czy alkohol w czasie laktacji zaszkodzi dziecku ? Czy wpłynie negatywnie na pokarm ?  Odpowiedź na te pytania brzmi: Tak, może. Nie, nie zaszkodzi.  Możliwe, że zostanę zlinczowana za to co głoszę. Ale zanim to zrobisz … Przeczytaj do końca. Bardzo często się zdarza , że kobiety nie chcą karmić piersią. Uważają , że wiąże się ono tylko z wyrzeczeniami. Nie wolno jeść tego.. Nie wolno tamtego… Ścisła dieta, zero przyjemności… Nic tylko udręka… W rzeczywistości to nie prawda. Owszem. Istnieje pojęcie „dieta karmiącej mamy”. Nie oznacza ono jednak, rezygnowania z ulubionych potraw. Należy jeść wszystko. Byle zdrowo !  W Polsce jednak , utarło się błędne przekonanie. Nie mam pojęcia, skąd ono się wzięło… Jesteśmy chyba jedynym krajem , w którym kobiety radykalnie ograniczają swój jadłospis. Nierzadko spotykamy mamy, które wręcz się głodzą. Cały tydzień jedząc duszonego fileta z kaszą i marchewką. Byle nie zaszkodzić maluszkowi, a malec jak kolki miewał tak miewa nadal… Tak wygląda sprawa z jedzeniem. Natomiast, jeśli chodzi  picie napojów wyskokowych… Karmienie piersią , nie oznacza całkowitej abstynencji. Kobieta karmiąca, tak jak każda inna, może pić wino, piwo , czy drinka… Może. Nie szkodząc przy tym dziecku. Jednak by mu nie szkodzić, trzeba trzymać się kilku zasad.

  • Przede wszystkim rozsądek ! Karmimy = Nie pijemy dużo. Słaby drink, czy jedno piwko, nie więcej. Należy pamiętać, że pokarm kobiecy tworzy się z krwi. Jeżeli w naszych żyłach będzie płynąć alkohol , w naszym pokarmie również on się znajdzie.
  • Jeśli chcemy się napić, powinnyśmy robić to w czasie najdłuższej przerwy między karmieniami. Np. Dziecko zazwyczaj pije z piersi o godzinie 12-stej , później jada obiadek i kolejny raz ssie około 5 – ciu godzin później. W takim przypadku, możemy wypić piwko, czy lampkę wina  w południe , tuż po karmieniu. Bądź , kiedy dziecko jada już na tyle dużo pokarmów stałych w ciągu dnia , i korzysta z piersi dopiero w nocy . Możemy przez dzień spokojnie napić się drinka. Pamiętając oczywiście o zachowaniu odpowiedniego odstępu czasowego do najbliższego karmienia.
  • Korzystać z takich używek, łatwiej… W zasadzie bezpieczniej mogą kobiety z dłuższym stażem w karmieniu piersią. Im pociecha starsza, tym rzadziej korzysta z matczynego pokarmu, co automatycznie wydłuża czas pomiędzy karmieniami. Nie oznacza to, że matka miesięcznego Antka nie może napić się winka na chrzcinach. Może jak najbardziej. Z racji iż miesięczne dziecko , potrzebuje często ssać cycucha, wystarczy zrobić zapasy. Przed wypiciem lampki, należy odciągnąć pokarm, na jedno lub dwa karmienia, w zależności od tego jak często nasz malec jada. Kiedy zajdzie potrzeba, a matka nie jest pewna czy może przystawić dziecię do piersi. Odciągnięte mleko , będzie jak znalazł by zaspokoić głód.
  • Piwa niskoalkoholowe tj. zawierające ok 0,5 % można pić śmiało. Nie trzeba robić przerw między karmieniami. Nie trzeba odciągać pokarmu. W tego typu napojach, alkoholu jest naprawdę niewiele. Nie ma ona wpływu, na matkę, jej pokarm a tym bardziej na dziecko.  Jego ilość jest porównywalna z ilością jaka zawarta jest w kefirze. Tak ! Kefir przechodzi proces fermentacji, a jego efektem jest powstanie alkoholu.

Nie przestrzeganie wyżej wymienionych zasad,  podawanie piersi dziecku po spożyciu alkoholu to czysta głupota. Tak jak pisałam. Jeżeli w naszej krwi będą procenty, to w trakcie karmienia dziecko otrzyma je z pokarm. Każda, nawet niewielka ilość alkoholu jaką otrzyma niemowlę, może wpłynąć na jego zdrowie oraz rozwój. Karmienie piersią nie wymaga całkowitej abstynencji. Wymaga jednak rozsądku.  Jeśli masz ochotę na browarka, pij. Pij odpowiedzialnie !

Mała smarkula i mleko

Czasem mała miała coś w nosie, ale katarem nazwać się tego nie dało. Przez ponad rok udało się go uniknąć. Dobry i rok ;) Niestety, przyszedł czas, że i do nas katar zawitał. Córka, mając okazję pierwszy raz gościć w nosku tony smarków, nie czuła się komfortowo. Ewidentnie, dawała znać że bardzo ją to denerwuje… Wkurzała się przy wszystkim. Jeść nie mogła, ssać cyca nie mogła, nie wspominając już o spaniu… Pierwsza noc była okropna dla nas obydwu. Próbowałam pozbyć się gili z jej noska przy pomocy aspiratora. Był to najzwyklejszy aspirator z ustnikiem. Próbując wyssać jej wszystko z zapchanego nosa, ponosiłam porażki. Niewiele jej ulżyłam, jeżeli w ogóle o uldze można mówić, a umordowałam się przy tym niemiłosiernie.  Po tej nocy odstawiłam go w kąt,i nie zamierzam go więcej używać. Żal było mi córki … Ledwo oddychała, a dodatkowo, katar spływający niżej powodował krztuszenie się… Co zasnęła to się zakrztusiła, i tak całą noc.. Na szczęście, mamy to za sobą. Katar już poszedł w niepamięć. Znalazłam świetny sposób, by pożegnać tą nieprzyjemną dolegliwość. Po pierwsze zmieniliśmy aspirator. Kupiliśmy Katarek – pewnie każda o nim słyszała. Gdyby ktoś jednak nie wiedział co to takiego, szybciutko wyjaśnię. Katarek to aspirator, podpinany do odkurzacza, dzięki jego sille ssania, w mgnieniu oka smarki znikają z biednego noska. Wiadomo że nos podczas kataru trzeba opróżniać. Taki przyrząd jest konieczny w domu, zwłaszcza gdy mamy dziecko które, nie potrafi samodzielnie wypróżnić noska. Oprócz odciągania śpików, szukałam czegoś skutecznego by przyśpieszyć powrót do formy. Poradziłam się na jednym z forum dal młodych mam. Nie żałuję że tam zajrzałam. Zyskałam wiele informacji o maściach pod nosek, inhalacjach, wodach morskich itd… Z jednej porady skorzystałam. Pewna mama napisała o mleku kobiecym. Wiedziałam, nie jednokrotnie czytałam że ma niedoceniane właściwości, ale jakoś nie przyszło mi do głowy by go użyć. pokarm-kobiecy Być może niektóre z was pomyślą sobie, że na głowę upadłam. ;) Należę do grona matek karmiących piersią, postanowiłam spróbować. Pomyślałam, że mam możliwość to ją wykorzystam, jeżeli nie będzie efektów zawsze mogę polecieć do apteki po maść majerankową czy inny specyfik. Jako że lubię w życiu, czerpać z tego co dała nam natura, wzięłam się za leczenie kataru. Nie sądziłam że będzie to takie proste. Wystarczyło ściągnąć z piersi trochę mleka, i zakropić nim nosek dziecka na chwilę przed odsysaniem. Zabieg powtórzyłam kilka razy, niczym nie różnił się od zakrapiania wodą morską. Aaaaa…. Przepraszam! Różnił się. Gdy córka poczuła, że mama do noska wlewa mleczko, szybko się uspokoiła. Przy kolejnych zakrapianiach sama się nadstawiała :) Poprawa nastąpiła bardzo szybko, już następnej nocy mała spała dużo lepiej. Dwa dni później, nie było śladu po katarze. Przekonałam się osobiście że kobiecy pokarm to więcej niż tylko jedzenie. Cieszę się że „zaryzykowałam” i zaufałam naturze. Przy okazji sukcesu, zebrałam sporo informacji, na temat zalet mleka kobiecego. Ale o tym później. Tymczasem zachęcam wszystkie karmicielki do korzystania z możliwości natury.