Swięto mamy dziś wszystkie mamy!

W ostatnim czasie nie mam chwili by spokojnie zasiąść do pisania. A chciała bym Wam tyle napisać. Jestem też trochę ograniczona z powodu problemu z internetem… pisanie postów z telefonu nie jest najlepszym pomysłem… Więc chwilowo musiałam odpuścić. Lecz dziś jest dzień wyjątkowy. Dzień w którym my mamy świętujemy, a jeśli nie, to powinniśmy. Z okazji  dnia matki, chciałam złożyć wszystkim zaglądającym tu mamą, tym obecnym i tym oczekującym życzenia. A więc : Niech każda z Was, czerpie z pełnienia tej ważnej roli radość. Niech każda z Was , czuje się ważną, wyjątkową. Bo takie jesteście.  Abyście miały w sobie siłę , wytrwałość i cierpliwość. By , kiedy pociechy dorosną, mogłyście powiedzieć: „Spisałam się ” .  Tego wszystkiego oraz zdrowych , szczęśliwych dzieci życzy Ma-ma .       

Ps. Wkrótce nadrobię zaległości. Czekajcie cierpliwie ;-)

Co dzień inne odkrycia. To takie pasjonujące !

Dzieci, to mali odkrywcy. Interesuje je dosłownie wszystko. Chcą, poznać świat najlepiej jak tylko się da. Sprawdzają zastosowanie wszystkiego co je otacza. Poznają możliwości własnego ciała. Z dnia na dzień stając się sprytniejsze i zwinniejsze, co pozwala im na ciekawsze odkrycia. Kiedy już chodzą, mija zaledwie kilka chwil i nasze pociechy zaczynają się wspinać, by sięgnąć tam gdzie do tej pory nie miały dostępu. Czy to regał  z książkami, schody czy też łóżko… To wszystko jest takie pasjonujące ! One nie boją się nowości , one wręcz jej pragną. Nie zastanawiając się co by było gdyby… Codziennie szukają nowych doznań.  Przez tą odważną, nieprzemyślaną ciekawość świata macierzyństwo bywa niezmiernie trudne. Jako matki, żony i gospodynie musimy zadbać o potrzeby każdego domownika. Ugotować, poprać, posprzątać ….. Jednocześnie, pozwalając najmłodszemu domownikowi  na swobodne poznawanie świata…Bezpieczne poznawanie świata.  Bywa to nie lada  wyzwaniem. Czasem wystarczy się obrócić a pociecha już stoi na krawędzi łóżka, ciesząc się z własnych dokonań. Bądź, maleństwo próbuje wcisnąć coś do kontaktu… Przyznam….. Czasem można dostać palpitacji serca… Mimo to jestem zwolenniczką, wtórowania dziecku. Mądrego wtórowania. Uważam, że należy pozwalać potomkowi na sprawdzanie swoich możliwości. Córce pozwalam wchodzić gdzie chce. Chce wychodzić po schodach, wychodzi ( najpierw na czworaka, teraz już trzymając się poręczy). Usiłuje wygrzebać się do domku na placu zabaw, stoję za nią , a ona śmiało próbuje. Umyśli sobie chodzenie po krawężniku, to idzie. Przecież to cudowne doświadczenie, i pomaga ćwiczyć równowagę. W każdej nowej czynności, jestem przy niej. Wspieram, i tłumaczę. Natomiast gdy zajdzie potrzeba minimalizuje siłę upadku. Kiedy jednak wiem, że upadek wielkiej krzywdy jej nie zrobi… Pozwalam na niego… Tzw. upadek kontrolowany… Dziecko próbuje swoich możliwości, ale czasem musi stłuc pupę, by poznało jakie czekają na nie zagrożenia.  Rozumiem, że matki boją się o swoje pociechy, również się boję. Jestem również w stanie pojąć, dlaczego nie pozwalają na niektóre czynności. To my rodzice, jesteśmy odpowiedzialni za swoje dzieci… Myślę, że strach rodzica przed odpowiedzialnością, nie powinien być dla dziecka ograniczeniem. Zwłaszcza na etapie poznawania  świata i własnych możliwości. Zabranianie dziecku nowych czynności oraz wpajanie, że coś jest niebezpieczne, jest głupie. „Tego nie wolno bo się przewrócisz , Tamtego nie wolno bo spadniesz”. Jak dla mnie to zabijanie w dziecku ciekawości a także chęci poznawania. Małe dzieci, poznają świat zmysłami… To normalne że wszystkiego chcą dotknąć, wszystko chcą zobaczyć. Ciekawość dziecka nie ogranicza się tylko do tych „niebezpiecznych” czynności. Dzieci uwielbiają poznawać zapachy, smaki… Wielu rodziców o tym zapomina. To idealni towarzysze, podczas codziennego gotowania. Jeśli im to umożliwimy, chętnie zamieszają zupę. Czy wrzucą do niej kilka składników. Kochają  taż eksperymentować, próbować nowych smaków, konsystencji…. Matki maja w zwyczaju, nie dawać dziecku tego, czego same nie lubią. ” To jest niedobre. Nie będzie Ci smakować”. A ja zapytam… Skąd to dziecię ma wiedzieć czy rzeczywiście takie to niesmaczne ? Jeśli samo nie spróbuje, nie dowie się… Próbowanie nowych produktów, potraw, to fajna zabawa. Zabawa która przynosi dużo dobrego. Dziecko zna większą gamę smaków, dzięki temu łatwiej wyrobić mu własny gust kulinarny. Gust który nie jest bardzo okrojony. Maluch nie ma uprzedzeń, nie boi się smakować… Im wcześniej pozna nowości tym lepiej. Ma większą szansę że nie zostanie tzw niejadkiem. Tutaj opowiem co nie co o mojej córeczce. Mała, kiedyś miała straszne opory przed jedzeniem, pisałam o tym kiedyś TUTAJ  Kiedy jednak zaczęła jeść jak należy, pozwalałam jej na odkrywanie smaków. Kiedyś poszliśmy z rodzinką do sushi baru. Byłam pewna, że córcia nie tknie sushi więc zamówiliśmy jej nieduży zestawik z kurczakiem. Natomiast dla nas półmiski pełne tych smakołyków.  Kiedy kelnerka przyniosła piękne kolorowe zawijań-ce mała tylko krzyczała „am , am ” Wręcz wyrywając się z dziecięcego krzesełka, na swoją porcję nawet nie patrząc. No i dostała kawałek (bez surowych ryb, i paluszków krabowych) Wcinała aż jej się uszy trzęsły… Ledwo zjadła jeden kawałek, już sięgała po drugi… To nie wszystko. Do naszego zestawu, były sałatki z glonów z ogórkiem.. Dostała z niej ogórka. Nie wystarczył jej. Gwizdnęła tacie z miseczki garść glonów. Miałam oczy jak pięć złotych… Moja kruszynka zjadła sałatkę męża, i moją. Takich zaskakujących sytuacji jest wiele. To pokazuje mi, że mam rację. Dzieci lubią próbować, dzieci lubią poznawać. Ostatnio … Również byłam zaskoczona. Gdy kroiłam cebulę mała ciągnęła mnie za spodnie krzycząc „am” więc dałam jej… I wiecie co ? Myślałam że nie zje, że będzie pluć. Owszem, wypluła po czym władowała do buzi z powrotem. Od tamtej pory, moje dziecię je surową  cebulę. Na zdrowie !  Dziś natomiast, eksperyment roku. Na drugie śniadanko podałam jej jogurt… Jadła z apetytem,po chwili zaczęła kombinować.. Dorwała kabanosa i zaczęła moczyć go w jogurcie. Po czym i jedno i drugie trafiało do buzi. Mnie też dała spróbować. Obawiałam się. Teraz śmiało mogę powiedzieć: Kabanos z jogurtem gruszkowym smakuje świetnie !  Wniosek ? To my rodzice, jesteśmy największym ograniczeniem dla własnych dzieci. Z obawy o ich dobro, niejednokrotnie pozbawiamy je wielu pozytywnych doznań.

Żal mi mojego dziecka… Pomóżcie !

Dzisiejszą notkę pisze w nadziei, że ktoś mi pomoże…Kocham swoją córkę nad życie.  Chcę ciągle widzieć uśmiech na jej twarzy. By czuła się bezpiecznie. By rozwijała się jak należy i była zdrowa. Chcę by była szczęśliwa… Staram się robić co w mojej mocy, aby tak było…  Niestety, mimo moich starań, nie jestem w stanie zapewnić jej tego wszystkiego.  Powiecie mi.  ”To normalne, nie możesz ochronić dziecka przed światem. Pomóż mu go poznać ” Doskonale o tym wiem. Wiem również, że każda matka tak ma. Jest to w naszej naturze. Chcemy chronić dziecko, przed tym co złe i przykre. Mimo tej świadomości , jest mi jej żal… Mała, odkąd pamiętam zawsze cieszyła się na widok dzieci… Wręcz do nich lgnęła. Niestety, teraz już tak nie jest… Zrobiła się bardzo ostrożna, nieufna. Wszystko przez hałas … Boi się dzieci.. Boi się dzieci głośnych… Nie mogę tego przeskoczyć. Nie mam pojęcia co zrobić…Nie potrafię jej pomóc. Tak bardzo pragnę by nie unikała kontaktów z rówieśnikami… Obawiam się, że będzie miała uraz do dzieci. Czasem mam wrażenie, że już go ma. Kiedy spodka nowe dziecko , przez dłuższą chwilę nie chce się bawić. Trzyma się na dystans. Obserwuje… Dopiero gdy poczuje się bezpiecznie, wchodzi w relacje. Nadal obserwując towarzysza zabaw. Jeśli jednak natrafi na głośne dziecko, jest krótko mówiąc masakra. Nie chce do niego podejść, trzyma się na dystans. Kiedy usłyszy krzyk czy też piski wybucha płaczem.. W oczach widać przerażenie…. Po czym ciężko jej się uspokoić. Tulę ją, tłumacze że dziecko nie chciało jej wystraszyć… Że nic się nie dzieje.  Nie pomaga… Na każdy kolejny hałas reaguje w ten sam sposób. Nie ważne czy rozdarte dziecko widzi po raz pierwszy, czy zna od dawna… Wycofuje się, z zabawy gdy usłyszy krzyk… Córa ma o rok starszego kuzyna. Wydawało nam się, że kiedy mała zacznie chodzić, będą się ładnie bawić. Niestety nie …  Zrobił się z niego straszny krzykacz… Niezależnie czy jest rozzłoszczony, czy w siódmym niebie swoje emocje wyraża robiąc przy tym niezły harmider. Młody wykazuje dużą chęć do wspólnej zabawy.. Lecz moje dziecko go unika… Kiedy się do niej zbliża sztywnieje,  nie spuszczając z niego wzroku. Odsuwa się, gdy ten próbuje ja dotknąć… Parę razy, kiedy do niej podchodził, krzyczała ” Nie , nie , nie ” … Co mam począć ? Jak jej pomóc ? Już dawno temu zauważyłam, że nie lubi kiedy jest za głośno. Więc gdy mogłam ja uprzedzić, robiłam to… Kiedy maż miał zamiar włączyć wiertarkę  czy inny sprzęt, mówiłam do niej : ” Córuniu . Widzisz tata będzie wiercił. Zaraz będzie głośno. ” Czasem, wspólnie zatykałyśmy sobie uszka.  Dawałyśmy rade… Była przygotowana na nieprzyjemne dźwięki, i dzielnie je znosiła. W przypadku rozkrzyczanych dzieci, nie potrafię jej pomóc. Ciężko mi przewidzieć moment w którym to nastąpi… A co dopiero ostrzec małą…. Jak sobie z tym poradzić ? Czy któraś z Was miała podobny problem ?

Szanujmy dziecięcą prywatność !

Jako rodzice, chcemy chronić własne dzieci. Pragniemy by nikt ich nie ranił, nie obrażał. Dbamy by były doceniane, szanowane itd. Nic w tym dziwnego. Zachowanie typowe dla rodziców. Lecz przykre jest, i zupełnie dla mnie niezrozumiałe, że istnieją matki i ojcowie, którzy nie widzą że sami narażają własne pociechy. Jak ?  Wystawiając ich zdjęcia na portalach społecznościowych. Być może niektórzy, niektóre z Was zastanawiają się o co mi dokładnie chodzi ? Uważam, że spora część rodziców,  z mojego otoczenie, i zupełnie mi nie znanych, totalnie przegina. Galerie przepełnione przeróżnymi zdjęciami, niejednokrotnie niekorzystnymi… Opisy do zdjęć często bardzo szczegółowe. Niby to nic takiego, ale… No właśnie, ja widzę tutaj wielkie ale… Czy kiedykolwiek któryś z tych rodziców zastanawiał się, nad tym co robi ? Ludzie coraz więcej informacji o sobie i swojej rodzinie umieszczają na facebooku i innych portalach. Wystarczy niewielka, nieprzemyślana ilość informacji, np zdjęcie dziecka i wpis ” dziś pierwszy dzień w przedszkolu takim i takim ” i już stwarzamy potencjalne zagrożenie dla naszej pociechy. Owszem, każdy ma prawo robić co chce, i publikować co chce. Ale to że mamy do tego prawo , nie oznacza że możemy decydować za dziecko, jakie zdjęcia, i jakie informacje o nim, będą krążyć w internecie… Ostatnio zrobiło się modne tworzenie niemowlętom, ich prywatnego konta na fb. Co z tym się wiąże ? Sterta różnych fotek, tona opisów i informacji o dziecku.  Niemowlę nie powie „mamo nie wrzucaj w sieć moich zdjęć, nie pisz co jadłem dziś na obiad, nie informuj wszystkich kto mnie dziś odwiedził ” . Lecz gdy podrośnie, może mieć nam to za złe. Pamiętajmy że co wrzucimy do sieci to już tam krążyć będzie… I w przyszłości może być dla dziecka problemem… To że chcemy się pochwalić, nowo narodzonym dzieckiem, że chcemy pokazać światu jak ładnie stawia pierwsze kroki. Rozumiem. Sama czuje taką chęć. Jednak chęć ta nie uprawnia nas, by wrzucać do sieci tony osobistych zdjęć, i z życia dziecka robić dostępną dla wielu kronikę… Rażące jest, że dziecko jeszcze dobrze nie „pierdnie” a już cała rzesza fejsbookowiczów o tym wie… Szanujmy dziecięcą prywatność. Czy dziecko nie ma prawa do prywatności ? Czy ma je tylko dorosły ? Ma prawo ! Ma takie same prawa jak wszyscy!   Szanujmy to … Nie udostępniajmy całemu światu życia prywatnego. Przecież są inne formy podzielenia się szczęściem. Dlaczego od razu portale społecznościowe ? Czy naprawdę zależy Wam na tym by zupełnie nieznana baba oglądała zdjęcia waszego dziecka? Lub jakiś pedofil ślinił się na widok Waszego słodkiego dzidziusia ?  Po co stwarzać zagrożenia ? Sama, często mam ogromną chęć pochwalenia się swoją córeczką. Mam przecież pełno powodów do dumy. Jednak nie robię z jej życia show dla ciekawskich. Mam telefon, i kiedy najdzie mnie taka ochota, wysyłam mms’y do cioci , babci , wujka … do najbliższych. Do tych którzy są bezpośrednio z małą związani. Czasem wyślę zdjęcie do przyjaciółki czy dwóch dzieciatych koleżanek…. To wszystko. W zupełności wystarcza. Przysięgłam sobie, że nie wstawię żadnego jej zdjęcia na żaden portal… Nie wstawię… Mimo że jest jeszcze taka malutka, szanuję jej prywatność… szanuję jej dzieciństwo. Zdjęcia które jej robię, są dla niej. Jest to pamiątka rodzinna. I tak pozostać powinno. Gdy podrośnie, sama zadecyduje czy, gdzie, i co będzie publikować. A do tego czasu będę chronić jej prywatność.  album-dziecka

Niespodziewajka :)

W świecie blogerów jestem nowa. Przygoda z blogiem trwa niecałe 3 tygodnie, i dopiero stawiam tu swoje pierwsze kroki. Trochę czasu minie nim moje wypociny przybiorą kształt bloga z prawdziwego zdarzania. W wolnych chwilach staram się, pisać artykuły i wrzucać wpisy. Chwil tych mam niewiele, moje dziecię niejednokrotnie potrafi zorganizować mi dzień,  bym nie miała czasu nawet na toaletę ;) Ale gdy już znajdę parę minut, próbuję tchnąć w ten blog trochę życia. Do tej pory nie odczułam by ktokolwiek zainteresował się moją pracą,  do wczoraj. Kiedy odwiedziłam swój blog, ku mojemu zdziwieniu, przy ostatnim wpisie ukazał się komentarz. Pojawił się uśmiech na mojej twarzy i myśl; czyżby komuś spodobało się to co piszę ? . Rozwinęłam komentarz, a moje zdziwienie wezbrało na sile :) Otrzymałam nominację do Liebster Blog Award. Z racji krótkiego stażu, nie miałam pojęcia o co chodzi. Zrobiłam szybkie rozeznanie, okazało się że nominacja ta, jest forma uznania przez innego blogera Twojej pracy, jako „dobrze wykonanej roboty” . Nominacje te dotyczą blogów o małej liczbie obserwatorów, do których właśnie zalicza się mój blog. Po przyjęciu takowej nominacji, należy odpowiedzieć na 11 krótkich pytań przygotowanych przez osobę która Cię nominowała. Gdy już odpowiesz Twoja kolej, nominujesz 11- tu blogerów, którzy według Ciebie są warci uwagi. Blogerów tych informujesz o nominacji , oraz zadajesz im 11- ście własnych pytań. Swoją nominację otrzymałam od Oliwkowej mamy za co serdecznie dziękuje.  Jest to dla mnie swego rodzaju wyróżnienie  i fajna zabawa. Z chęcią  odpowiem na kilka pytań :)

Skąd pomysł na nazwę bloga?

Nazwa bloga powstała bardzo spontanicznie. Zakładając to „przedsięwzięcie” dałam sobie chwilę na zastanowienie; Kim jestem i o czym mogę pisać? . W ten oto sposób powstał tytuł: „MA-MA bloguje, czyli macierzyństwo oczami młodej matki… „

Bez jakiego przedmiotu nie wyjdziesz z domu?

Nie istnieje taki przedmiot. Niejednokrotnie zostawiam wszystko w domu , i wychodzę tak jak stoję.

Czym dla Ciebie jest szczęście?

Szczęście.. hm.. Jest to dla mnie coś czego nie można sobie kupić. Jest nim moja rodzina.

Jak wyobrażasz sobie siebie za 20 lat?

Ho ho ho … za 20 lat ? nie chcę sobie tego wyobrażać ;) Ale jak to w życiu bywa .. pewnie będę podobna do swojej mamy.

Co Cię ostatnio wzruszyło?

Córka, często mnie wzrusza. Ostatnio gdy po ciężkim dniu nastała noc. Córka budziła się co chwilkę, nie mając tego dnia ani chwili wytchnienia,  jej pobudki działały na mnie jak płachta na byka. Mała za którymś razem, gdy znów przyszłam usypiać ja poddenerwowana, córka chyba zrozumiała że mama jest zła. Przytuliła się do mnie , pocałowała i szeroko się uśmiechnęła … tak jakby chciała mi powiedzieć ” Mamusiu nie denerwuj się na mnie, kocham Cie bardzo „.

Co Cię ostatnio rozbawiło?

Wujek opowiadający historię typu: Jak to było on z babką ;) szczegóły historii zachowam dla siebie.

Czy masz swoje ulubione miejsce na ziemi?

Tak i nie. Nie mam jednego najlepszego miejsca , ale wiele ulubionych. Są to miejsca w których mogę odetchnąć, ciche , spokojne , z daleka od „cywilizacji” . Gdzie śpiew ptak ów i szum drzew jest codziennością.

Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?

Książkę ? Kto by to pamiętał.. Córka codziennie , skutecznie przekonuje mnie do czytania, to wierszy to bajeczek. Było tego tyle że głowa boli.. a która ostatnia ? Zabij mnie , ale nie wiem  ;)

Jak zamierzasz spędzić tegorocznego Sylwestra?

Pewnie tak samo jak ostatniego. Mąż, córcia i ja. Chyba że ktoś zorganizuje sylwestrowe baby party ;)

Czym według Ciebie jest macierzyństwo?

Macierzyństwo. Nie potrafię ująć tego w jednym zdaniu. Jest to dla mnie bardzo obszerny temat. Jeżeli chcesz wiedzieć co ono dla mnie oznacza .. zapraszam tutaj: http://mlodamamabloguje.piszecomysle.pl/macierzynstwo-od-a/ oraz do dalszego zaglądania na mój blog.

Co zrobiłabyś gdybyś wygrała milion ?

Jedno jest pewne. Zgłupiała bym . Co tak naprawdę bym z tym zrobiła? Nie wiem.. nigdy nie miałam takiej kasy i takich zmartwień. Zacznę się zastanawiać jak wygram ;)

Mam nadzieję ze moje odpowiedzi są zadowalające Oliwkowa mamo. Teraz czas na listę nominowanych blogów. Nie było to  łatwe, czasu też sporo to pochłonęło, ale udało się ;) Lista moich nominacji poniżej:


http://mojehnb.blogspot.com/


http://hitykity.blog.pl/


http://hiromowa.blog.onet.pl/


http://lilidel.blogujaca.pl/


http://osobiscie-mw.blog.onet.pl/


http://dajmiodnalezcsiebie.uchwycone-chwile.pl/


http://klasa-2g.bloog.pl/


http://wszystkodlabobasa.bloog.pl/


http://prisii.bloog.pl/


http://sasusaku-szkola-dla-trudnej-mlodziezy-konoha.blog.pl/


http://wmoimkacperkowie.blog.pl/

Skoro Blogi już wybrane, czas na pytania :

  1. Co wpłynęło na Twoją decyzję o założeniu bloga?
  2. Dlaczego Twój blog jest w takiej tematyce ?
  3. Czego najbardziej nie lubisz ?
  4. Czego żałujesz w życiu ?
  5. Czy lubisz dzieci ?
  6. Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość ?
  7. Twój największy sukces to ?
  8. Jak spędzasz zimowe wieczory ?
  9. Pies i niemowlę , co o tym sądzisz ?
  10. Dom czy mieszkanie i dlaczego ?
  11. Czy uważasz że warto podążać za trendami ?

Czytając o Liebster Blog Awards, wyczytałam również że niektórzy blogerzy dostając taką nominację czują się urażeni i twierdzą że to obciach. Ja mam odmienne zdanie , uważam to za ciekawą zabawę , wymagającą trochę czasu. Jest to dla mnie również pozytywne zaskoczenie, ponieważ dopiero zaczynam tu swoją przygodę i jeszcze niewiele wiem o blogowaniu.  Mam nadzieję że wszyscy nominowani przeze mnie blogerzy potraktują to jako zabawę .  Do dzieła !  :)

Dzieci są fajne !

I przyszedł ten czas, kiedy i mnie dopadł instynkt. Niezaspokojony , natarczywy instynkt macierzyński. Nie dawał za wygraną , gdzie nie popatrzyłam widziałam dziecko. Śliczne , uśmiechnięte, tłuściutkie niemowlę. Myślałam ; dziecko jak dziecko , czym tu się zachwycać. A jednak ! Zachwyt szybko mnie opanował,  zaczęłam swoje ; patrz jaka śliczna dzidzia , widzisz jakie ma piękne oczy? Ojoj… zerknij na to maleństwo, ale bym wyściskała takie słodkie, patrz patrz śmieje się do mnie. I tak w kółko do znudzenia, nie mojego oczywiście ;)  Z czasem zachwyt przerodził się w marudzenie i chęć posiadania, własnego różowego szczęścia. Wtedy instynkt zawładnął mną na dobre, Mąż, który nie czół potrzeby zostania ojcem w tamtym czasie, nie miał spokoju , ciągle słyszał ; dziecko, dziecko, czas na dziecko itd.. Samo gadanie niewiele dawało , zaczęłam używać trafniejszych  argumentów. Chyba nigdy kobieta nie ma takiej ochoty jak wtedy gdy pragnie dziecka ;) Dość szybko przyznał, że czas spłodzić potomka.  Starania samoczynnie przedłużały się, ku uciesze męża ;)