Zyskałam coś , o co teraz trudno !

Jakiś czas temu, żaliłam się, jak to mi przykro, bo odkąd stałam się mamą, moje życie towarzyskie zniknęło…Dużo się zmieniło…Ale ja wciąż istnieję !  Osoby, które wydawały się być dobrymi znajomymi, koleżanki które uważałam za warte uwagi, zapomniały o moim istnieniu… Straciłam dużo…

Dziś pisząc te słowa, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. :) Dlaczego ? Przecież moje życie towarzyskie ucierpiało. Cieszę się , że tak się stało. Z perspektywy czasu widzę, że lepiej być nie mogło. Wraz ze stratą tych wszystkich „wspaniałych znajomości” zyskałam. Zyskałam coś wyjątkowego. Coś, o co w tym fałszywym świecie bardzo trudno. Wiecie o czym mówię ? Nie ? Już wyjaśniam… Grono moich znajomych stopniowo zanikło, na jego miejscu pojawiła się jedna osoba. Właściwa osoba :) Przyjaciółka. Bezinteresowna. Serdeczna. Taka o której każdy marzy… Prawdziwa !

Im więcej czasu mija, tym bardziej umacniam się w tym, że spotkało mnie szczęście. Bo prawdziwy przyjaciel :

  • Biegnie do szpitala, nawet jeśli leżysz z powodu ciążowych mdłości.
  • Interesuje się Twoim samopoczuciem , niezależnie od Twojego stanu.
  • Interesuje się Tobą. Wie co lubisz, co Ci się podoba.
  • Nie zapomina o Tobie, kiedy wyjdziesz za mąż, bądź kiedy urodzisz dziecko.
  • Cierpliwie, z uwagą wysłuchuje Twojego paplania na temat ciąży, szkoły rodzenia itd. Mimo że ten temat jest dla niego odległy.
  • Chroni Twój ciążowy brzuch w zatłoczonym autobusie
  • Pozwoli Ci się wygadać…Opowiedzieć całą historię z porodówki, z najdrobniejszymi szczegółami. Słuchając z uwagą tego co mówisz.
  • Mimo zabiegania: pracy, studiów, męża,domowych obowiązków, znajduje dla Ciebie czas.
  • Jeśli jesteś uziemiona, i nie jesteś w stanie przyjechać…. To on przyjedzie, żeby się z Tobą zobaczyć.
  • Nie boi się Twojej pociechy. Przeczyta bajkę, pobawi się z nią. Weźmie na ręce. Przytuli.
  • Kiedy dzwoni lub pisze, zawsze zapyta o dziecko.
  • Pamięta o Twoich urodzinach, imieninach. Nie musi mu przypominać facebook. Po prostu pamięta ! Ba ! Pamięta także o Twoim dziecku, składając życzenia urodzinowe w Twoje ramiona.
  • Potrafi Cię zaskoczyć np: Kupując maluchowi śliczne ciuszki na dzień dziecka… Choć wcale tego nie oczekujesz.
  • Nie obraża się.
  • Wspiera , pociesza kiedy tego potrzebujesz.
  • Jest zawsze życzliwy. Cieszy się Twoim szczęściem.
  • Akceptuje Cię , taką jaką jesteś. Nie próbuje Cię zmienić. Akceptuje Twoją rodzinę.
  • Nie robi czegoś bo wypada.. Robi bo chce !

Kiedyś, ktoś mądry powiedział mi : „Nic nie dzieje się bez przyczyny. Tracimy coś, by zyskać coś lepszego „. Miał rację ! Ta cała historia ze znajomymi… Miała mi pokazać, że jest ktoś, komu naprawdę na mnie zależy. A te wszystkie byłe znajomości są niczym, w stosunku do tego co dał mi los. Niczym w porównaniu z prawdziwym przyjacielem !

Dziękuję Kinga ! :*

Autodestrukcja…

Życie przynosi różne niespodzianki. Czasem bywają przyjemne, innym razem nie dają najmniejszego powodu do radości. Zdarza się również że dowiadujemy się o czymś przykrym, a chwilę później wszystko znów nabiera kolorów. Gorzej jeżeli bieg zdarzeń przybiera inna kolejność i  naszą radość w kilka chwil niszczy jakaś zła wiadomość. Pewnie nie jednej z Was się coś takiego przytrafiło. Mnie również. Dlatego postanowiłam o tym napisać.  Były to dla mnie, dwie dużo w moim życiu zmieniające niespodzianki. Pierwsza , wyczekiwana z niecierpliwością. Jaka ? Ciąża. Staraliśmy się z mężem dość długo, bo około pół roku. Miewałam chwilę zwątpienia, czasem wręcz nie wierzyłam że będę kiedyś mamą. Kiedy, w końcu, test ciążowy pokazał dwie kreski, skakałam z radości. Ale nie długo …. Kilka dni później odebrałam wyniki badań. Skarżyłam się na częste, i uciążliwe bóle w klatce piersiowej, nasilające się przy wysiłku. Poszłam z tym problemem do lekarza. Pani doktor zleciła wykonanie EKG i TSH … I co ? EKG wyszło dobrze. Natomiast TSH ? Eh … Dostając wynik do ręki, dowiedziałam się że mam niedoczynność tarczycy … test-i-wynik Ręce mi opadły … Pomyślałam : ” Dlaczego ja ? Dlaczego teraz ? ” Wiedziałam, że niedostateczna ilość hormonów w tak ważnym momencie życia, może zagrażać ciąży… Udałam się czym prędzej, na konsultację z endokrynologiem.  Pani doktor wypisała mi hormony i kazała czekać na koleją wizytę. Przy okazji dowiedziałam się co nie co o tej przypadłości, resztę doczytałam w domu… Kiedy zwiększyłam swoją wiedzę, zaczęłam mieć ogromne wyrzuty sumienia. Cieszyłam się że będę mamą, ale strach że dziecko, nie otrzyma ode mnie odpowiedniej dawki hormonu, bardzo tłumił mą radość. Czułam się winna…”Ty głupia babo”… Myślałam.” Dlaczego, nie zrobiłaś sobie dokładnych badań przed zajściem w ciążę?  Dlaczego ? Czemu byłaś taka nieodpowiedzialna ? ”  Z jednej strony się obwiniałam, z drugiej próbowałam bronić : ” Skąd mogłam wiedzieć ? Nie przeszło mi to przez głowę, że może mnie to dotyczyć „. No bo z kąt ? Nic mi się przecież nie działo… Czułam się ogólnie dobrze. Czasem tylko dopadała mnie ogromna senność , miewałam bóle w klatce piersiowej, ciągle odczuwałam chłód,  marzły mi stopy i dłonie. Nic szczególnego. A jednak! Choruję na Hashimoto ( Mój organizm wdrożył plan Autodestrukcji, produkując przeciwciała przeciwko własnej tarczycy ) Pogodziłam się z faktem. Nie miałam wyjścia, czasu cofnąć się nie dało. Łykałam hormony, robiłam badania, chodziłam na wizyty… I modliłam się, by dziecko było zdrowe. Na każde badanie USG, czekałam z niecierpliwością. Jak każda ciężarna, chciałam zobaczyć swoje dziecko. Tak bardzo jak wyczekiwałam badania, tak bardzo bałam się, że usłyszę coś czego żadna matka nie chciała by usłyszeć. Na szczęście, lekarz wykonujący USG nie znalazł nic niepokojącego, w żadnym badaniu. Jednak całą ciążę, towarzyszył mi stres związany z chorobą. Pomimo dobrych informacji, byłam zła że nie wiedząc o swoim schorzeniu, naraziłam córkę między innymi na przedwczesny poród czy nieprawidłowy rozwój mózgu. Córka urodziła się zdrowa. Ja hormony łykam nadal, zapewne łykać będę całe życie… Ale to nie istotne… Piszę na ten temat, bo wiem jak ważny jest prawidłowy poziom hormonów tarczycy w ciąży. Apeluję, do wszystkich kobiet myślących o założeniu rodziny, zbadajcie się w kierunku zaburzeń pracy tarczycy. Unikniecie tym sposobem, niepotrzebnego stresu oraz ograniczycie ilość zagrożeń dla rozwijającego się dziecka. Tutaj znajdziecie więcej informacji na temat mojej choroby Niedoczynność tarczycy – Hashimoto

Aaaa… Wizytę u endokrynologa, odbyłam prywatnie ok 9 tygodnia ciąży. Wolny termin na NFZ był na 27 listopada… Urodziłam w grudniu. Gdybym nie wzięła spraw w swoje ręce, dostała bym hormony dopiero z końcem listopada… Nie chcę myśleć nawet co było by z córka.

Matka ! Weź Ty się wreszcie ogarnij !

Przed ciążą dbanie o dom, nie było dla mnie niczym trudnym. Zdarzało mi się mieć czasem bałagan. W ciąży natomiast, mieszkanie lśniło jak nigdy w życiu. Ze wszystkim sobie radziłam. Zawsze posprzątane, wyprane , wyprasowane, obiad ugotowany, zakupy zrobione. Wszystko ogarniałam i miałam jeszcze dużo czasu dla siebie. Mogłam sobie jeździć na jogę dla kobiet w ciąży, i spotkania z przyjaciółka. Czasu miałam pod dostatkiem. Ogarniam się już od roku i ogarnąć się nie mogę. Czuję się z tym faktem coraz gorzej. Zawsze wydawało mi się że, wszystko da się pogodzić i że, ze wszystkim sobie poradzę. Kiedy zaczęłam swoją karierę w macierzyństwie, nadal tak uważałam. Przez pierwsze trzy tygodnie, wspólnego życia z noworodkiem było ekstra. Chata czysta, obiad gorący, oboje z mężem wystrojeni. Chodziłam nawet niewiarygodnie wyspana. Wszystko to wraz z moim entuzjazmem, skończyło się. Małą dopadły kolki. Mąż w pracy, a na mojej głowie cały dom i płaczące dziecko. Nie było mowy o sprzątaniu, praniu a tym bardziej gotowaniu. Całymi dniami dziecko w ramionach i ciągłe szukanie sposobu na ulgę. Po takim dniu byłam tak wykończona że nie w głowie było mi sprzątanie. Wszystkie obowiązki domowe, miałam głęboko w d…. . Kolki minęły, i nadzieja że się od-sprzątam powróciła. Guzik…. Im córka starsza tym więcej uwagi potrzebowała. Żadne leżenie w łóżeczku nie wchodziło w grę. Leżaczki , bujaczki i inne wynalazki również odpadały. Krótko mówiąc, od trzeciego tygodnia jej życia, brakuje mi czasu na zajmowanie się domem. Prawie w całości poświęcam go na zaspokojenie jej potrzeb. Myślałam że będzie łatwiej wszystko pogodzić… Czasem myślę sobie, że jestem jakaś upośledzona, skoro nie potrafię ogarnąć domu, poprasować ubrań, znaleźć czasu dla siebie. Nie potrafię zrozumieć, jak robią to inne mamy. Lśniąca chata, i szczęśliwe dziecko ? To chyba dla mnie, nie do osiągnięcia. W ciągu dnia, mam co robić przy małej. Poza ugotowaniem jakiegoś sensownego obiadu, trudno o czas na cokolwiek innego. Wstyd się przyznać, ale gdy już zrobię pranie to czasem kisi się w pralce dzień lub dwa… W kuchni wiecznie zbierają się brudne gary… Masakra… Jakoś nie wyobrażałam sobie że będzie ze mnie aż tak nieperfekcyjna pani domu. pani-domu Nie wiem z czego to wynika … Być może brak mi organizacji. Być może z tego że, od początku muszę radzić sobie sama. Nie mam do pomocy żadnej babci, mąż wiecznie pracujący. Wszystko na mojej głowie. Mimo tego że wiedziałam jak będzie, byłam pewna że sobie poradzę. Czasem dostawałam porady typu: Wsadź mała do łóżeczka , zasyp zabawkami niech się pobawi sama a Ty będziesz miała czas na ogarnięcie chaty. Porada fajna. Chciała bym by tak było. Moja córka nie pobawi się sama. Zdarza jej się to raz na jakiś czas, zdecydowanie za mało by można było mówić o czasie na sprzątanie. Ledwo wystarcza go na obranie warzyw do obiadu. Oczywiście mogła bym wsadzić małą do łóżeczka na godzinę i zabrać się za porządki. Niestety wiąże się z tym straszny lament… Nie znoszę jej płaczu, zwłaszcza gdy próbuję coś zrobić. W takich momentach krew mnie zalewa, nie jestem w stanie kontynuować tego co zaczęłam. Robię się zbyt nerwowa i odbija się to na relacjach z wszystkimi. Ostatnio nawet nakrzyczałam na swoją mamę, zadzwoniła w nieodpowiednim momencie. Codziennie próbuję przywrócić mieszkanie do stanu używalności i utrzymać go w nim jak najdłużej.. Rzadko kiedy wychodzi …Mam szczęśliwe dziecko i bałagan w domu, albo zapłakane dziecko, mniejszy bałagan w domu i górę nerwów.  Nie wiem czy tylko ja jestem taką ciapą życiową ? Mam nadzieję że się w końcu ogarnę, i wypracuję jakiś system. Pogodzić to wszystko to moje marzenie. Jak Wy to robicie ? Macie jakieś skuteczne sposoby ?

Czarodziejska różdżka

Nasze starania się przedłużały. Jak brzucha nie było tak nie było, a staraliśmy się i staraliśmy na wszelkie sposoby. Nie zaskoczyło od razu , ani po 3 miesiącach. Pomyślałam.. Hola hola co jest ? przecież zdrowa jestem , mam stabilną pracę, prowadzę zdrowy tryb życia , dlaczego ? Inne kobiety nie chcą, a wystarczy że jakiś czarodziej pomacha trochę różdżką i TADAM ! Brzuch rośnie w oka mgnieniu ;) Ja chciałam i nic z tego nie  wychodziło, ale napędzana moim nieustępliwym instynktem, nie poddawałam się.  Robiłam co trzeba, by uzyskać swój wymarzony cel. Zmieniłam nastawienie na : będzie co będzie , będzie kiedy będzie, i bawiłam się dalej. Mój czarodziej machał różdżka a ja chłonęłam czary , jak gąbka wodę :) Bo grunt to dobra zabawa !