Mała dostaje pypcia :)

Jestem ciekawa, czy wasze dzieci również mają pypcia na jakimś punkcie ? W takim stopniu, że jak to coś zobaczą odbiera im umysł ?  Moja córka ma. Zastanawiacie  się pewnie, o co chodzi :) Szybko więc wyjaśniam. Córka uwielbia koty. Pomyślicie że przecież to normalne, dzieci lubią zwierzęta, ciekawią je.  wiem… Małą interesują pieski, rybki, chomiki, ptaszki łącznie z pra-dziadkowymi kurami :) Natomiast kot ją nie ciekawi… Ona ma po-prostu kota na punkcie kota ! Zaczęło się niewinnie, córa od kiedy skończyła pół roku na widok kota zaczęła piszczeć. Pomyślałam, normalna reakcja, podoba jej się. Ale im starsza tym zafascynowanie rosło i rosło i rosło… Aktualnie sprawa wygląda tak: Widząc na spacerze jakiegoś dachowca , chce wyskoczyć z wózka. Jak jest na własnych nogach, człapie w jego kierunku. Kiedy jesteśmy u babci ( mojej mamy), która posiada takowe zwierzę, małej nie da się wybudzić z transu. Dopóki kotek gdzieś się włóczy, bądź śpi schowany jest dobrze. Córka bawi się ładnie. Kiedy czworonóg wejdzie w jej pole widzenia…. Eh… Nie ma życia. Nie ma życia ani on, ani ja :) Mała zachowuje się jak zahipnotyzowana. Puszcza się w pogoń. Łazi za nim krok w krok, piszcząc i miaucząc. Robi wszystko by dorwać się do kota i go pogłaskać. ( czytaj: pogłaskać, wytargać za ogon i łapy, wsadzić palce do uszu i oczu, pociągnąć za sierść). Nawet, kiedy je, nie da mu spokoju. Wykorzystuje moment i próbuje go tłamsić… Oczywiście staram się ją odciągać od kota. Tłumaczę że kotek chce iść spać, czy że teraz je i potrzebuje spokoju itd…  Żadne moje argumenty do małej nie docierają. Tylko ślepo do tego zwierza. Parę razy już dostała ostrzeżenie, kocim pazurem. Myślałam że choć troszkę się zrazi… Myliłam się. Oj grubo się myliłam. Jak grubo, przekonałam się kiedy dostała kociego sierpowego w lewy policzek. Nawet nie zareagowała…  Będąc u mamy robimy wszystko by córa jednak posiedziała z babcią a nie latała za kotem…  Możemy sobie gadać do niej. Przepędzać kota w inny kąt. Nic nie działa… Ona i tak ciągnie za nim, a kot zaraz przyjdzie z powrotem i położy się np w dziecięcych zabawkach. Dopóki mruczek w domu, dziecko ma klapki na oczach. Więc po chwili zabawy, zwierzak ląduje znów na zewnątrz lub w innej części domu. kot-na-punkcie-kota To nie wszystko, co wyraźnie mówi mi że dziecko ma pypcia. Jak złapie fazę, potrafi miauczeć dobre kilka minut. Wypatrzy kotka wszędzie. Nawet ja nie jestem tak spostrzegawcza. Czy to kubek ciotki, czy to jakieś opakowanie na półce sklepowej itd… Wszędzie kota znajdzie. Kiedy czytamy książeczki, wybiera te w których jest napisane o kotku, bądź takie z kocim obrazkiem. Czapkę ma z kotem… Dzięki ciotka ! Bez tej czapki, nie dało się dziecka ubrać na spacer. Teraz w trakcie ubierania, z zadowoleniem patrzy w lustro i miauczy :) Ma dwie bluzeczki z kotkiem, jak zobaczy je gdzieś na wierzchu, zaraz podwędzi i tuli. Pluszowego mruczka dostała pod choinkę. Jak wpadnie w jej ręce to go wyściska, całuje, głaszcze, karmi … Potrafi nawet całować, tulić ilustrację. Mała zna dużo zwierzątek, umie większość z nich wskazać i naśladować… Wszystko fajnie… Pokaże krowę, pokaże pieska, biedronkę, węża, pająka itd. W momencie kiedy na stronie w śród zwierzątek pojawi się kotek, nie pokaże nic. Nic, prócz kota oczywiście. Wskazuje go dumnie, z uśmiechem i jej słodkim ” aałłłł „. Zapytana jak robi kura? Odpowiada ślicznie ko – ko, zapytana jak robi wąż? Ładnie syczy. Mogę ją wypytywać a ona naśladuje. Do momentu, popełnienia błędu… Jakiego ? Oczywiście że do momentu zapytania: Jak robi kotek ? Wtedy już po zabawie… Odpowie rzecz jasna ” aałłłł ” ale na tym się kończy. W sumie to nie kończy bo to ” aałłł ” i ” aałłłł ” słychać długo. Na każde moje pytanie odpowiada swoje miauczące ” aałłł ” :D  Cieszę się że lubi zwierzęta, i że upodobała sobie jedno konkretne. Będąc dzieckiem, miałam bzika na punkcie psa. Ale nie w takim wieku ! Rozumiem ją trochę. Mimo tego obawiam się o nią. Jeszcze chwila i jej nie upilnuję. Nie dam rady ochronić przed pazurami…Jeśli jej fascynacja nie przejdzie, i wda się we mnie, to za parę lat będę miała kociarnię w domu :) Ciocia Kiki z pewnością się ucieszy :) Ja jakoś to przeżyję. Mężowi będzie zdecydowanie trudniej… Drogie mamy. Czy któraś z was przeżywa to samo, bądź coś podobnego ? ,

Już się nie podoba.

Ostatnio pisałam , jak bardzo moja córa lubi czytać. Zapał do czytania nadal ma duży. W tej kwestii nic się nie zmieniło.  Natomiast, niespodziewanie pokazał się nam, mały problem. Mały, a potrafił zmienić wszystko. Do tej pory córcia gustowała w wierszykach, bardzo chętnie ich słuchała. Z tego też powodu, nasza biblioteczka składa się w osiemdziesięciu procentach z różnych rymowanek. Wczoraj czytanie zrobiło się dużo mniej przyjemne. Już mała nie podrzuca mi książeczek, jak to miała w zwyczaju. Siedzi obok , lub na moich kolanach i czeka aż jej coś przeczytam. Gdy biorę do ręki książeczkę proponując, właśnie tą do przeczytania. Ona kręci głową…  Biorę więc kolejną, zaczynam czytać. Ledwo otworzę , mała wydziera mi ją z ręki. I tak w kółko.  W końcu zbulwersowana składam książeczki. Wtedy zaczyna się płacz… Eh … W tym momencie zdurniałam … O co chodzi pytam ? A ta krzyczy „da ! ” , „da ! ” . Więc siadam i próbuje czytać dalej… Historia się powtarza.  Przez dłuższą chwilę, nie mogłyśmy dojść do porozumienia. W końcu mówię do córki : Wybierz sobie książeczkę. Którą mam Ci przeczytać ?  Mała szuka i szuka. Zaraz wpada w złość i rzuca nimi gdzie popadnie. Więc, już w desperacji, zaczęłam pokazywać dziecku każdą po kolei pytając: Tą Ci przeczytać ? Moje pytanie, spotykało się z odmową , ciągle tylko kręcenie głową. Nie rozumiałam, czego ona chce ode mnie. Niby słuchać chciała. Przyszło co do czego bardzo się wkurzała. W końcu odgrzebałam kilka książeczek, takich co dotąd nie lubiła i zawsze odrzucała. Jak je zobaczyła, to się ucieszyła. Zaczęłam więc czytać, a ona w końcu chciała słuchać. Wtedy zrozumiałam, o co tutaj chodzi. Małej repertuar już się nie podoba. Ulubione wierszyki poszły do lamusa.. Mimo chwil niezrozumienia, bardzo tym się cieszę. Wreszcie, poczytam coś nowego. Najwyższy czas, na zmianę naszej  biblioteczki !

Czytam i czytać będę !

Jeżeli chodzi o książki, nigdy nie przepadałam za ich czytaniem. Mój brak chęci wynikał, z urazu z dzieciństwa. Może to dziwne, ale tak… zraziłam się do czytania w 3 klasie podstawówki. Kiedy to starsza nauczycielka języka polskiego, wyśmiała mnie przy całej klasie, mówiąc : Jesteś matoł , czytać nie potrafisz… a dzieci śmiały się ze mnie.  Bardzo mnie tym zraniła i jednocześnie zraziła do czytania. Każda kolejna próba czytania na głos, wiązała się z ogromnym stresem. Na szczęście to wszystko mam już dawno za sobą. Wydoroślałam i moje podejście do książek zmieniło się . Teraz robię to codziennie i z przyjemnością. ks Mając świadomość, jak czytanie może wpływać na człowieka, codziennie czytam córce. Postanowiłam, robić to od kiedy mała skończyła 2 tygodnie. Nasza przygoda z książką zaczynała się od jednego , dwóch wierszyków dziennie. Dziś przerabiamy, całą naszą biblioteczkę (ok 40 – stu sztuk ) , nawet i 2 razy dziennie. Na chwile obecna, córka ma 13 miesięcy i niesamowity zapał do książek. Nie ma dnia by nie goniła mnie z jakąś książeczka. Niejednokrotnie ciągnie mnie za rękę w stronę półki z bajeczkami. Gdy już do nich dotrzemy wyciąga rączki w górę mówiąc: ” da” , „da” . No i mama siada z dzieckiem i po raz enty wałkuje to samo. Czasem miewam dość gdy patrzę na tą stertę makulatury, bo ile można czytać w kółko jedno i to samo. Jednak widząc, jak bardzo cieszy to moja córeczkę i jak duże  efekty przynosi, po prostu zasiadam do lektury. Uważam że każda chwila spędzona z dzieckiem na wspólnym czytaniu bardzo dobrze wpływa na jej pamięć koncentracje. Im dłużej czytamy, tym dłużej córeczka jest w stanie słuchać mnie z uwagą. Od około 3 miesięcy, mała  samodzielnie zaczęła wręczać mi kolejną książeczkę, gdy aktualnie czytana zmierzała ku końcowi.  Ze stosu kartonowych bajeczek ,często wybiera ten sam repertuar , dając do zrozumienia które z nich podobają jej się najbardziej. Córka wprawdzie jeszcze dużo nie mówi, ma  na to czas, natomiast zaskakująco dużo rozumie. Pewnego dnia sprawiła iż byłam w szoku, ale jednocześnie bardzo dumna. W trakcie czytania poprosiłam ją mówiąc : Córuniu , wiesz gdzie jest książeczka o Józi ? proszę przynieś mi ją , mama Ci przeczyta . Ku mojemu zdziwieniu, mała zaczęła przewracać kupę książek rozrzuconych po podłodze i po chwili wręczyła mi tą o którą prosiłam.  To było niesamowite , pomyślałam … niemożliwe żeby niespełna roczne  dziecko wiedziało jaką treść ma dana książeczka. Z niedowierzaniem poprosiłam ją o kolejna i zaraz miałam ją w rękach …  Testowałam ją dalej , a moja duma rosła i rosła. Okazało się, że bez większego wysiłku odnalazła wszystkie z najczęściej czytanych książeczek ( ok. 15 – stu sztuk ). Upewniłam się, że moje starania nie idą na marne. Do dalszego rozczytywania się, bardzo zachęca mnie mój bratanek. Chłopiec ma cztery lata a już ładnie czyta.  Śmiem twierdzić ze lepiej niż niejeden siedmiolatek. Rodzice czytali mu dużo. W wieku dwóch lat potrafił nazwać wszystkie literki, jakie wypisane na brzuszku miał jego ulubiony miś. Jest bardzo ciekawym świata dzieckiem , o wszystko czego nie rozumie dopytuje. Czyta reklamy na billboard’ach, napisy na pudełkach od zabawek praktycznie wszystko co złożone z literek. Z własnych obserwacji wiem , ze warto czytać dzieciom. Te 20 minut dziennie nie  stanowi dla nas dużego wysiłku, z kolei dziecku da wiele, miedzy innymi poczucie iż jest dla nas kimś ważnym. Zalet czytania jest bardzo wiele , chcesz się dowiedzieć co może wnieść w życie Twojego maleństwa ? Zapraszam do odwiedzenia działu Dziecko i książka.