Syrop na „zmartwienia” ;) Wystarczy trochę chęci… I gotowe !

     Niecały tydzień temu, pisałam o zmartwieniach które ciągle powracały...Czytaj tutaj. Przeszłyśmy długa i stresującą drogę . Ale … Ale, wreszcie się udało wyrwać złej passie. Jak ?  Pomógł nam w tym syrop z czosnku. Niby to nic takiego, a dał nam spokój. Nareszcie mogłyśmy odetchnąć z ulgą .

        Na prośbę jednej z moich czytelniczek, umieszczam przepis. Nie jest czasochłonny, i bardzo prosty w przygotowaniu. Potrzebujesz trzech składników i kilku minut .

        Do przygotowania syropku potrzebujesz:

  • kilku (3-4) ząbków czosnku
  • 2 cytryny
  • miód, 2-3 łyżeczki

        Czosnek mocno rozgniatamy(najlepiej praską) , wsypujemy do małego słoiczka. Następnie, zalewamy świeżo wyciśniętym sokiem z cytryn i dodajemy 2-3 łyżeczki miodu. Mocno mieszamy, aby cały miód się rozpuścił. Odstawiamy do lodówki. Po dwóch dniach, można śmiało brać się za konsumpcje. Podawać 3 razy dziennie po łyżeczce.

      Niżej, podam drugą wersję tegoż specyfiku. Osobiście, tą preferuję. Jest zdecydowanie mocniejsza, trochę ostrzejsza w smaku a także dużo słodsza. Ma to swoje plusy. Wystarczy brać jedną łyżeczkę dziennie , co w przypadku podawania mojej córce, ułatwiło sprawę. Nie musiałam jej gonić trzy razy dziennie, przekonując do otworzenia buźki.  Przygotuj:

  • 8 ząbków czosnku
  • 2 cytryny
  • miód

      Postępuj analogicznie jak w przepisie pierwszym, z małym wyjątkiem. Dodaj tyle miodu ile trzeba by „przełamać ” wyjątkowo ostry smak. Wymieszaj , odstawa do lodówki. I gdy będzie gotowy spożywaj raz dziennie po łyżeczce.

       Po odstaniu, syropek można przecedzić, aby pozbyć się kawałków czosnku. Jeśli , czosnek został dobrze rozgnieciony, odcedzanie staje się zbędne… Przed podaniem warto wstrząsnąć ;) Gotowy syropek przechowuj w lodówce, ok tygodnia.

     Warto dodać że, czosnek w medycynie naturalnej, jest bardzo cenionym naturalnym antybiotykiem. Idealnie sprawdza się przy wszelakich infekcjach , oraz skutecznie podnosi odporność.  Spróbuj ! Myślę że , będziesz zadowolona.

O tym , jak młoda olała maminego cyca ;)

                    Jestem ! Udało się ;) Mam wreszcie chwilkę… W poprzednim poście , jakieś dwa tygodnie temu ( Boże , jak ten czas szybko leci … ), obiecałam że coś Wam opowiem. Korzystając z chwili „luzu” postanowiłam dotrzymać słowa…  Więc , posłuchajcie :

                    Planowałam karmić piersią. Stwierdziłam , że rok będzie optymalny… Założenie moje zrealizowałam, choć nie do końca… Miął rok…. Odstawienie poszło w niepamięć. Czasem, tylko przebąkiwałam do męża ” Pasuje ją zacząć odstawiać .Już na tyle dużo je, że spokojnie można spróbować „. Tak , tak ;) Takie moje gadanie … Jedyne co zrobiłam, a w zasadzie samo się zrobiło, to pozostawienie karmień nocnych. Natomiast w dzień, córa rozkoszowała się zawartością lodówki ;) I tak pozostało… Minęło jeszcze pół roku, nic się nie zmieniło. Jak mówiłam o zakończeniu karmienia, tak mówiłam nadal… I oprócz mojego paplania, nie podejmowałam żadnych działań . Prawdę mówiąc , było mi dobrze tak jak jest. Córcia spała z nami , kiedy się przebudziła dostała cyca i robiła swoje. Ja natomiast mogłam spać dalej :)

             Wreszcie przyszedł czas na zmiany… Choć sama chciałam podjąć tą decyzję, nie ja o nich zadecydowałam. Był to dla mnie szok… Nie bardzo wiedziałam co się dzieje… Kruszyna skończyła 19 miesięcy i z dnia na dzień, jej zachowanie w stosunku do maminego cyca, zmieniło się nie do poznania. Zawsze gdy kładłyśmy się spać, mała piła mleczko. Kiedy brzuszek był już pełny, przytulała się do mnie i zasypiała…. Nastąpił ten moment, i nasz rytuał poszedł w odstawkę. Zdurniałam całkowicie :) Gdy próbowałam córce podać pierś , wbijała w nią zęby … Pokąsana , tłumaczyłam jej że mnie to boli .. i żeby tak nie robiła.. Po krótkiej rozmowie , podjęłam jeszcze kilka prób.. Każdorazowo kończyło się to odciśniętymi zębami… Wrrr… Jak sobie przypomnę , ciarki mnie przechodzą.. Byłam rozbita, niezbyt wiedziałam co się stało. Gdyż do tej pory mała ssała z chęcią. Pomyślałam : Przeczekam.. być może coś zjadłam , co zmieniło smak pokarmu… Nie wpadłam nawet na to, że może już nie chcieć. Sytuacja , powtórzyła się jeszcze przez kolejne dwa wieczory. Zdezorientowana tym wszystkim, doszłam do wniosku, że nie będę jej wciskać cyca na siłę. Zaczęłam podawać kruszynie przed snem wodę, ciągle wypatrując sygnału… Sygnału się nie doczekałam..

                Nasze bez-cycowe usypianie, wydłużyło się. Córcia grzecznie leżała ze mną , piła wodę, słuchała bajeczek lub kołysanek i powolutku zapadała w sen… Cieszyłam się , że zostało chociaż karmienie w środku nocy.. Nie trwało to jednak długo.. Po kolejnych dwóch nocach, historia powtórzyła się . Gdy, zaspana, ledwo kontaktująca, po raz kolejny poczułam zęby na piersi, doznałam olśnienia. Podałam małej kubeczek z wodą, napiła się i w mig zasnęła… Następnej nocy , nie obudziła się wcale… I tak przez kilka kolejnych .

               Nie wiedziałam , czy się śmiać , czy płakać…Zastanawiałam się, czy coś jej nie dolega… Nie do końca dopuszczałam do siebie myśl że, się sama odstawiła… Czytałam sporo opinii doradców laktacyjnych o samo-odstawieniu, lecz wszędzie podawano informacje, że następuje to zazwyczaj u starszych dzieci.  Piersi mi pękały, a mała miała gdzieś… Myślałam, że może jeszcze zechce.. Naczytałam się różnych historii. Np: Matka nie karmiła dziecka dwa tygodnie , zwyczajnie nie chciało, po dwóch tygodniach syn się upomniał i wrócili do karmienia. Lecz takie zdarzenie nie miało u nas miejsca. Zasięgnęłam więc opinii jednego z doradców laktacyjnych, opisałam cała sytuację. Wspomniałam też , że próbowałam podać córce w kubeczku, ściągnięte mleczko. Lecz, gdy mała poczuła jego smak  , wylewała na podłogę. Po rozmowie z fachowcem, nie pozostało mi nic innego jak pić szałwie , nie dopuścić do zastojów, a przede wszystkim uszanować decyzję dziecka ;)

              Karmiłyśmy się dziewiętnaście miesięcy. Piękne dziewiętnaście miesięcy. <3

Ach … to życie …

           Cześć ! Pamiętacie mnie jeszcze ? Ktoś tu w ogóle zagląda ? Ktoś za mną zatęsknił ? Dałam ciała po całości … Niechętnie się przyznam ale, mimo moich zamiarów , mimo moich planów, odstawiłam bloga . Zupełnie go olałam …. Wstyd ! Wstyd , jak cholera, bo przecież jak się na coś zawezmę  to się tego trzymam… Chyba powinnam napisać : „trzymałam „.  Tak było jak nie miałam dziecka . Teraz , to życie i niespodzianki jakie ze sobą niesie weryfikują moje plany.

         Nie zaglądałam tu od lipca.  Działo się , działo !    W tym czasie doszło między innymi  do:

  • Samo-odstawienia córci od piersi – (temat na kolejna moją notkę)
  • Podjęcia decyzji, o posłaniu kruszyny do żłobka.
  • Wielu żłobkowych „efektów ubocznych”
  • Ciągle nawracających przeziębień i innych niepożądanych infekcji …
  • Postawienia ścian nośnych naszego wymarzonego domku
  • Dużego, bardzo satysfakcjonującego postępu w rozwoju dziecka.
  • Narodzin, nowego członka rodziny . Tak ! Kruszynka ma nowego kuzyna ;)

           Tak wiele się wydarzyło… Tak wiele, chciałabym Wam opowiedzieć… Mam nadzieję że za kilka dni , pojawi się kolejna notka.  Trzymajcie kciuki by się to udało. Bo życie , zwłaszcza młodych rodziców , zaskakuje i toczy się własną ścieżką. Niejednokrotnie krzyżując i uniemożliwiając realizację planów.

Jak to ojciec z matką wystrzelili dziecko w kosmos ;)

Nie tak dawno temu, gdy córka już zasnęła, ojciec z matką również się wyłożyli. Z racji tego że śpią z dzieckiem, leżeli sobie w trójkę na dużej wersalce. Kruszynka jak zawsze pod ściana . Wylegują się i rozmawiają. To o tym . To o tamtym . Żartują, śmieją się, wygłupiają…

Po chwili, obydwoje wpadają na świetny pomysł . Łaskotki ! Tak to jest to – myślą.

No i zaczęło się .. Tuż obok grzecznie śpiącego dziecka rozbrykani rodzice. Zaciskali usta, by nie narobić hałasu. Łaskotki przerodziły się w walkę …

Nie będziesz mnie tak trzymał ! Spadaj ! – mówi mama.

Spróbuj się uwolnić – śmieje się tata.

Więc mama walcząc o dominację, w tej jakże odpowiedniej do wieku zabawie , próbowała szczęścia. W ten oto sposób, niewinne łaskotki przerodziły się w przepychanki. W niedługim czasie…

Mama zyskała przewagę. Postanowiła, zepchnąć ojca z łóżka.

Zaraz spadniesz – mówiła – nie będziesz ze mną zadzierał !

No i udało się … Zepchnęła ojca… Ale … Ale ten pociągnął ją za sobą. Niby nic takiego. Przepychali się to spadli… Nie przewidzieli jednak jednego…

W momencie zsuwania   się z wersalki, ta się przeważyła . Strona, na której beztrosko spała Kruszynka, gwałtownie się podniosła… Eh .. Wyglądało to tragicznie …Maleństwo wystrzelone z procy…

Na szczęście rodzice, w tej wciągającej zabawie, zachowali resztki świadomości…Rzucili się w kierunku maleństwa… W odpowiednim momencie, złapali dziecko. Po czym odłożyli (o dziwo śpiącą córę ) w miejsce w którym zasnęła. Zszokowani tym niespodziewanym zajściem, szybko wskoczyli pod kołdrę. Natychmiast zapomnieli o dalszych figlach ;)

Chcę byś miała co wspominać …

Dzisiejszy wpis, ma zupełnie inny charakter niż poprzednie. Jest wyjątkowy… Jest kierowany bezpośrednio do Ciebie.. Do Ciebie moja Kruszynko !

Masz 1,5 roku. Jesteś bystra, wesoła, wszędobylska. Mnie Twoją mamę rozpiera duma, że mam tak bardzo ciekawą świata córcie. Widząc Twoja radość, z poznawania nowości, przypominam sobie własne dzieciństwo. Jednocześnie umacniam się w swoich przekonaniach…. A przede wszystkim w jednym : ” Dziecko musi wszystkiego dotknąć, spróbować. Dziecko musi się wybrudzić. „

Dziś pisząc do Ciebie… Chcę Ci powiedzieć : Córeczko , tak trzymaj !

  • Baw się kamieniami
  • Grzeb ręką w ziemi
  • Jedz owoce prosto z krzewu
  • Chodź na bosaka
  • Babraj się w błocie
  • Baw się w kałuży
  • Próbuj wszystkiego na co masz ochotę… Choćbyś miała się upaprać po uszy :) Rób to !

Żadna babcia , ciocia, czy obca osoba nie powie: „Zostaw patyk. Patyk jest be. ” A jeśli powie ? To wiesz co zrobię ? Dam Ci ! Dostaniesz go ode mnie . Ba ! Pokażę Ci też, jak fajnie lepi się z mokrej ziemi. Zobaczysz … Zobaczysz, że nie tylko z plasteliny da się ulepić ludzika . Nie zabronię Ci. Nie będę ograniczać Twojej ciekawości. Nie będę … Bo sama :

  • Przesiadywałam w kałużach
  • Smarowałam się błotem – twierdząc że to zabieg pielęgnacyjny
  • Chodziłam na czworaka po trawniku, wcinając trawę… Chciałam dawać mleko jak krowa ;)
  • Jadłam pomidory, ogórki, owoce sezonowe prosto z krzaka
  • Poznałam smak ziemi
  • Wiem, jak chrzęści piasek pod zębami :)
  • Biegałam po ściernisku
  • Jeździłam na pełnej robactwa przyczepie ze zbożem
  • Wysmarowałam w domu ścianę, własną kupą ! :)
  • Zbierałam dżdżownice
  • Turlałam się z górki
  • Chodziłam na boso : po trawie, kamieniach, piachu, ziemi, błocie, nagrzanym asfalcie
  • Ciapałam się w zbiorniku z brudną śmierdzącą wodą, pełną larw komarów
  • Jadłam mokrą i suchą karmę , psia i kocią :)

Chodziłam brudna… Ale szczęśliwa ! A słowa : „Nie wolno, bo się pobrudzisz ” były mi zupełnie obce :) Ach …  Gdybym mogła wrócić do tych beztroskich lat…. Nie zastanawiała bym się ani chwili ! Dlatego, Córeczko … Korzystaj z dzieciństwa. Baw się ! Brudź się ! Bo kiedy ? Jak nie teraz ? Od tego jest dzieciństwo… Chcę, byś przeżyła je najlepiej jak to możliwe. Byś miała co wspominać :)

Nie pragnę, byś miała górę topowych zabawek. Nie są nic warte, w porównaniu z frajdą, jaką możesz mieć korzystając z własnej kreatywności….  Niezależny mi , byś chodziła nieskazitelnie czysta, ubrana jak mała księżniczka… Nie jesteś na pokaz ! Chce byś czuła że żyjesz :) Byś była szczęśliwa ! Bo nic nie daje tyle szczęścia co beztroska zabawa. A ja, będę czuwać – by była bezpieczna… Baw się , póki jesteś dzieckiem !

Twoja Mama

Zyskałam coś , o co teraz trudno !

Jakiś czas temu, żaliłam się, jak to mi przykro, bo odkąd stałam się mamą, moje życie towarzyskie zniknęło…Dużo się zmieniło…Ale ja wciąż istnieję !  Osoby, które wydawały się być dobrymi znajomymi, koleżanki które uważałam za warte uwagi, zapomniały o moim istnieniu… Straciłam dużo…

Dziś pisząc te słowa, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. :) Dlaczego ? Przecież moje życie towarzyskie ucierpiało. Cieszę się , że tak się stało. Z perspektywy czasu widzę, że lepiej być nie mogło. Wraz ze stratą tych wszystkich „wspaniałych znajomości” zyskałam. Zyskałam coś wyjątkowego. Coś, o co w tym fałszywym świecie bardzo trudno. Wiecie o czym mówię ? Nie ? Już wyjaśniam… Grono moich znajomych stopniowo zanikło, na jego miejscu pojawiła się jedna osoba. Właściwa osoba :) Przyjaciółka. Bezinteresowna. Serdeczna. Taka o której każdy marzy… Prawdziwa !

Im więcej czasu mija, tym bardziej umacniam się w tym, że spotkało mnie szczęście. Bo prawdziwy przyjaciel :

  • Biegnie do szpitala, nawet jeśli leżysz z powodu ciążowych mdłości.
  • Interesuje się Twoim samopoczuciem , niezależnie od Twojego stanu.
  • Interesuje się Tobą. Wie co lubisz, co Ci się podoba.
  • Nie zapomina o Tobie, kiedy wyjdziesz za mąż, bądź kiedy urodzisz dziecko.
  • Cierpliwie, z uwagą wysłuchuje Twojego paplania na temat ciąży, szkoły rodzenia itd. Mimo że ten temat jest dla niego odległy.
  • Chroni Twój ciążowy brzuch w zatłoczonym autobusie
  • Pozwoli Ci się wygadać…Opowiedzieć całą historię z porodówki, z najdrobniejszymi szczegółami. Słuchając z uwagą tego co mówisz.
  • Mimo zabiegania: pracy, studiów, męża,domowych obowiązków, znajduje dla Ciebie czas.
  • Jeśli jesteś uziemiona, i nie jesteś w stanie przyjechać…. To on przyjedzie, żeby się z Tobą zobaczyć.
  • Nie boi się Twojej pociechy. Przeczyta bajkę, pobawi się z nią. Weźmie na ręce. Przytuli.
  • Kiedy dzwoni lub pisze, zawsze zapyta o dziecko.
  • Pamięta o Twoich urodzinach, imieninach. Nie musi mu przypominać facebook. Po prostu pamięta ! Ba ! Pamięta także o Twoim dziecku, składając życzenia urodzinowe w Twoje ramiona.
  • Potrafi Cię zaskoczyć np: Kupując maluchowi śliczne ciuszki na dzień dziecka… Choć wcale tego nie oczekujesz.
  • Nie obraża się.
  • Wspiera , pociesza kiedy tego potrzebujesz.
  • Jest zawsze życzliwy. Cieszy się Twoim szczęściem.
  • Akceptuje Cię , taką jaką jesteś. Nie próbuje Cię zmienić. Akceptuje Twoją rodzinę.
  • Nie robi czegoś bo wypada.. Robi bo chce !

Kiedyś, ktoś mądry powiedział mi : „Nic nie dzieje się bez przyczyny. Tracimy coś, by zyskać coś lepszego „. Miał rację ! Ta cała historia ze znajomymi… Miała mi pokazać, że jest ktoś, komu naprawdę na mnie zależy. A te wszystkie byłe znajomości są niczym, w stosunku do tego co dał mi los. Niczym w porównaniu z prawdziwym przyjacielem !

Dziękuję Kinga ! :*

Melodia pełna jęku …

Zakładając tego bloga postanowiłam , że będę pisać regularnie. Dziś już wiem. Będąc mamą, nie jestem w stanie tego realizować. To już drugi raz, jak w mojej „blogowej karierze” wystąpiła dłuższa przerwa. Mimo szczerych chęci, mimo planów… Życie wszystko weryfikuje… A plany możemy sobie wsadzić głęboko w d… ;) Nie ! Nie jest to pożegnanie ! Chce pisać nadal. Bloga prowadzić będę, lecz zapewne nie z taką częstotliwością jak zamierzałam. Szkoda… Polubiłam to, bardzo…

Nie było mnie dość długo. Głupio mi… Nie znalazłam nawet chwili, by przeczytać co u Was ciekawego. Nie mam zielonego pojęcia, jak wygląda sprawa z placem zabaw dla Basi i Ignasia. Nie wiem co nowego stworzyła Matka Prawie Wariatka. Jak toczą się losy naszej Emigrantki , a także, jakie smakołyki przewinęły się przez kuchnię W moim Kacperkowie. Zaniedbałam Was wszystkie. Was które piszecie, i które czytacie . Ciebie też !

Moja nieobecność, była spowodowana przede wszystkim kryzysem. Dopadł on mnie , dziecko… Dopadł wszystkich. Nie dawałam sobie rady z niczym. Totalny brak organizacji, do tego kupa nerwów i poczucia winy… Poczucia że jako matka nie potrafię poradzić sobie z własną córką… Kruszynka , jest moim pierwszym dzieckiem. Przy niej się wszystkiego uczę, poznaje samą siebie. To Ona, pokazuje mi moje słabe strony. Całe to macierzyństwo, jest dla mnie nowością… Niejednokrotnie, bywa bardzo zaskakujące. Niestety także negatywnie. Z dnia na dzień , blog poszedł w odstawkę. Córcia , z wesołej dziewczynki, stała się okropnie nieznośnym dzieckiem… Ma 18-ście miesięcy. Niektóre z Was, chciały by mi pewnie powiedzieć : „18-ście ? To normalne. Dzieci w tym wieku tak mają. Trzeba to przeżyć. ” Zanim się to zaczęło, czytałam. Byłam świadoma , że czeka mnie tzw. „powrót do mamy ” . Oraz, że może być trochę ciężej…. Szczerze mówiąc… Nie spodziewałam się, że tak będzie to wyglądało. W mgnieniu oka, dziecko zmieniło się nie do poznania… Nie byłam na to przygotowana… Ledwo otworzyła oczy, już stęki i marudzenie. Krok w krok za mną, z pełna jęku melodią na ustach … Napady wściekłości, z gryzieniem wszystkiego co popadnie, łącznie z własnymi rączkami. Płacz przy zabawie, płacz na rękach. Jedzenie ? Hm.. Też nie pasowało… Strajk ! Totalny strajk ! Mam cierpliwość. Przynajmniej zawsze tak uważałam…  To wszystko mnie przerosło. To klejenie się do mnie, nie dawało mi żyć. A jej płacz… Doprowadzał mnie do szewskiej pasji….  pomocy-zbzikuje

Po dwóch dniach, miałam dość. Chodziłam cała w nerwach … A niestety , każdy kolejny dzień, wyglądał podobnie. Marzyłam,  by uciec stąd jak najdalej.  Jedynie , chwilę wytchnienia miałam na spacerze. ( Do tej pory nie rozumiem… Gdy wychodziłyśmy na zewnątrz, córka znów była niczym aniołek. Jak gdyby nigdy nic … ) Spędzając czas na świeżym powietrzu, było mi tak dobrze… Aż bałam się wracać … Ciągłe krzyki i płacz, dezorganizowały mnie całkowicie… Na podłodze bałagan. Wśród porozwalanych zabawek, resztki jedzenia. W kuchni sterta garów… A w łazience ? Prania a prania … Mieszkanie, aż prosiło się o zainteresowanie !  Natomiast cała moja uwaga, musiała być skupiona na dziecku… Robiłam wszystko. Stawałam na głowie by już więcej nie słyszeć jak marudzi. Eh… Z trudem, udawało mi się zrobić jakiś sensowny obiad…

Był to bardzo nerwowy okres. Dla nas wszystkich…Mała , która nie radziła sobie z wejściem w kolejny etap życia… ( To był chyba najgorszy skok rozwojowy, z jakim przyszło nam się zmierzyć) Ja, będąca z tym wszystkim sama, zła jak osa. Mąż, po 12 h pracy. Zmęczony , mażący tylko o wygodnym łóżku….Do tego, bałagan nie z tej ziemi, a także nieprzespane noce… Tak ! Noce też miały wiele do życzenia . Przez jakieś dwa tygodnie, córcia budziła się często z płaczem. Wszystko to , owocowało kutniami i rzucaniem się do gardeł… Żarliśmy się , jak nigdy dotąd… A na dobitkę… Kruszynkę dorwało jakieś przeziębienie. Dostaliśmy zakaz wychodzenia na pole. To było jak gwóźdź do trumny….

Gdy nastał dzień kulminacyjny skoku rozwojowego. Słysząc po raz en-ty płacz o zabawkę , którą sobie sama wyrzuciła…. Nie wytrzymałam ! Zostawiłam własne dziecko… Uryczane, czerwone z wysiłku… Wyszłam. Wyszłam do łazienki. Zamknęłam się i zatkałam uszy… To była chwila w której musiałam coś zrobić… Musiałam wybrać mniejsze zło i wyjść ! Inaczej, nie wiem co by się stało… Tyle złości , negatywnych emocji we mnie jeszcze nie było… Nie wiem ile tam siedziałam . Pięć… Może dziesięć minut. Ona cały czas płakała… Gdy ochłonęłam, wróciłam do gry. Pełna nadziei ze będzie lepiej. Wzięłam małą w ramiona. Przytuliłam, i wyjątkowo ( jak na tamten okres ) spokojnym głosem zaczęłam z nią rozmawiać. Uspokoiła się… Ja też … Później było już lepiej.  Obie byłyśmy zdecydowanie spokojniejsze … A ja cieszyłam się, że nie dałam się ponieść złym emocjom …

Jak pisałam, dostałyśmy zakaz na wyjście z domu… Przyznam, że go po prostu olałam. Nie wytrzymałybyśmy, nie przeżyłybyśmy tego okresu, zamknięte w czterech ścianach. Córce te spacery dobrze robiły. Ba ! Obydwie wracałyśmy w lepszych nastrojach. Z siłą do walki z tym okropnym skokiem rozwojowym… Aaa ! I bardzo szybko pozbyłyśmy się przeziębienia. :)

Było ciężko ! Przeżyłyśmy !

Tu link do wierszyka pisanego pod wpływem podobnych emocji. -> Frustracja 

Rozumiem dlaczego nie karmisz piersią.

Karmienie naturalne jest coraz bardziej propagowane przez położne i pediatrów. W internecie, co krok napotykamy na wszelkiego rodzaju spoty promujące tą metodę.  Mimo tego, kobiety nie chcą karmić piersią. Natomiast te, które się na to zdecydowały, często dość wcześnie rezygnują z podawania własnego pokarmu. Dlaczego ? Skoro to takie piękne. Skoro możemy dać dziecku to , co natura przygotowała. To co odpowiednie i dostosowane do malucha w każdym wieku. Dlaczego ?  cycek

Jako matka karmiąca, znam odpowiedź na to pytanie. Na własnej skórze doświadczam, czym jest i z czym wiąże się karmienie piersią. Ma ono dużo zalet. Jest dla mnie czymś wyjątkowym. Czymś z czego trudno było by mi zrezygnować. Daje mi wiele radości i niesamowitą bliskość. Poczucie że robię coś ważnego, że z mlekiem przelewam na dziecko dodatkową  ilość miłości i czułości. Inną , niepowtarzalną. Pomimo mojego zachwytu i fascynacji , jestem w stanie zrozumieć kobiety które z niego zrezygnowały.. Jest to trudna sztuka. Nierzadko wiążąca się z problemami , stanowiącymi dla wielu matek powody do zaprzestania karmienia.  Począwszy od braku wsparcia i odpowiedniej pomocy, skończywszy na własnej wygodzie.  Mianowicie :

Nieumiejętność prawidłowego przystawienia maluszka do piersi. Co za tym idzie ?

  • Poranione brodawki,
  • ból w trakcie karmienia,
  • złe, niedostateczne opróżnianie piersi,
  • niespokojne, niepojedzone dziecko,
  • słaba stymulacja piersi,
  • niedostateczna ilość pokarmu.
  • ból piersi spowodowany zastojami

 Brak pokarmu po porodzie – dziecko wiecznie głodne. W piersiach, tuż po porodzie,    znajduje się odpowiednia ilość mleka tzw. siary. Wydawać się może, że jest go zbyt mało, ponieważ pociecha domaga się ciągłego przystawiania. W  rzeczywistości, dziecko się najada. Wzmożona częstotliwość karmienia wynika z  bardzo malutkiego żołądka, szybkiego przyswajania matczynego mleka oraz dużej  potrzeby ssania.

Niewystarczająca ilość pokarmu w okolicy 3-go miesiąca życia pociechy – Jest to tak zwany kryzys laktacyjny. W czasie całego karmienia piersią, może ich  wystąpić kilka. Najczęstszą przyczyną ich występowania jest nagły wzrost zapotrzebowania dziecka. Dziecko rośnie to i potrzeby rosną. Piersi w okresie tym, sprawiają wrażenie nie nadążać z produkcją mleka. Dziecko domaga się jej zdecydowanie częściej. Po upływie 2-3 dni wszystko wraca do normy. Jest to czas, jaki potrzebuje matczyny organizm na dostosowanie podaży do popytu.

Nawały pokarmu

  • nabrzmiałe, wrażliwe piersi,
  • samoczynnie wyciekający pokarm,
  • zbyt silny strumień zasysanego mleka
  • zdenerwowane dziecko
  • krztusząca się pociecha.

Nawał, występuje często po okresie intensywnego ssania, np w trzeciej dobie po porodzie. Możemy się go spodziewać, przy skokach rozwojowych, w czasie choroby dziecka itd. W okresach w których, pociecha odczuwa większą potrzebę ssania. Pomocne są tu pozycje do karmienia , w których wypływ mleka będzie automatycznie zwolniony. Np: Pozycja na plecach, gdzie dziecko swobodnie ssie pierś leżąc na brzuchu mamy. Zaleca się także, ściąganie takiej ilości pokarmu, by pierś stała się mniej napięta a matka poczuła ulgę.

Poranione, pogryzione brodawki – O ile dziecko posiadające ząbki, nie daję nam odczuć różnicy w karmieniu, o tyle ząbkująca pociecha, potrafi dać się we znaki. Swędzące dziąsła, stają się powodem do przygryzania maminego sutka. Rzecz jasna, nie jest to przyjemnie i dla wielu kobiet stanowi dużą przeszkodę w dalszym karmieniu.

Pleśniawka – Grzybica, w jamie ustnej maluszka, może przenieść się na kobiece brodawki. W takim przypadku, naturalne karmienie traci swój urok. Każda próba przystawienia dziecka, wiąże się z uciążliwym bólem. Choroba ta, daje się we znaki matce jak i dziecku, które mimo głodu, nie zawsze będzie chciało ssać pierś.

Krótkie wędzidełko – Niemowlęta które rodzą się z tzw. krótkim wędzidełkiem miewają problem z prawidłowym ssaniem.  Mogą więc źle łapać pierś powodując niedogodności tak jak w punkcie pierwszym.

Częste karmienia w dzień, oraz duża ilość pobudek w nocy – Maluszki karmione piersią, zachowują się nie co inaczej niż te które są na mleku modyfikowanym. Częstotliwość karmień jest większa, ponieważ kobiecy pokarm jest lekkostrawny i wchłania się dość szybko. Nie zalega w żołądku, tak jak ma to miejsce w przypadku mleka modyfikowanego, w związku z tym, dziecko szybciej odczuwa głód. Zwiększona ilość pobudek oprócz potrzeby zaspokojenia głodu, wynika z potrzeby ssania i potrzeby bliskości.

Nieprawidłowe chwytanie piersi przez niemowlę –  W przypadku, zbyt wczesnego podania dziecku smoczka, może się zdarzyć że maluch nie zdąży nauczyć się prawidłowego ssania piersi. Co stanie się przyczyną bólu, i podrażnienia sutków.

Wymienione powyżej niedogodności, to tylko część powodów przez które młode matki decydują o zaprzestaniu karmienia. Wiele kobiet, które naprawdę tego chcą, zbyt szybko się poddaje. Mimo szczerych chęci, przechodzą na mleko modyfikowane.  Myślę, że jest to efekt niedostatecznego wsparcia ze strony partnerów i rodziny. Kierowania się tym co mówią inni ” Pokarm masz niewartościowy” , ” masz zbyt mało mleka, nie najada Ci się ” . itd. Do rezygnacji doprowadza też niewiedza. Niedostateczna ilość informacji na temat karmienia naturalnego, a także brak pomocy i wiedzy jak sobie poradzić z pojawiającymi się przeszkodami. Równie często zniechęcająco działa brak akceptacji społeczeństwa. Społeczeństwa które nierzadko, karmienie piersią odbiera jako coś obleśnego i nieodpowiedniego.

Jak wyżej pisałam, jestem matką karmiącą. Moja przygoda z karmieniem naturalnym trwa 18-sty miesiąc. Z doświadczenia wiem, że przytoczone przeze mnie przeszkody, są jak najbardziej do pokonania. Uważam, że kobiety które zrezygnowały z tego cudownego sposobu odżywiania, sugerując się tymi niedogodnościami, tak naprawdę nie musiały tego robić. Wszystko jest do przejścia i z każdym z podanych problemów można sobie poradzić. Trzeba tylko wiedzieć gdzie sięgnąć po pomoc . Nie twierdzę, że matki karmiące mlekiem modyfikowanym robią  źle. Nie zamierzam też nikogo oceniać. Decyzja jak długo karmimy oraz w jaki sposób, jest decyzją indywidualną.  Nic mi do tego. Karmienie piersią, mimo że jest piękne i niesie ze sobą sporo dobrego, wymaga od kobiety chęci, dużo samozaparcia i wytrwałości.   Jako kobieta z dłuższym stażem w karmieniu, mogę jedynie zachęcić do robienia tego w sposób naturalny. Motywować do niezniechęcania się do dążenia mleczną drogą, z powodu przejściowych zawirowań.

Dla chętnych dwa wiersze mojego autorstwa. „Cyca mam, dziecku dam „ ,                          ” Piersią, Drogie Panie „

Zapraszam do komentowania.

Misja – Macierzyństwo.

Dziś nadszedł czas na refleksje. Wstałam z łóżka, z tysiącem pytań do siebie samej. Czy jestem dobrą mamą ? Co, w ogóle oznacza dobra mama ? Czy to ta, która pozwala na wszystko ? Czy może ta, która wychowuje według ściśle określonych zasad ? Co jeszcze przyjdzie mi przeżywać ? Czy sprostam nowym wyzwaniom, jakie postawi przede mną moje dziecko ? Czy będę z siebie, jako matki, dumna ? Co przyniesie mi dalsze macierzyństwo i jak sobie z tym poradzę ? Takich pytań mam pełno w głowie…. A odpowiedź na nie wszystkie jest krótka… Nie wiem …

Po tych chwilach zadumy dochodzę do wniosku. Do macierzyństwa nie da się przygotować ! W żaden ale to żaden sposób. Nie da się tego zaplanować. Czytanie książek, poradników, nic tu nie daje. Macierzyństwo jest rzeczą trudną. Nieprzewidywalną. Jakimi będziemy matkami. Jaka będzie nasza postawa wobec dziecka. Jakie będą nasze reakcje w zaskakujących sytuacjach oraz  jaki przykład damy nowemu pokoleniu, jest ogromną zagadką.  Duża wiedza teoretyczna, w praktyce, często ma się nijak do naszej matczynej postawy. Świadomie lub nie. Niejednokrotnie powielamy wpojone nam wzorce. Pozytywne, ale także i te złe , niechciane. Jedno jest pewne. Każde dziecko jest inne… Każda matka jest inna.. Wszystkie z nas, muszą wypracować sobie swój sposób, własne metody wychowawcze. To co wpoimy dziecku, jakie przekażemy wartości zaowocuje w przyszłości. Tylko jak ? Całą naszą pracę, cały wysiłek włożony w wychowanie pociechy zweryfikuje czas.  On jest najlepszym sędzią . To on nam pokaże, jak wywiązałyśmy się z misji. Z misji – Macierzyństwo.

Chętnych zapraszam do przeczytania, mojego, własnego wiersza o macierzyństwie. EGZAMIN

czas-zegar

Dziecko nie jest krową !

Kiedyś pisałam post, w którym mowa była o szanowaniu dziecięcej prywatności. Dla chętnych link -> TUTAJ . Natomiast dziś, pragnę wyrazić swoje zdanie w podobnym temacie. Mianowicie w temacie kolczyków i przekłuwania dzieciom uszu. Ilu rodziców tyle opinii. Moja, dla niektórych, może wydawać się trochę dziwna. Zapewne ktoś z Was, stwierdzi że przesadzam i robię z tego „wielkie halo „. Więc przeczytajcie i oceńcie sami.

Zauważyłam że, kolczyki u niemowląt stały się dość popularne, można by stwierdzić że stało się to modne. Dziecko nie zdąży jeszcze wypowiedzieć pierwszego „ma-ma” , a już owa mama leci z córką do kosmetyczki. W celu upiększenia jej delikatnych uszek małymi złotymi kulkami.  Jestem temu przeciwna. Oj bardzo przeciwna !  Moja rodzina, już o tym wie. Jako pierwsza, dowiedziała się teściowa, która zaczęła przewijać ten temat, zaraz po tym jak mała skończyła miesiąc. Nie było jej w smak. Trudno… Nie będę kolczykować dziecka, tylko dlatego że, to „ładnie wygląda” . Tym bardziej dlatego, że podoba się to babci. Nie muszę podążać za modą ! Moda jest od tego by ją do siebie dostosowywać , wybierać z niej to co nam pasuje. Nie po to by ślepo za nią iść !

Dużo rodziców, robi kolczyki pociechom bez zastanowienia. Nie pomyślą o dziecku, o tym co ono będzie czuć… Itd.  Najważniejsze , by ładnie wyglądało, lub by nikt więcej nie wziął ich córki za chłopca. Zasłaniając swoją decyzje tym że to nie boli, że teraz robi sie to pistoletem. Trwa to tak szybko, że maluch się nawet nie zorientuje. Bzdura ! Nawet malutkie dziecko, nie jest głupie… Doskonale wie że coś mu się robi.. Przekłuwanie uszu pistoletem, mimo że trwa szybko, jest gorsze od igły. Kto się orientował w tym temacie, ten wie. Pistolet w trackie zabiegu (w zasadzie to kolczyk) rozrywa ciało. Powstaje tzw. rana szarpana, która bardzo często źle się goi. Próbując w ten sposób upiększyć dziecko, narażamy je na :

  • Powstanie stanu zapalnego. Ropiejące, bolące małżowiny.
  • Niewygodę. Drogie mamy. Same wiecie jak „przyjemnie ” śpi się w tzw. wkrętkach. Należy pamiętać, że maluch przez długi czas będzie odczuwał spory dyskomfort.

Jestem ciekawa, ile osób bierze to pod uwagę przy podejmowaniu decyzji.  Mówi się. Im wcześniej tym lepiej. Ciekawe, dlaczego ? Pewnie dlatego, że niemowlę nie powie nam NIE ! Mamo NIE chcę ! Robienie dzieciom kolczyki w tak młodym wieku, uważam za czysty egoizm, oraz traktowanie dziecka przedmiotowo.. Dziecko to nie zabawka. To nie lalka z którą możemy robić co nam się żywnie podoba. Podsumowując , kolczykowanie małych dzieci to :

  • Traktowanie ich jak bydło. Tak ! Krowa również nie protestuje, gdy przyczepiają jej numerek na ucho.
  • Nieposzanowanie ich małego, bezbronnego ciała.
  • Odbieranie możliwości samodzielnego zadecydowania.

Oprócz tego co napisałam, napiszę coś jeszcze. Gdybym poszła z córką i zrobiła jej, w wieku 17-stu miesięcy, kolczyk w brwi lub pępku, została bym zlinczowana i osądzona o znęcanie się nad dzieckiem. A prawda jest taka. Kolczyk to kolczyk. Niezależnie czy zrobiony jest w brwi czy uchu, jest to nic innego, jak ingerencja w dziecięce ciało. Być może, wielu ludzi nie zobaczy w tym nic wspólnego, bo przebijanie uszu niemowlętom stało się niemal czymś normalnym. Dla mnie jednak, jest to zupełnie to samo.  kolczyk-w-pepku

Zapraszam do komentowania.