Natury nie oszukasz… Natury nie okiełznasz !

Nawiązując do mojego wcześniejszego wpisu, o empatii i nie przyczynianiu się do krzywdy innych, pragnę przedstawić Wam krótki filmik . Idealnie tłumaczy czym jest natura … Pokazuje też , że nam ludziom, tylko wydaje się że mamy nad nią kontrolę . W rzeczywistości tak nie jest… I dobrze ! W przeciągu tych kilku minut, zobaczysz, dlaczego nie powinniśmy chodzić do cyrku. Mimu wielu zapewnień, o dobrym traktowaniu zwierząt itd… przekonasz się , że są one nieszczęśliwe… Ich sytuacja zmusza je do walki. Żadne zwierze nie atakuje, gdy czuje się bezpiecznie….Natomiast cyrk… Nie jest miejscem dla dzikich zwierząt. To co zrobiło to stworzenie, było najzwyklejszą obroną … Myślę, że każdy z nas w takiej sytuacji zachował by się tak samo .. Korzystając  z tego typu rozrywek, narażasz się (często też własne dzieci ) na utratę zdrowia , lub życia. Pomyśl… Co by było gdyby to zwierzę wydostało się z areny ? Ty tylko oglądasz. Ale również możesz być poszkodowany.

Chcę byś miała co wspominać …

Dzisiejszy wpis, ma zupełnie inny charakter niż poprzednie. Jest wyjątkowy… Jest kierowany bezpośrednio do Ciebie.. Do Ciebie moja Kruszynko !

Masz 1,5 roku. Jesteś bystra, wesoła, wszędobylska. Mnie Twoją mamę rozpiera duma, że mam tak bardzo ciekawą świata córcie. Widząc Twoja radość, z poznawania nowości, przypominam sobie własne dzieciństwo. Jednocześnie umacniam się w swoich przekonaniach…. A przede wszystkim w jednym : ” Dziecko musi wszystkiego dotknąć, spróbować. Dziecko musi się wybrudzić. „

Dziś pisząc do Ciebie… Chcę Ci powiedzieć : Córeczko , tak trzymaj !

  • Baw się kamieniami
  • Grzeb ręką w ziemi
  • Jedz owoce prosto z krzewu
  • Chodź na bosaka
  • Babraj się w błocie
  • Baw się w kałuży
  • Próbuj wszystkiego na co masz ochotę… Choćbyś miała się upaprać po uszy :) Rób to !

Żadna babcia , ciocia, czy obca osoba nie powie: „Zostaw patyk. Patyk jest be. ” A jeśli powie ? To wiesz co zrobię ? Dam Ci ! Dostaniesz go ode mnie . Ba ! Pokażę Ci też, jak fajnie lepi się z mokrej ziemi. Zobaczysz … Zobaczysz, że nie tylko z plasteliny da się ulepić ludzika . Nie zabronię Ci. Nie będę ograniczać Twojej ciekawości. Nie będę … Bo sama :

  • Przesiadywałam w kałużach
  • Smarowałam się błotem – twierdząc że to zabieg pielęgnacyjny
  • Chodziłam na czworaka po trawniku, wcinając trawę… Chciałam dawać mleko jak krowa ;)
  • Jadłam pomidory, ogórki, owoce sezonowe prosto z krzaka
  • Poznałam smak ziemi
  • Wiem, jak chrzęści piasek pod zębami :)
  • Biegałam po ściernisku
  • Jeździłam na pełnej robactwa przyczepie ze zbożem
  • Wysmarowałam w domu ścianę, własną kupą ! :)
  • Zbierałam dżdżownice
  • Turlałam się z górki
  • Chodziłam na boso : po trawie, kamieniach, piachu, ziemi, błocie, nagrzanym asfalcie
  • Ciapałam się w zbiorniku z brudną śmierdzącą wodą, pełną larw komarów
  • Jadłam mokrą i suchą karmę , psia i kocią :)

Chodziłam brudna… Ale szczęśliwa ! A słowa : „Nie wolno, bo się pobrudzisz ” były mi zupełnie obce :) Ach …  Gdybym mogła wrócić do tych beztroskich lat…. Nie zastanawiała bym się ani chwili ! Dlatego, Córeczko … Korzystaj z dzieciństwa. Baw się ! Brudź się ! Bo kiedy ? Jak nie teraz ? Od tego jest dzieciństwo… Chcę, byś przeżyła je najlepiej jak to możliwe. Byś miała co wspominać :)

Nie pragnę, byś miała górę topowych zabawek. Nie są nic warte, w porównaniu z frajdą, jaką możesz mieć korzystając z własnej kreatywności….  Niezależny mi , byś chodziła nieskazitelnie czysta, ubrana jak mała księżniczka… Nie jesteś na pokaz ! Chce byś czuła że żyjesz :) Byś była szczęśliwa ! Bo nic nie daje tyle szczęścia co beztroska zabawa. A ja, będę czuwać – by była bezpieczna… Baw się , póki jesteś dzieckiem !

Twoja Mama

Co dzień inne odkrycia. To takie pasjonujące !

Dzieci, to mali odkrywcy. Interesuje je dosłownie wszystko. Chcą, poznać świat najlepiej jak tylko się da. Sprawdzają zastosowanie wszystkiego co je otacza. Poznają możliwości własnego ciała. Z dnia na dzień stając się sprytniejsze i zwinniejsze, co pozwala im na ciekawsze odkrycia. Kiedy już chodzą, mija zaledwie kilka chwil i nasze pociechy zaczynają się wspinać, by sięgnąć tam gdzie do tej pory nie miały dostępu. Czy to regał  z książkami, schody czy też łóżko… To wszystko jest takie pasjonujące ! One nie boją się nowości , one wręcz jej pragną. Nie zastanawiając się co by było gdyby… Codziennie szukają nowych doznań.  Przez tą odważną, nieprzemyślaną ciekawość świata macierzyństwo bywa niezmiernie trudne. Jako matki, żony i gospodynie musimy zadbać o potrzeby każdego domownika. Ugotować, poprać, posprzątać ….. Jednocześnie, pozwalając najmłodszemu domownikowi  na swobodne poznawanie świata…Bezpieczne poznawanie świata.  Bywa to nie lada  wyzwaniem. Czasem wystarczy się obrócić a pociecha już stoi na krawędzi łóżka, ciesząc się z własnych dokonań. Bądź, maleństwo próbuje wcisnąć coś do kontaktu… Przyznam….. Czasem można dostać palpitacji serca… Mimo to jestem zwolenniczką, wtórowania dziecku. Mądrego wtórowania. Uważam, że należy pozwalać potomkowi na sprawdzanie swoich możliwości. Córce pozwalam wchodzić gdzie chce. Chce wychodzić po schodach, wychodzi ( najpierw na czworaka, teraz już trzymając się poręczy). Usiłuje wygrzebać się do domku na placu zabaw, stoję za nią , a ona śmiało próbuje. Umyśli sobie chodzenie po krawężniku, to idzie. Przecież to cudowne doświadczenie, i pomaga ćwiczyć równowagę. W każdej nowej czynności, jestem przy niej. Wspieram, i tłumaczę. Natomiast gdy zajdzie potrzeba minimalizuje siłę upadku. Kiedy jednak wiem, że upadek wielkiej krzywdy jej nie zrobi… Pozwalam na niego… Tzw. upadek kontrolowany… Dziecko próbuje swoich możliwości, ale czasem musi stłuc pupę, by poznało jakie czekają na nie zagrożenia.  Rozumiem, że matki boją się o swoje pociechy, również się boję. Jestem również w stanie pojąć, dlaczego nie pozwalają na niektóre czynności. To my rodzice, jesteśmy odpowiedzialni za swoje dzieci… Myślę, że strach rodzica przed odpowiedzialnością, nie powinien być dla dziecka ograniczeniem. Zwłaszcza na etapie poznawania  świata i własnych możliwości. Zabranianie dziecku nowych czynności oraz wpajanie, że coś jest niebezpieczne, jest głupie. „Tego nie wolno bo się przewrócisz , Tamtego nie wolno bo spadniesz”. Jak dla mnie to zabijanie w dziecku ciekawości a także chęci poznawania. Małe dzieci, poznają świat zmysłami… To normalne że wszystkiego chcą dotknąć, wszystko chcą zobaczyć. Ciekawość dziecka nie ogranicza się tylko do tych „niebezpiecznych” czynności. Dzieci uwielbiają poznawać zapachy, smaki… Wielu rodziców o tym zapomina. To idealni towarzysze, podczas codziennego gotowania. Jeśli im to umożliwimy, chętnie zamieszają zupę. Czy wrzucą do niej kilka składników. Kochają  taż eksperymentować, próbować nowych smaków, konsystencji…. Matki maja w zwyczaju, nie dawać dziecku tego, czego same nie lubią. ” To jest niedobre. Nie będzie Ci smakować”. A ja zapytam… Skąd to dziecię ma wiedzieć czy rzeczywiście takie to niesmaczne ? Jeśli samo nie spróbuje, nie dowie się… Próbowanie nowych produktów, potraw, to fajna zabawa. Zabawa która przynosi dużo dobrego. Dziecko zna większą gamę smaków, dzięki temu łatwiej wyrobić mu własny gust kulinarny. Gust który nie jest bardzo okrojony. Maluch nie ma uprzedzeń, nie boi się smakować… Im wcześniej pozna nowości tym lepiej. Ma większą szansę że nie zostanie tzw niejadkiem. Tutaj opowiem co nie co o mojej córeczce. Mała, kiedyś miała straszne opory przed jedzeniem, pisałam o tym kiedyś TUTAJ  Kiedy jednak zaczęła jeść jak należy, pozwalałam jej na odkrywanie smaków. Kiedyś poszliśmy z rodzinką do sushi baru. Byłam pewna, że córcia nie tknie sushi więc zamówiliśmy jej nieduży zestawik z kurczakiem. Natomiast dla nas półmiski pełne tych smakołyków.  Kiedy kelnerka przyniosła piękne kolorowe zawijań-ce mała tylko krzyczała „am , am ” Wręcz wyrywając się z dziecięcego krzesełka, na swoją porcję nawet nie patrząc. No i dostała kawałek (bez surowych ryb, i paluszków krabowych) Wcinała aż jej się uszy trzęsły… Ledwo zjadła jeden kawałek, już sięgała po drugi… To nie wszystko. Do naszego zestawu, były sałatki z glonów z ogórkiem.. Dostała z niej ogórka. Nie wystarczył jej. Gwizdnęła tacie z miseczki garść glonów. Miałam oczy jak pięć złotych… Moja kruszynka zjadła sałatkę męża, i moją. Takich zaskakujących sytuacji jest wiele. To pokazuje mi, że mam rację. Dzieci lubią próbować, dzieci lubią poznawać. Ostatnio … Również byłam zaskoczona. Gdy kroiłam cebulę mała ciągnęła mnie za spodnie krzycząc „am” więc dałam jej… I wiecie co ? Myślałam że nie zje, że będzie pluć. Owszem, wypluła po czym władowała do buzi z powrotem. Od tamtej pory, moje dziecię je surową  cebulę. Na zdrowie !  Dziś natomiast, eksperyment roku. Na drugie śniadanko podałam jej jogurt… Jadła z apetytem,po chwili zaczęła kombinować.. Dorwała kabanosa i zaczęła moczyć go w jogurcie. Po czym i jedno i drugie trafiało do buzi. Mnie też dała spróbować. Obawiałam się. Teraz śmiało mogę powiedzieć: Kabanos z jogurtem gruszkowym smakuje świetnie !  Wniosek ? To my rodzice, jesteśmy największym ograniczeniem dla własnych dzieci. Z obawy o ich dobro, niejednokrotnie pozbawiamy je wielu pozytywnych doznań.

Moje dziecko , się nie zagłodzi :)

Niedawno wróciłyśmy ze spaceru… Jak to na spacerze bywa, pobiegałam za córką trochę,  regularnie wyciągając kamienie z jej buzi. Zrywałyśmy i wąchałyśmy kwiatki.. Łapałyśmy swoje cienie, oraz goniłyśmy gołębie. Znaczy się , mała goniła. Koniecznie chciała je nakarmić, kamieniami oczywiście ;) Ptaki miały nas, rzecz jasna, głęboko w nosie. Mojego dziecka, to nie zniechęcało. Gdy którykolwiek z nich usiadł na ziemi, Kruszynka w te pędy pognała w jego kierunku z garścią kamieni. Z rozkazem w głosie, krzyczała ” Am , am „. Kiedy miałyśmy już dość . Czytaj ; kto miał dość to miał dość ;). Wróciłyśmy do domu. Po drodze zaliczając wspinaczkę na piętro. Tak , tak.. Córka koniecznie musi sama wdrapywać się po schodach. W innym przypadku … „Matka zapomnij, że mnie tak spokojnie wniesiesz do mieszkania. Zrobię Ci taki koncert, że uszy zwiędną ” :).  Więc, gdy już te krótkie nóżki, dotarły na górę. Otworzyłam drzwi, mówiąc do małej ; „Córuniu poczekaj, mama Cię rozbierze „. Yhy…. Gadaj se matka… Dziecko, nawet się nie odwróciło. Podarła prosto do kuchni. Ja za nią… Otworzyła lodówkę, dorwała  kabanosa. Po czym, z szerokim uśmiechem i dumą na twarzy, chwaliła się mówiąc ” Am , am ” Następnie, w butach i kurtce poleciała do pokoju w celu konsumpcji :) No cud, miód, malina. Nie dość, że Kruszynka próbuje się sama ubierać , to jeszcze potrafi sama się nakarmić :) Niedługo , w ogóle nie będę jej potrzebna :)

Dziwnie się czuję

Chwilę temu przyjechaliśmy na basen. Mała bardzo lubi pluskać się w wodzie. Nie boi się, wiecznie jej mało. Wystarczy że usłyszy „jedziemy na basen”.  Gotowa jest wyjść z domu, natychmiast porzucając każde zajęcie. Ponieważ bardzo to lubi i na sama myśl przebiera nogami, postanowiliśmy jeździć z nią regularnie. Coniedzielny basen stał się naszą tradycją. Odkąd  jeżdżę z córka, jeszcze bardziej go polubiłam. Patrzenie, jaka jest szczęśliwa , sprawia mi ogromną radość. A te piski, okrzyki towarzyszące chlapaniu rączkami, wręcz uwielbiam. Niestety, z powodów zdrowotnych, dziś, nie mogę z nią popływać. Czuję się, z tego powodu bardzo dziwnie. Od pierwszych dni życia jestem z nią, prawie bez przerwy. Towarzyszyłam w poznawaniu nowych doświadczeń. Mniej i bardziej przyjemnych. Czerpiąc z tego dużo dobrego. Dziś siedzę w kawiarni. Przez szybkę patrzę, jak  moje dziecię bawi się z tatą. I wiecie co czuję ? Ciężko mi to określić. Cieszę się, że mała ma radochę. Jestem też okropnie zazdrosna… Jestem zazdrosna o swoje dziecko. Tak bardzo żałuję, że nie mogę być przy niej, wspólnie z nią się cieszyć. Mam wrażenie, że ucieka mi coś ważnego.

Prawdziwy skarb, czyli samosia – gosposia !

Zupę będę jeść sama ! – Mama daj łyżeczkę , nie chcę być karmiona ! Skarpety , czapkę , buty założę sobie, nie potrzebuje Twojej pomocy ! Kremować buzię też chcę sama !  Przecież umiem ;) Pościelę łóżko , dam sobie radę ! Psa na spacerze poprowadzę , nie musisz trzymać smyczy … Eh i długo by tak wymieniać :) To że moja córcia wykazuje cechy typowej „Zosi samosi” wiedziałam już od dawna. Przyzwyczaiłam się nawet ;) Czasem mam dobry ubaw. Kiedy widzę jak moja  14 miesięczna pociecha, od dziesięciu minut próbuje założyć, lewego buta na prawą nogę. To jednak nie wszystko. Teraz przyszedł czas na samosie – gosposie :)  Moja córa postanowiła pomagać  mi na każdym kroku. Tak, tak. Pomaga jak umie ;) Kochanie dziecko ! Nie chce, by mama się zaharowała ;) Kiedy odkurzam , mała podchodzi, chwyta rurę i próbuje odkurzać. Czasem bawi się w operatora, regulując moc ssania, lub pcha odkurzacz. Gdy sprzątam łazienkę, zawsze znajdzie coś, w czym mogła by mi pomóc ;) A to rozsypie proszek. A  to weźmie szczotkę do toalety i zacznie moczyć w kibelku, rozchlapując wszędzie wodę.  Myjąc podłogę , również się nie przemęczam. Dziecko mam tak pomocne, że potrzyma mi mopa. Ja w jedną ona w drugą. Szarpiąc się ze mną, zmyjemy każdy brudek. Bo co cztery ręce, to nie dwie ;) Kiedy dorwie zmiotkę i szufelkę, rozmiecie brud po całej kuchni. Ta dziecięca pomoc jest nieoceniona :) Nie raz bardzo mnie denerwuje , bo dezorganizuje mi robotę.  Widzę jak dziecko się stara , jak mnie naśladuje, i jestem w stanie przymknąć na co nie co oko. Sprzątam uzbrojona w duża dawkę cierpliwości. Bo jak inaczej ? Chyba się nie da , mając w domu małą gosposie ;) Dziś jednak przebiła samą siebie. Wspólnie myłyśmy podłogę. Tym razem, córcia była bardziej zaabsorbowana moczeniem rąk w wodzie, i pomaganiem w wyciskaniu mopa. Natomiast ja mogłam spokojnie przetrzeć zabrudzenia. W pewnym momencie. Odwracam się w kierunku córki, by wypłukać mopa. Patrzę. A moja pomocnica stoi w wiaderku pełnym wody … Ręce mi opadły. Jak myślicie ? Chciała mnie wyręczyć i postanowiła się sama wykąpać ? Ja myślę, że tak  ;) W wiadrze też się da !

Co dla dziadków ? Czyli Dzień Babci i Dziadka.

Moi dziadkowie, już odpoczywają na chmurkach. Mimo że już ich nie ma, dylemat związany z świętem Babci i Dziadka pozostał. Zmieniła się tylko moja rola. Jako matka muszę zadbać, by dziadkowie mojej córy poczuli, że się o nich pamięta. Pytania typu : Co kupić ? Czym sprawić przyjemność ? Jakoś nie zaprzątały mi głowy. W prawdzie, nie byliśmy jeszcze u żadnych dziadków z życzeniami, ale drobny upominek już jest. Pomyślałam że skoro są to święta dziadków , to prezent powinien być od wnuczki. Nie ode mnie czy mojego męża tylko właśnie od wnuczki, niezależnie w jakim jest wieku. Mała ma dopiero trzynaście miesięcy, nie umie pisać, nie umie rysować. Mimo tego postanowiłam dać jej pole do popisu. Przygotowałam farbki ,oraz kartki papieru, wcześniej wycięte w kształt serduszka. Posadziłam córkę przy stoliku i najzwyczajniej w świecie, pozwoliłam jej pociapać się w farbkach. Mała bazgrała paluszkami po czystych kartkach i odbijała rączki. Sprawiało jej to frajdę. W efekcie tej świetnej zabawy powstały całkiem ciekawe laurki. Które mamy w planie dostarczyć, w najbliższym czasie, wszystkim dziadkom. Myślę że takie laurki, sprawią im naprawdę dużą radość. Bo chyba nie ma nic lepszego niż prezent wykonany własnoręcznie. A u Was Drogie Panie, jak wygląda święto dziadków ?   Jakie w tym roku macie pomysły, na sprawienie im choć trochę przyjemności ? dzien-babci-i-dziadka

Już się nie podoba.

Ostatnio pisałam , jak bardzo moja córa lubi czytać. Zapał do czytania nadal ma duży. W tej kwestii nic się nie zmieniło.  Natomiast, niespodziewanie pokazał się nam, mały problem. Mały, a potrafił zmienić wszystko. Do tej pory córcia gustowała w wierszykach, bardzo chętnie ich słuchała. Z tego też powodu, nasza biblioteczka składa się w osiemdziesięciu procentach z różnych rymowanek. Wczoraj czytanie zrobiło się dużo mniej przyjemne. Już mała nie podrzuca mi książeczek, jak to miała w zwyczaju. Siedzi obok , lub na moich kolanach i czeka aż jej coś przeczytam. Gdy biorę do ręki książeczkę proponując, właśnie tą do przeczytania. Ona kręci głową…  Biorę więc kolejną, zaczynam czytać. Ledwo otworzę , mała wydziera mi ją z ręki. I tak w kółko.  W końcu zbulwersowana składam książeczki. Wtedy zaczyna się płacz… Eh … W tym momencie zdurniałam … O co chodzi pytam ? A ta krzyczy „da ! ” , „da ! ” . Więc siadam i próbuje czytać dalej… Historia się powtarza.  Przez dłuższą chwilę, nie mogłyśmy dojść do porozumienia. W końcu mówię do córki : Wybierz sobie książeczkę. Którą mam Ci przeczytać ?  Mała szuka i szuka. Zaraz wpada w złość i rzuca nimi gdzie popadnie. Więc, już w desperacji, zaczęłam pokazywać dziecku każdą po kolei pytając: Tą Ci przeczytać ? Moje pytanie, spotykało się z odmową , ciągle tylko kręcenie głową. Nie rozumiałam, czego ona chce ode mnie. Niby słuchać chciała. Przyszło co do czego bardzo się wkurzała. W końcu odgrzebałam kilka książeczek, takich co dotąd nie lubiła i zawsze odrzucała. Jak je zobaczyła, to się ucieszyła. Zaczęłam więc czytać, a ona w końcu chciała słuchać. Wtedy zrozumiałam, o co tutaj chodzi. Małej repertuar już się nie podoba. Ulubione wierszyki poszły do lamusa.. Mimo chwil niezrozumienia, bardzo tym się cieszę. Wreszcie, poczytam coś nowego. Najwyższy czas, na zmianę naszej  biblioteczki !

Czytam i czytać będę !

Jeżeli chodzi o książki, nigdy nie przepadałam za ich czytaniem. Mój brak chęci wynikał, z urazu z dzieciństwa. Może to dziwne, ale tak… zraziłam się do czytania w 3 klasie podstawówki. Kiedy to starsza nauczycielka języka polskiego, wyśmiała mnie przy całej klasie, mówiąc : Jesteś matoł , czytać nie potrafisz… a dzieci śmiały się ze mnie.  Bardzo mnie tym zraniła i jednocześnie zraziła do czytania. Każda kolejna próba czytania na głos, wiązała się z ogromnym stresem. Na szczęście to wszystko mam już dawno za sobą. Wydoroślałam i moje podejście do książek zmieniło się . Teraz robię to codziennie i z przyjemnością. ks Mając świadomość, jak czytanie może wpływać na człowieka, codziennie czytam córce. Postanowiłam, robić to od kiedy mała skończyła 2 tygodnie. Nasza przygoda z książką zaczynała się od jednego , dwóch wierszyków dziennie. Dziś przerabiamy, całą naszą biblioteczkę (ok 40 – stu sztuk ) , nawet i 2 razy dziennie. Na chwile obecna, córka ma 13 miesięcy i niesamowity zapał do książek. Nie ma dnia by nie goniła mnie z jakąś książeczka. Niejednokrotnie ciągnie mnie za rękę w stronę półki z bajeczkami. Gdy już do nich dotrzemy wyciąga rączki w górę mówiąc: ” da” , „da” . No i mama siada z dzieckiem i po raz enty wałkuje to samo. Czasem miewam dość gdy patrzę na tą stertę makulatury, bo ile można czytać w kółko jedno i to samo. Jednak widząc, jak bardzo cieszy to moja córeczkę i jak duże  efekty przynosi, po prostu zasiadam do lektury. Uważam że każda chwila spędzona z dzieckiem na wspólnym czytaniu bardzo dobrze wpływa na jej pamięć koncentracje. Im dłużej czytamy, tym dłużej córeczka jest w stanie słuchać mnie z uwagą. Od około 3 miesięcy, mała  samodzielnie zaczęła wręczać mi kolejną książeczkę, gdy aktualnie czytana zmierzała ku końcowi.  Ze stosu kartonowych bajeczek ,często wybiera ten sam repertuar , dając do zrozumienia które z nich podobają jej się najbardziej. Córka wprawdzie jeszcze dużo nie mówi, ma  na to czas, natomiast zaskakująco dużo rozumie. Pewnego dnia sprawiła iż byłam w szoku, ale jednocześnie bardzo dumna. W trakcie czytania poprosiłam ją mówiąc : Córuniu , wiesz gdzie jest książeczka o Józi ? proszę przynieś mi ją , mama Ci przeczyta . Ku mojemu zdziwieniu, mała zaczęła przewracać kupę książek rozrzuconych po podłodze i po chwili wręczyła mi tą o którą prosiłam.  To było niesamowite , pomyślałam … niemożliwe żeby niespełna roczne  dziecko wiedziało jaką treść ma dana książeczka. Z niedowierzaniem poprosiłam ją o kolejna i zaraz miałam ją w rękach …  Testowałam ją dalej , a moja duma rosła i rosła. Okazało się, że bez większego wysiłku odnalazła wszystkie z najczęściej czytanych książeczek ( ok. 15 – stu sztuk ). Upewniłam się, że moje starania nie idą na marne. Do dalszego rozczytywania się, bardzo zachęca mnie mój bratanek. Chłopiec ma cztery lata a już ładnie czyta.  Śmiem twierdzić ze lepiej niż niejeden siedmiolatek. Rodzice czytali mu dużo. W wieku dwóch lat potrafił nazwać wszystkie literki, jakie wypisane na brzuszku miał jego ulubiony miś. Jest bardzo ciekawym świata dzieckiem , o wszystko czego nie rozumie dopytuje. Czyta reklamy na billboard’ach, napisy na pudełkach od zabawek praktycznie wszystko co złożone z literek. Z własnych obserwacji wiem , ze warto czytać dzieciom. Te 20 minut dziennie nie  stanowi dla nas dużego wysiłku, z kolei dziecku da wiele, miedzy innymi poczucie iż jest dla nas kimś ważnym. Zalet czytania jest bardzo wiele , chcesz się dowiedzieć co może wnieść w życie Twojego maleństwa ? Zapraszam do odwiedzenia działu Dziecko i książka.

Papierowa żabka.

Zupełnym przypadkiem okazało się,  że papierowa żabka stała się hitem, wśród zabawek. Zastanawiasz się pewnie, o co chodzi z tą żabką ? Jak papierowa zabawka może zachwycać ? Otóż może , i w dodatku świetnie sprawuje się jako zabawka dla rocznego dziecka. Krótko opiszę, naszą historię z tą sympatyczną zabawką. Zaczęło się od nowej zajawki mojego męża – origami. Przeglądając filmiki instruktażowe na youtube , natrafił na żabkę, nie była to zwykła papierowa żabka. Ku naszemu zdziwieniu to papierowe cudo , potrafiło skakać. Z ciekawości mąż złożył , by sprawdzić czy rzeczywiście. Gdy była już gotowa, wszyscy mieliśmy świetną zabawę. Wystarczyło lekko nacisnąć i żaba robiła piękny skok w przód. Córka widząc skaczące coś, miała kupę radości.  Puściła się za nią w pogoń,  sama próbując  wprawić ją w ruch. Tak prosta i tania zabawka, a daje tyle radości całej rodzinie. zabka