Nowy rok ? Nowe wyzwania ? … Za takie dziękuję !

Cześć :) Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku… Żeście szczęśliwie wkroczyli w nowy rok, a przede wszystkim , żeście zdrowi :) Niestety , ja nie mogę pochwalić się dobrym początkiem nowego roku… Ba ! Nie mogę też pochwalić się zakończeniem starego…  Krótko mówiąc , od początku grudnia ciążyła na nas jakieś fatum… Cholerstwo… Zaraza… Nie szło się tego pozbyć  :cry:

Zastanawiacie się pewnie, o co chodzi ? O zdrowie . O zdrowie moi drodzy… Odkąd młoda uczęszcza do żłobka, częściej choruje.. Normalne. Powiecie, tak to już jest.. Musi się wychorować …. Musi się uodpornić. Przygodę ze żłobkiem rozpoczęła z końcem września… Chodziła w kratkę… Ogólnie wyglądało to tak : dwa tygodnie z ciociami , tydzień/dwa w domu… Co chwilę jakiś katar… Co chwilę jaki kaszel … Raz zapalenie oskrzeli… Poza tym zwykłe infekcje wirusowe…  Niby nic takiego…

A jednak … Co się wyleczyła , zaraz coś złapała.. Tak do grudnia. Aż się całkiem posypała. Tan ostatni miesiąc w roku, zaczęliśmy od niegroźnej infekcji … Tylko katar i kaszel ( od kataru, osłuchowo czysto ) Więc , nebulizacje , czyszczenie noska , smarowanie maścią majerankowa,  witaminka C , syropek itd… Siedziałyśmy w domu… Mała wyzdrowiała, na 3 dni przed świętami ,wróciła wśród dzieci. W  święta pokazał się lekki katar, a w drugi dzień świąt gorączka… Ach… Więc do ambulatorium !

Na miejscu, pan doktor stwierdził „rozpoczynające się obustronne zapalenie uszu”.  Córcia dostała antybiotyk… I wróciłyśmy, do domu, leczyć się dalej… Dwa dni później gorączki nie było. Cieszyłam się . W końcu, mogłam spać spokojnie. Nie długo … Trzy dni później, 39 stopni … Znów wypadło na wolne od pracy… Znów opieka całodobowa… I ten sam lekarz.  Tym razem, nie potrafił powiedzieć co się dzieje.. Skąd ta gorączka ? Zlecił badania: mocz,  morfologię i CRP , a także zalecił kontynuować antybiotykoterapię… Więc cóż nam pozostało ? Zastosowaliśmy się do zaleceń lekarza, szybciutko zrobiliśmy badania i umówiliśmy się na najbliższą wizytę u pediatry.

             U pediatry , złe wieści … Wysokie CRP = Szpital … Dziecko trzeba leczyć dożylnie… Eh… No nic .. Spakowaliśmy się do auta i długa do najbliższego szpitala.. Tam zrobiono dokladniejsze badania  i okazało się ( jak stwierdził laryngolog) że, ” To nie od uszu, uszy zdrowe”  Zrobili RTG klatki piersiowej… Wyszły jakieś zagęszczenia w płucach , podobno nie do wysłuchania…  Nasz pobyt na oddziale, na szczęście nie był zły, niczym nie przypominał tego o którym opowiadałam TU. Było całkiem miło . Choć w czasie pobytu młoda złapała jakiegoś wirusa i trochę ja wymioty i biegunka wymordowały. Ale gdy wszystko było dobrze, wyniki badań wróciły do normy , wróciłyśmy do domu. Cieszyłyśmy się bardzo, że mamy już wszystko za sobą :)  Taaa … Tak mi się wtedy wydawało..

               Kilka dni  po hospitalizacji, ni stąd ni zowąd pojawił się mokry kaszel… Nie namyślając się ani chwili wybrałam się z młodą do lekarza..  Pani doktor zaleciła inhalację .. No ale to nic nie dało, dwa dni później mała straciła apetyt, a wieczorem dostała gorączki… Mało tego… Nie mogła zasnąć ,  Co chwilkę płakała, jednocześnie łapiąc się za lewe uszko… Przez myśl mi przeszło tylko ” kur… , Znów to samo ? Znowu będziemy leczyć uszy? ” Pełna smutku , zagoniłam męża aby poszedł odpalać auto, ubrałam małą i po raz enty ( znów weekend) obraliśmy kurs do ambulatorium.. Pani doktor dyżurująca, wysłuchała „naszej historii ” obejrzała dziecko , osłuchała itd .. W końcu padła diagnoza , nie zgadniecie . Zapalenie ucha …To zabrzmiało jak wyrok. Cóż… Trzeba było wziąć to na klatę i zmierzyć się z tym choróbskiem raz jeszcze… Żal było mi córki… I strasznie bałam się żeby nie doszło do konieczności ponownej hospitalizacji… Pani doktor , przepisała antybiotyk , kropelki do uszu, i parę innych specyfików, które były dla mnie nadzieją.. Może śmiesznie to brzmi, ale tak ! Były nadzieją na to że w końcu pożegnamy się z tym przeklętym „fatum” .

         Antybiotyk zadziałał, kropelki też swoje zrobiły :) Córka wróciła do siebie , zaczęła normalnie jeść , a ja poczułam ulgę …. Gdy antybiotyk się skończył, ogarnoł mnie strach przed kolejną infekcją… Tak dużo przeszłyśmy w ostatnim czasie i obie byłyśmy już tym wszystkim zmęczone… Bu uchronić córcie przed kolejnym paskudztwem, mimo już „dobrej formy” postanowiłam ją przetrzymać w domu tydzień… Natomiast o żłobku nie było mowy… Stwierdziłam że nie puszczę jej tak szybko po chorobie… Chciałam jakoś wzmocnić jej odporność. Szukałam sposobu i chyba znalazłam.  Syrop z czosnku ! Na szczęście czosnku Ci u mnie dostatek :) Zrobiłam miksturę , zaczęłam małej podawać 1-3 razy dziennie… I mam wrażenie. Ba, nawet jestem pewna że pomogło ..  Idzie już trzeci tydzień jak pijemy (  Postanowiłam pić razem z nią , by dodać jej otuchy. Syropek jest niezbyt smaczny) i młoda nie ślipie nawet noskiem. Od tygodnia zażywamy świeżego powietrza … Ale do żłobka jeszcze nam się nie spieszy… Dwa miesiące siedzenia w domu… Wyjścia tylko do lekarza i z powrotem… Za bardzo dało nam się we znaki… Myślę że jeszcze troszkę poczekamy, zanim wrócimy wśród dzieci .

4 Komentarze

  1. Strasznie Wam współczuję, bo doskonale wiem co to znaczy. U nas choroby jesień/zima nie ustępują z racji liczby dzieci w domu. Zawsze chorują kolejno, więc jak skończy ostatnie, zaczyna znów pierwsze. Jedna wielka masakra. Chcę lata! Zdrówka!

  2. Cześć kochana, dawno Cię nie było i już wiadomo dlaczego! Biedna Twoja córa, przeszłyście piekło. Doskonale wiem o czym mówię, bo mój syn trafił do prokocimia na początku lipca (wpadł w szybę, przeciął nerwy, żyły i tętnice pod pachą). Sama operacja trwała 5 godzin,a ja…akurat rodziłam córkę w innym szpitalu. Młody złapał tam zapalenie płuc. Wrócił do domu i co po chwilę był chory. A to katar, a to zapalenie ucha i na dodatek niedowład ręki. Na szczęście od około dwóch tygodni ma władzę w rączce i palcach. Ale po dwóch tygodnia spokoju…ma katar :-D Sajgon z dziećmi podobno kończy się dopiero po odejściu z tego świata :-P

  3. Ojj… to rzeczywiście sajgon! Najważniejsze, że już lepiej. Na szczęście nasz Smyk w miarę w porządku póki co, odpukać! Ale synuś szwagra też co rusz, coś łapie. Biedaczek ma chyba mocno obniżoną odporność. Gdybyś podała przepis na syropek z czosnku, o którym piszesz to będę wdzięczna :) Przekażę szwagierce. Chodzi o coś takiego jak syrop z cebuli? Pozdrawiam Was gorąco! :)

    • W takim razie umieszczę post z syropkiem jutro na blogu. Może ktoś jeszcze skorzysta :) Nie dokładnie taki , robi się go zupełnie inaczej i smak również inny. Aaaa.. zapomniała bym. Skuteczniejszy od tego z cebuli, ponieważ czosnek jest naturalnym antybiotykiem ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.